CZĘŚĆ 4 — Przygotowywałam nową perukę dla Alli, gdy Maksim zobaczył nasze zdjęcie i nagle jego twarz stężała

CZĘŚĆ 4

Wiadomość od Nadji kończyła się trzema kropkami, jakby zabrakło jej siły, żeby napisać coś więcej.

Przez chwilę nikt się nie poruszył.

Potem Alla zdjęła perukę i położyła ją na stole.

— Dzwoń do córki — powiedziała.

Wybrałam numer. Nadja odebrała natychmiast.

— Mamo, nie przyjmą mnie. Powiedzieli, że komisja dostała dokumenty o twojej nieuczciwości.

— To nie są dokumenty o mnie. To fałszerstwa Olega.

— Wiem. Ale oni nie wiedzą.

— Dowiedzą się.

— Jak?

Spojrzałam na Sofię. Trzymała mosiężny klucz tak mocno, że pobielały jej palce. Alla stała obok mnie z odsłoniętymi włosami, zmęczona, lecz spokojna.

— Zdobędziemy rejestr — powiedziałam. — A potem pokażemy wszystko.

Nadja milczała.

— Mamo, nie rób tego, jeśli możesz przez to stracić pracownię.

— Pracownię można odbudować.

— A jeśli stracisz mnie?

To pytanie zabolało bardziej niż groźby Olega. Usiadłam na brzegu stołu i ścisnęłam srebrny naparstek.

— Nie stracę cię przez prawdę — odpowiedziałam. — Straciłabym cię, gdybym pozwoliła komuś wmówić ci, że trzeba się wstydzić za cudze kłamstwa.

Alla wzięła telefon z mojej ręki.

— Nadjo, jestem Alla. Twoja mama nie jest sama. Jutro rano będziemy w Rzymie.

— Naprawdę?

— Naprawdę. I zabierz ze sobą wszystkie wiadomości od komisji. Żadnego kasowania.

Sofia spojrzała na zegarek.

— Samolot do Rzymu odlatuje o szóstej czterdzieści.

Oleg nie czekał bezczynnie. Kiedy wyszłyśmy z pracowni, jego samochód stał po drugiej stronie ulicy. Szyba od strony kierowcy zsunęła się.

— Irino! — zawołał. — Nie rób z tego wojny.

Alla zatrzymała się.

— To pan ją zaczął.

— Pani nie rozumie, jak działa świat.

— Rozumiem za to, jak działa podpis.

Oleg wysiadł z samochodu. W ręku trzymał teczkę z logo komisji stypendialnej.

— Jeśli pojedziecie do Włoch, Nadja nie dostanie miejsca. Mam dość wpływów, żeby zamknąć jej drzwi w każdym konserwatorium.

— Właśnie dlatego pojedziemy — powiedziałam.

— Chce pani zniszczyć życie własnej córki?

— Nie. Chcę przestać pozwalać panu nim handlować.

Oleg roześmiał się nerwowo.

— Ten rejestr niczego nie zmieni. Mój podpis tam nie istnieje.

Sofia zesztywniała.

— Nie powiedziałyśmy, że chodzi o pański podpis.

Oleg zrozumiał swój błąd z opóźnieniem. Jego twarz straciła kolor.

W samolocie nie rozmawiałyśmy wiele. Alla spała z głową opartą o zagłówek, a ja patrzyłam na mosiężny klucz w kieszeni płaszcza. Sofia trzymała go od dnia śmierci ojca. Bała się go użyć, bo uważała, że razem z zamkiem otworzy wszystko, czego próbowała nie pamiętać.

Hotel w Toskanii stał na wzgórzu nad winnicami. W holu pachniało woskiem i suszonym rozmarynem. Recepcjonista długo przeglądał księgę meldunkową, zanim zgodził się zaprowadzić nas do dawnego pokoju.

— Sejf został zamknięty po śmierci pana Belliniego — powiedział.

— A klucz? — spytała Sofia.

— Jeśli pasuje, zobaczymy.

Pasował.

W sejfie nie było pieniędzy. Była cienka księga w płóciennej oprawie, kopia przelewu i list od ojca Sofii.

Przeczytałam pierwsze zdanie i poczułam, że przestaje mi drżeć ręka.

„Oleg nie działa sam. Pieniądze przychodzą z kancelarii, która reprezentuje człowieka pragnącego przejąć fundację”.

Alla spojrzała na podpis pod listem.

— To nazwisko mojego dawnego menedżera.

Sofia usiadła na łóżku.

— On finansował Olega?

— Nie tylko jego — powiedziała Alla. — Próbował od lat przejąć prawa do moich dawnych nagrań. Maksim zerwał z nim współpracę, kiedy odkrył, że podsuwa mu fałszywe umowy.

Nagle plotka przestała być przypadkowym kłamstwem. Była narzędziem. Oleg miał odwrócić uwagę od pieniędzy, a menedżer chciał skłócić Mak­sima ze mną, żeby zmusić go do podpisania umowy bez mojego poparcia.

— Dlaczego nie powiedział mi o tym wcześniej? — spytałam.

— Bo chciał ochronić panią — odpowiedziała Alla. — Tyle że ochrona bez prawdy potrafi zranić bardziej niż atak.

Zrobiłyśmy zdjęcie w hotelowej bibliotece. Alla założyła kasztanową perukę. Jej twarz zmieniła się całkowicie, ale spojrzenie pozostało to samo. Usiadłam obok niej, a Sofia położyła księgę między nami.

Nie opublikowałyśmy rejestru. Jeszcze nie.

Alla napisała tylko: „Irina jest moją przyjaciółką i osobą, której ufam. Resztę wyjaśnimy, gdy będzie można pokazać wszystkie dokumenty”.

W ciągu godziny zdjęcie obiegło tysiące stron. Ludzie, którzy wcześniej nazywali mnie kochanką Maksima, zaczęli pytać, dlaczego Oleg tak gwałtownie milczy.

Odpowiedź przyszła od Nadji.

Komisja stypendialna zaprosiła ją ponownie, lecz tym razem miała przed sobą nie plotki, a kopię księgi, przelewów i listu. Alla osobiście zadzwoniła do przewodniczącej komisji. Nie prosiła o przysługę. Poprosiła, żeby ocenili Nadję na podstawie jej pracy, a nie mojego nazwiska.

Oleg próbował jeszcze raz spotkać się ze mną w hotelu.

Przyszedł późnym wieczorem. Bez garnituru, bez swojej teczki, z twarzą człowieka, który zobaczył rachunek za własne decyzje.

— Oddajcie księgę — powiedział.

— Nie.

— Jeśli ją ujawnicie, fundacja upadnie.

— Fundacja upadnie, jeśli opiera się na kradzieży.

— Nie rozumiesz. Ja miałem spłacić dług. Menedżer obiecał pieniądze, gdy przejmie prawa. Potem zaczął mnie szantażować.

Sofia podniosła głowę.

— A dzieci, za które miały być te pieniądze? O nich też pan myślał?

Oleg odwrócił wzrok.

— Myślałem, że wszystko naprawię.

— Naprawa nie polega na robieniu z niewinnej kobiety zdrajczyni — powiedziałam.

— Bałaś się o córkę, prawda? Wiedziałem, że się ugniesz.

W tej chwili Alla położyła na stole kopię listu.

— Zostawił pan po sobie więcej śladów, niż sądził. Nawet groźba wysłana do Iriny ma pański podpis cyfrowy.

Oleg cofnął się.

— Nie wyślecie tego dalej.

— Nie musimy — odpowiedziałam. — Wyśle to pański własny wspólnik. Przed godziną przekazał nam wiadomość, że chce zeznawać, zanim zostanie obciążony całą odpowiedzialnością.

To był ostatni obrót tej historii. Oleg nie stracił tylko pieniędzy. Stracił człowieka, dla którego niszczył innych, bo menedżer już tej samej nocy odciął się od niego i przekazał dokumenty wszystkim zainteresowanym.

Fundacja nie została zamknięta. Sofia przejęła jej prowadzenie, a pieniądze odzyskane z kont wróciły do programu leczenia dzieci. Oleg musiał podpisać ugodę, zwrócić część środków i publicznie odwołać oskarżenia wobec mnie. Nie dostał ode mnie przebaczenia na zamówienie. Dostał możliwość naprawiania szkód dzień po dniu.

Nadja dostała się do konserwatorium.

Kiedy wróciłyśmy do Odessy, przyniosła mi list przyjęcia i położyła go obok srebrnego naparstka.

— Wiesz, co powiedziała przewodnicząca? — spytała.

— Co?

— Że oceniła moje dłonie, nie twoje plotki.

Zaśmiałam się, a potem rozpłakałam. Alla stała przy stole i poprawiała kasztanową perukę, tę samą, od której wszystko się zaczęło.

— Irino — powiedziała — następnym razem uszyjesz mi ją krótszą.

— Następnym razem sama wybierzesz długość.

— Nie. Ty wybierzesz. Tylko już bez cudzych sekretów w podszewce.

Dotknęłam naparstka z czerwoną kropką. Nadja zabrała go, obejrzała pod lampą i wsunęła do kieszeni.

— Po co ci? — spytałam.

— Żebyś pamiętała, że wszystko, co zszywasz, musi trzymać także od środka.

A potem Alla stanęła przed lustrem, odsunęła kasztanowe pasma z twarzy i powiedziała do odbicia:

— To zdjęcie zostaje. Ludzie powinni zobaczyć nie plotkę, tylko trzy kobiety, które nie pozwoliły, żeby ktoś napisał za nie zakończenie.

Na stole między nami leżała otwarta księga, a na jej pierwszej stronie mosiężny klucz odbijał światło jak mały, uparty znak.

Оцените статью