Kiedy Alla Borisowna powiedziała, że zna moje imię z plotek o romansie z Maksimem, upuściłam na podłogę srebrny naparstek.
Był wtorkowy wieczór, kilka minut po dziewiętnastej, w małej pracowni przy ulicy Deribasowskiej w Odessie. Za oknem tramwaj zgrzytał na zakręcie, a na stole leżała nowa peruka, którą przygotowywałam dla Alli. Kasztanowe włosy układały się miękko na karku, choć pod palcami czułam jeszcze szorstkość niewidocznych szwów.
Alla patrzyła na mnie przez lustro.
— Niech pani nie udaje, że nie wie, o czym mówię — powiedziała spokojnie. — Widziałam te zdjęcia.
— Wszyscy je widzieli.
— Wszyscy też coś dopowiedzieli.
Podniosłam naparstek. Miał maleńką czerwoną kropkę na brzegu, ślad po lakierze, którym oznaczyła go moja córka Nadja. Trzymałam go tak mocno, że metal wcisnął mi się w skórę.
— Nie jestem kobietą Maksima — odpowiedziałam.
Alla odwróciła się od lustra. Nie wyglądała jak gwiazda z ekranów. Miała na sobie prosty kremowy sweter, a na głowie cienką chustkę, spod której wymykały się jasne pasma.
— Tego właśnie chcę się dowiedzieć — powiedziała. — Kim pani jest naprawdę?
Poznałam Maksima dwa lata wcześniej, w czerwcu, podczas ślubu w Toskanii. Byłam tam jako perukarka i stylistka panny młodej, Sofii Bellini. Maksim występował wieczorem. Kiedy wiatr zerwał z głowy panny młodej ozdobny welon, to on przytrzymał materiał, a ja zszywałam rozdarcie przy fontannie.
— Ma pani trzy minuty — rzucił wtedy, podając mi srebrną spinkę. — Sofia zaczyna płakać, a jej ojciec wygląda, jakby miał odwołać ślub.
— Jeśli będzie pan tak przeszkadzał, zajmie mi to sześć.
Zaśmiał się. Później przyniósł mi kawę, a następnego dnia poprosił o numer telefonu. Nie było w tym nic tajemniczego. Rozmawialiśmy o pracy, o Odessie, o jego występie. Kiedy wracałam do domu, wysłał mi wiadomość, że dobrze jest spotkać kogoś, kto nie zna go z telewizji.
Kilka miesięcy później spotkaliśmy się na wybrzeżu Ligurii. Maksim odpoczywał po występach, ja odbierałam włosy do nowej kolekcji. Fotograf zrobił nam zdjęcie przy porcie. Staliśmy obok siebie, bo właśnie wtedy zadzwonił telefon. Internet zrobił z tego całą historię.
— Dlaczego nie zaprzeczyła pani od razu? — spytała Alla.
— Bo nie chciałam karmić plotki.
— A teraz chce pani karmić mnie milczeniem?
W pracowni zrobiło się duszno. Na ścianie tykał zegar, a pod lampą peruka Alli lśniła jak prawdziwe włosy.
— Pani nie przyjechała tylko po przymiarkę — powiedziałam.
Jej palce zacisnęły się na torebce.
— Nie.
— Kto panią przysłał?
Alla spojrzała na drzwi, jakby za nimi ktoś czekał.
— Maksim powiedział, że jeśli chcę poznać prawdę, powinnam porozmawiać z panią. Ale nie powiedział, czego mam się bać.
Wtedy na mój telefon przyszła wiadomość z nieznanego numeru: „Nie pokazuj jej teczki. Ona nie wie, co podpisałaś”.
Alla zobaczyła ekran.
— Jakiej teczki?
Nie zdążyłam odpowiedzieć. Na korytarzu rozległy się ciężkie kroki, a klamka zaczęła powoli opadać. Alla podniosła rękę w stronę szuflady, w której od dwóch lat trzymałam dokument, o jakim nie wiedział nawet Maksim. Jej palce dotknęły metalowego uchwytu i zaczęły go wysuwać…
CZĘŚĆ 2
Jej palce dotknęły metalowego uchwytu i zaczęły go wysuwać, lecz drzwi pracowni otworzyły się gwałtownie.
W progu stał Oleg, mój dawny wspólnik. Był mokry od deszczu, choć na zewnątrz padało dopiero od kilku minut. Na jego mankiecie widniała kropla wody, która powoli spływała ku zegarkowi.
— Irino, musimy porozmawiać — powiedział.
— Po dwóch latach przypomniałeś sobie adres?
— Nie przy niej.
Alla nie cofnęła się ani o krok.
— Właśnie przy mnie — odparła. — Skoro chodzi o mnie, zostaję.
Oleg popatrzył na nią, potem na szufladę. Ten krótki ruch wystarczył. Poczułam zimno w karku.
— Nie masz prawa tu być — powiedziałam.
— Mam prawo ostrzec cię przed ludźmi, którzy chcą wykorzystać twoje nazwisko.
— To dziwne, bo pierwszy raz słyszę, żebyś ostrzegał kogokolwiek bez żądania pieniędzy.
Alla dotknęła mojego ramienia.
— Oleg, czy to pan wysyła wiadomości?
Jego usta drgnęły.
— Nie wiem, o czym pani mówi.
— W takim razie proszę wyjść.
Przez chwilę myślałam, że odmówi. Potem odsunął się, ale zanim zniknął na korytarzu, powiedział cicho:
— Jeśli otworzysz tę teczkę, Irina straci nie tylko pracownię. Straci córkę.
Drzwi zatrzasnęły się za nim. Nadja miała siedemnaście lat i od kilku miesięcy walczyła o stypendium w konserwatorium w Rzymie. Każda plotka o mnie mogła trafić do komisji, a Oleg wiedział, że właśnie tego boję się najbardziej.
— Co jest w środku? — zapytała Alla.
— Dokument, który dostałam na ślubie Sofii.
— Od Maksima?
— Nie.
Usiadłam przy stole. Pod palcami poczułam rowki starej drewnianej deski, wypalone od lat gorącymi narzędziami. W tej pracowni nauczyłam się, że każdy ślad ma swoją przyczynę. Żaden nie pojawia się sam.
Otworzyłam szufladę, ale nie wyjęłam teczki.
— Oleg był wtedy kierownikiem fundacji, która finansowała leczenie dzieci po ciężkich chorobach — powiedziałam. — Sofia i jej ojciec przekazali pieniądze na ten cel. Tego samego wieczoru zobaczyłam coś, czego nie powinnam była widzieć.
— Co?
— Człowieka, który zabrał koperty z pieniędzmi. I drugiego, który podpisał odbiór.
Alla wciągnęła powietrze.
— Maksim?
— Nie. Ale ktoś użył później jego nazwiska.
W tym momencie zadzwonił mój telefon. Na ekranie pojawiło się imię Nadji.
— Mamo, komisja odwołała moje przesłuchanie — powiedziała bez powitania. — Powiedzieli, że muszą sprawdzić informacje o tobie.
— Jakie informacje?
— Że podróżowałaś z żonatym mężczyzną. Że dostawałaś od niego pieniądze. Mamo, oni mają zdjęcia.
Zamknęłam oczy. Widziałam port, białą koszulę Maksima i obiektyw, który zatrzymał nas obok siebie na zawsze.
— Nadja, nie wierz w to.
— Ja wierzę tobie. Ale oni wierzą papierom.
Połączenie się skończyło.
Alla wstała i podeszła do lustra. Przez chwilę patrzyła na przygotowaną perukę, potem zdjęła z głowy swoją chustkę. Pod światłem lampy zobaczyłam cienką bliznę przy uchu.
— Ta peruka nie jest dla mojego wyglądu — powiedziała.
— Wiem.
— Maksim powiedział, że jeśli ją założę, ludzie zobaczą kobietę, którą chcę pokazać. Ale nie powiedział, dlaczego tak bardzo zależy mu na tym spotkaniu.
Wyjęłam teczkę. W środku znajdowała się jedna kartka, pożółkła na brzegach, z podpisem, którego nie potrafiłam zapomnieć.
Alla pochyliła się nad stołem.
— To podpis mojego męża?
— Nie. To podpis człowieka, który twierdził, że nigdy nie był na tamtym ślubie.
Wtedy na ulicy zahamował samochód. Przez szybę zobaczyłam Sofię Bellini. Stała przy wejściu, przemoczona, z ręką przyciśniętą do ust. Kiedy weszła do pracowni, spojrzała na dokument i powiedziała:
— Irino, przestań go chronić. Ja wiem, kto naprawdę zabrał te pieniądze…
CZĘŚĆ 3
— Irino, przestań go chronić. Ja wiem, kto naprawdę zabrał te pieniądze.
Sofia stała w drzwiach w mokrej sukience, a z jej włosów kapała woda na kamienną posadzkę. Była blada, lecz mówiła wyraźnie.
— Powiedz to teraz — poprosiła Alla.
Sofia spojrzała na mnie.
— Na ślubie nie widziałaś twarzy tego człowieka. Widziałaś tylko jego rękę. Pamiętasz srebrną spinkę?
Dotknęłam własnych włosów.
— Tę, którą podał mi Maksim?
— To nie była jego spinka. Należała do Olega. Miał na niej wygrawerowane inicjały fundacji. Zostawił ją przy stole z kopertami.
Oleg był wtedy jednym z organizatorów zbiórki. Twierdził, że przyjechał dopiero następnego dnia, aby rozliczyć wydatki. Tymczasem Sofia widziała go w sali, a ja znalazłam w teczce potwierdzenie przelewu.
— Nie tylko zabrał pieniądze — powiedziała. — Podrobił podpis Maksima na pokwitowaniu, żeby wszystko wyglądało jak honorarium za występ.
Alla podniosła kartkę. Jej twarz stężała.
— Dlaczego nie powiedziałaś tego wcześniej?
— Mój ojciec dostał groźbę. Oleg powiedział, że jeśli będziemy mówić, fundacja oskarży nas o kradzież. A Irina widziała, jak wchodził do pokoju z kopertami. Bała się o córkę.
— Dlatego milczałaś? — zapytała Alla.
— Dlatego milczałyśmy obie.
Poczułam, jak paznokieć wbija mi się w dłoń. Przez dwa lata myślałam, że chronię Nadję. Nie rozumiałam, że moje milczenie pozwoliło Olegowi użyć zdjęć Maksima jako zasłony.
— To on rozsyłał plotki — powiedziałam.
Sofia skinęła głową.
— Chciał, żebyś wyglądała jak kobieta, którą łatwo uciszyć. Kiedy ludzie uwierzą, że jesteś kochanką celebryty, nikt nie zapyta o rachunki fundacji.
Alla odłożyła dokument na stół.
— A Maksim wiedział?
— Wiedział, że ktoś wykorzystał jego nazwisko. Nie wiedział, że Irina ma dowód — odpowiedziała Sofia. — Bał się, że jeśli zacznie pytać, Oleg zaatakuje ją jeszcze mocniej.
W tej samej chwili telefon Alli zadzwonił. Odebrała bez słowa.
— Tak?
Słuchała przez kilka sekund. Jej spojrzenie przesunęło się na mnie.
— Rozumiem. Powiedz mu, że za dziesięć minut publikuję zdjęcie.
Rozłączyła się.
— Maksim prosi, żeby pani tego nie robiła — powiedziała do mnie.
— Czego?
— Żeby nie pokazywać dokumentu. Twierdzi, że Oleg może zniszczyć Nadji szansę na stypendium.
— A jeśli nic nie pokażę?
— Wtedy Oleg wygra.
Sofia nagle wyjęła z kieszeni mały mosiężny klucz.
— Jest jeszcze coś — powiedziała. — Drugi rejestr fundacji znajduje się w hotelu, w sejfie pokoju, który wynajęliśmy tej nocy. Mój ojciec zostawił go tam, zanim zmarł. Oleg nie wiedział, że mam klucz.
Spojrzałam na Alle. Na jej głowie lśniła nowa peruka, kasztanowa i lekko falowana. Podała mi telefon.
— Zrobimy zdjęcie — powiedziała. — Ale zanim je opublikuję, musisz pojechać ze mną do Włoch. Bo w tym rejestrze może być nazwisko człowieka, który finansował całą intrygę.
Wtedy na ekranie pojawiła się wiadomość od Nadji: „Mamo, właśnie dostałam decyzję komisji. Oni nie chcą mnie przyjąć. Oleg podpisał skargę osobiście…”
Sofia otworzyła sejf, a w środku czekało nazwisko…
Myślałam, że chodzi tylko o plotkę i kilka zdjęć. Finał pokazał, kto naprawdę pociągał za sznurki.
„Ludzie powinni zobaczyć nie plotkę, tylko trzy kobiety.”
Wtedy zrozumiałam, że nic już nie da się cofnąć.
👇 Finał historii jest już otwarty






