CZĘŚĆ 4
— Kto próbował wyjechać? — zapytałam.
Kobieta po drugiej stronie ściszyła głos.
— Oksana Morozowa. Została zatrzymana przy recepcji kliniki, ale nie z powodu długu. Towarzyszył jej mężczyzna, który przedstawił się jako jej wspólnik. Pani szwagierka twierdzi, że jest ciężko chora i potrzebuje pilnej pomocy.
Spojrzałam na Oksanę. Stała kilka kroków ode mnie, z twarzą mokrą od łez. Anton odwrócił się w jej stronę.
— O czym ona mówi?
Oksana nie odpowiedziała.
Kobieta z kliniki mówiła dalej:
— W dokumentach znaleźliśmy informację, że leczenie ma zostać opłacone z pieniędzy pochodzących ze sprzedaży nieruchomości. Czy pani wyrażała zgodę na taką sprzedaż?
— Nie.
— W takim razie proszę przyjechać. Jest jeszcze jedna rzecz. Pani mąż podpisał oświadczenie, że jest pani współwłaścicielką lokalu należącego do Oksany.
Zamknęłam oczy.
Wszystkie kawałki układanki połączyły się nagle, aż zabolało.
Pożyczka nie była na remont kawiarni. Oksana potrzebowała pieniędzy na leczenie swojego syna Maksyma, o którym prawie nikt w rodzinie nie wiedział. Lokal był zadłużony, a chłopak czekał na kosztowną operację. Anton, zamiast powiedzieć mi prawdę, wykorzystał dokumenty naszego domku jako zabezpieczenie.
Ale to nie oznaczało, że miał prawo sfałszować mój podpis.
— Jedziemy do kliniki — powiedziałam.
Anton złapał mnie za rękę.
— Tatiana, proszę. Ona nie chciała tego zrobić.
— Ty też nie chciałeś mnie skrzywdzić, prawda? A jednak to zrobiłeś.
— Bałem się, że odmówisz.
— Mogłam odmówić pieniędzy. Nie odmówiłabym rozmowy.
Wiktor odchrząknął.
— Do poniedziałku zostało niewiele czasu. Jeśli przyniesiecie prawdziwe dokumenty i wpłacicie ratę, można wstrzymać zabezpieczenie.
— Nie wpłacę jej za pomocą sprzedaży domu — powiedziałam.
— Wiem.
— Skąd?
Wiktor wyjął z teczki jeszcze jedną kartkę. Było to oświadczenie Oksany, podpisane dzień wcześniej.
„Jeśli nie uda się spłacić zobowiązania, przekazuję dom Tatiany na własność brata Antona, aby mógł nim swobodnie rozporządzać”.
Poczułam, że ściany domku przechylają się pod moimi stopami.
— Ona chciała przekazać mój dom jemu? — zapytałam.
— Oksana powiedziała, że to rodzinne ustalenie — odparł Wiktor.
— To kłamstwo — powiedział Anton.
Oksana poderwała głowę.
— To ty powiedziałeś, że Tatiana nigdy się nie dowie!
Jej słowa spadły między nas ciężej niż kamień.
Anton zbladł. Pani Nina przeżegnała się, a Wiktor zamknął teczkę z krótkim trzaskiem.
— Wystarczy — powiedział. — Od tej chwili będę rozmawiał wyłącznie z właścicielką.
Pojechaliśmy do kliniki dwoma samochodami. Maksym leżał na sali przedoperacyjnej. Był blady, drobny i miał na palcu papierową opaskę. Kiedy zobaczył matkę, próbował usiąść.
— Mamo, nie sprzedawaj domu — powiedział.
Oksana przycisnęła dłoń do ust.
— Skąd wiesz?
— Słyszałem, jak rozmawiałaś z wujkiem.
Chłopiec spojrzał na mnie.
— Przepraszam. Nie chciałem, żebyście stracili ogród.
Nie potrafiłam go obwiniać. Miał czternaście lat i myślał, że cudzy dom można oddać, jeśli własne życie zaczyna się rozpadać.
— Nikt nie sprzeda ogrodu — powiedziałam.
Oksana osunęła się na krzesło.
— W takim razie Maksym nie dostanie operacji.
Anton wyjął portfel, wysypał na stolik karty i paragony.
— Sprzedam samochód.
— To nie wystarczy — powiedziałam.
— Sprzedam mieszkanie.
— I gdzie zamieszkasz?
— Nie wiem.
W jego głosie nie było już pewności człowieka, który wszystko kontroluje. Było zmęczenie, wstyd i świadomość, że jeden podpis potrafił zniszczyć siedemnaście lat małżeństwa.
Usiadłam naprzeciwko niego.
— Anton, zapłacę pierwszą ratę, ale nie z naszych wspólnych pieniędzy i nie za cenę domu. Mam oszczędności po sprzedaży udziałów w sklepie, które odkładałam na studia Lizy. Wypłacę je pod jednym warunkiem.
— Jakim?
— Otwierasz przed bankiem i rodziną wszystkie dokumenty. Bez ukrytych pożyczek, bez cudzych podpisów, bez ratowania kogokolwiek moim kosztem.
— Zgadzam się.
— A potem wyprowadzisz się na jakiś czas.
Liza, która przyjechała z panią Niną, stanęła w drzwiach sali.
— Mamo, nie możesz mu tak po prostu wybaczyć.
— Nie wybaczam. Zatrzymuję coś, co mogłoby zabić tego chłopca.
Anton spuścił głowę.
— Liza, przepraszam.
— Nie mnie powinieneś przepraszać.
Spojrzał na mnie.
— Wiem.
Następnego ranka spotkaliśmy się u notariusza. Pani Nina przyniosła kopię testamentu babci, a ja położyłam na stole oryginał dokumentu własności. Wiktor anulował zabezpieczenie, ale zażądał podpisania planu spłaty na nazwisko Oksany.
Oksana miała sprzedać lokal i oddać samochód. Anton zobowiązał się do pracy na dodatkowej zmianie oraz przekazania całej premii na leczenie Maksyma. Ja zapłaciłam pierwszą ratę. Nie dlatego, że Oksana na nią zasługiwała, lecz dlatego, że Maksym nie był winny decyzjom dorosłych.
Kiedy wychodziliśmy z kancelarii, Anton zatrzymał się przy schodach.
— Czy wrócisz ze mną do domu? — zapytał.
— Do mieszkania, tak. Do naszego małżeństwa nie wiem.
— Co mam zrobić?
— Po raz pierwszy nie pytaj mnie, co masz powiedzieć. Zrób to, co podpisałeś.
Oksana została sama przy stole z planem spłaty. Patrzyła na własne nazwisko, jakby widziała je pierwszy raz.
Przy klinice Maksym czekał na zabieg. Kiedy pielęgniarka zabierała go na salę, ścisnął moją dłoń.
— Pani Tatiano, mogę kiedyś posadzić drzewo pod tą jabłonią?
— Możesz. Ale najpierw wróć stamtąd zdrowy.
Uśmiechnął się słabo.
— Umowa.
Kilka dni później pojechałam do domku sama. Zabrałam czerwony segregator, fałszywy dokument i kopertę babci. Na stole pod jabłonią położyłam emaliowaną miskę z odpryskiem przy uchu. Wypełniłam ją pierwszymi truskawkami z ogrodu.
Anton nie wrócił po swoje rzeczy. Zostawił tylko zegarek na półce i krótką kartkę: „Premia wpłacona. Maksym ma termin operacji”.
Nie wiedziałam, czy to początek jego uczciwości, czy jedynie kolejna próba naprawienia szkody. Nie musiałam tego rozstrzygać tego dnia.
Wieczorem zadzwoniła Oksana.
— Tatiano, Maksym pyta, czy może posadzić jabłoń przy starej werandzie.
Spojrzałam na ogród, na miejsce pod wielkim drzewem, gdzie babcia kiedyś sortowała jagody.
— Niech przywiezie łopatę — odpowiedziałam. — I niech tym razem nikt nie podpisuje niczego za niego.
Przegapiłeś początek?






