CZĘŚĆ 4
Nie czekałam na Adriána.
Wyszłam z przędzalni, zanim zdążył zastąpić mi drogę. Na zewnątrz powietrze było ostre, a rzeka uderzała o betonowe nabrzeże ciężkimi, krótkimi falami.
Laura otworzyła drzwi samochodu.
— Co napisała notariuszka?
— W rejestrze jest drugi udziałowiec. Ktoś próbuje usunąć wpisy.
— Kto?
Nie odpowiedziałam. Wsiadłam i położyłam segregator na kolanach.
Adrián wybiegł za nami.
— Elena! Posłuchaj mnie!
Clara zatrzasnęła drzwi.
— Powinieneś był słuchać jej, kiedy jeszcze pytała cię o uczciwość.
Ruszyłyśmy.
Kancelaria Ireny mieściła się na trzecim piętrze starej kamienicy. Gdy wbiegłyśmy po schodach, notariuszka czekała już przy wejściu. W dłoni trzymała wydruk z rejestru i mały nośnik danych w przezroczystej kopercie.
— Ktoś próbował zmienić skład udziałowców — powiedziała. — Zlecenie wysłano z kancelarii prawnej współpracującej z Adriánem.
— Kto jest drugim udziałowcem? — spytałam.
Irena spojrzała na mnie poważnie.
— Pani ojciec nie zostawił wszystkich udziałów pani. Część przekazał fundacji dla dzieci chorych na serce. Jej przedstawicielką jest pani matka.
Zamarłam.
— Moja matka nie żyje od dwunastu lat.
— Prawnie tak. Ale fundacja nadal istnieje. Zarządza nią osoba wskazana w testamencie.
— Kto?
Irena odwróciła dokument.
— Mercedes Ferrer.
W pokoju zrobiło się duszno.
Clara ścisnęła oparcie krzesła.
— Mercedes była wspólniczką ojca Eleny?
— Nie wspólniczką. Powierniczką. Pani ojciec znał ją od dawna i wiedział, że pomagała jego żonie, kiedy ta chorowała.
Zrozumiałam nagle, dlaczego Mercedes tak panicznie chciała pozbyć się mnie z rodziny. Nie chodziło tylko o przesądy. Jeśli urodziłyby się dzieci, zapis testamentu wszedłby w życie, a fundacja otrzymałaby udziały. Mercedes straciłaby kontrolę nad pieniędzmi i nad firmą.
Drzwi kancelarii otworzyły się gwałtownie. Adrián wszedł bez pukania, a za nim Valeria.
— Mercedes nie chciała pieniędzy dla siebie — powiedział. — Chciała uratować firmę.
— Firmę, z której przelałeś ponad milion na własne konto?
— Spłacałem zobowiązania.
Valeria stanęła między nami.
— Nie kłam. Mówiłeś, że po podpisaniu przez Elenę dokumentów kupimy dom za granicą.
Adrián pobladł.
— Ty nic nie rozumiesz.
— Rozumiem aż za dobrze. Byłam dla ciebie żoną, kiedy było wygodnie. Potem zrobiłeś ze mnie narzędzie, a z niej przeszkodę.
Przesunęłam po biurku kopię aktu małżeństwa.
— Dlaczego nie powiedziałeś mi prawdy?
Adrián spojrzał na mój brzuch. Po raz pierwszy nie wyglądał na zirytowanego. Wyglądał na człowieka, który zobaczył rachunek za własne decyzje.
— Bałem się, że mnie zostawisz.
— Więc stworzyłeś życie, w którym nie miałam szansy wybrać.
— Chciałem wszystko naprawić.
— Kiedy?
Nie odpowiedział.
Irena podniosła telefon.
— Przed chwilą otrzymałam potwierdzenie z urzędu. Próba zmiany udziałowców została zablokowana. Złożyłam zawiadomienie o fałszerstwie dokumentu, ale Elena sama zdecyduje, czy chce wszcząć dalsze postępowanie.
Nie spojrzałam na Adriána. Patrzyłam na Valerię.
— Dlaczego mi pomogłaś?
— Bo przez trzy lata wierzyłam, że on jest człowiekiem, którego kocham. Kiedy zobaczyłam, jak mówi o twoich dzieciach, zrozumiałam, że kocham wspomnienie, nie jego.
Z kieszeni wyjęła niewielki klucz.
— To klucz do skrytki wynajętej na moje nazwisko. Są tam oryginały przelewów, wiadomości od Mercedes i drugi egzemplarz aktu małżeństwa. Nie chcę już niczego ukrywać.
Adrián rzucił się w jej stronę, lecz Clara zastąpiła mu drogę.
— Spróbuj jej dotknąć, a wszyscy zobaczą, kim jesteś.
Mercedes przyjechała pół godziny później. Weszła do kancelarii w kremowym płaszczu i z twarzą nieruchomą jak porcelanowa maska.
— Elena, nie rozumiesz całej sytuacji.
— Rozumiem, że chciała pani usunąć z mojego życia dzieci, mieszkanie i nazwisko.
— Chciałam ochronić mojego syna.
— Przed czym?
Mercedes spojrzała na Adriána.
— Przed konsekwencjami jego ojca. Twój ojciec zostawił firmę zadłużoną. Adrián próbował ją ratować.
— A potem ratował siebie.
Staruszka zamknęła oczy.
— Tak. I pozwoliłam mu na to.
To było więcej, niż się spodziewałam. Nie usprawiedliwiało jej, ale odbierało mi łatwą satysfakcję. Mercedes nie była potworem z opowieści. Była kobietą, która przez lata zasłaniała syna własnym ciałem, aż pod tym ciężarem przestała odróżniać ochronę od krzywdy.
— Chcę, żeby fundacja dostała udziały zgodnie z testamentem — powiedziałam. — Chcę unieważnić wszystkie pełnomocnictwa. Chcę, by Adrián podpisał zgodę na uznanie dzieci bez żadnych warunków.
Adrián spuścił wzrok.
— Zrobię to.
— I rozwiedziesz się z Valerią.
— Tak.
Valeria zaśmiała się krótko, bez radości.
— Nie rób tego dla Eleny. Zrób, bo trzy lata temu złożyłeś podpis, a potem udawałeś, że papier nie ma znaczenia.
Tego samego wieczoru podpisałam dokumenty dotyczące mieszkania. Irena wykreśliła fałszywe pełnomocnictwo, Clara przejęła sprawy wizowe, a Roman przekazał fundacji księgi rachunkowe. Wyjazd za granicę nie był już ucieczką. Stał się decyzją, którą podejmowałam sama.
Adrián czekał na mnie przed kancelarią.
— Mogę zobaczyć zdjęcie? — zapytał.
W dłoni trzymał wydruk z badania, który wcześniej znalazł w kopercie. Tym razem nie wyrwał mi go, nie schował i nie próbował podejmować decyzji za mnie.
Podałam mu zdjęcie dwóch maleńkich, jasnych kształtów.
Patrzył długo.
— Są dwa — powiedział.
— Tak.
— Bałem się jednego. A przez cały czas były dwa.
— Bałeś się nie dzieci. Bałeś się, że przestaną cię słuchać.
Przyjął te słowa bez protestu.
Nie wróciłam do niego. Nie dlatego, że chciałam go ukarać, lecz dlatego, że jego obecność obok mnie wymagałaby wiary, której już nie miałam. Valeria została w mieście, by zeznawać i odzyskać własne nazwisko. Mercedes przekazała fundacji wszystkie dokumenty, które przez lata trzymała w sejfie. Firma ojca nie zniknęła, ale od tej pory nie należała do jednej rodziny ani do jednego człowieka.
Tydzień później, w gabinecie lekarki przy ulicy Lipowej, ponownie usłyszałam dwa rytmiczne uderzenia.
— Są silne — powiedziała lekarka.
Laura ścisnęła moją dłoń.
— A ty?
Spojrzałam na monitor, na dwa maleńkie serca poruszające się obok siebie.
— Ja też.
Na ekranie telefonu czekała ostatnia wiadomość od Adriána: „Podpisałem dokumenty. Nie proszę o powrót. Chcę tylko, żeby miały moje nazwisko, jeśli kiedyś same je wybiorą”.
Nie odpisałam.
Położyłam wydruk z badania na brzuchu, a pod nim dwa serca biły jak dwa małe zegary, których nikt już nie mógł zatrzymać.
Przegapiłeś początek?






