CZĘŚĆ 4 — Publicznie nazwano mnie pasożytem przy własnych dzieciach, lecz po jednym zdaniu Mariny jej wspólnik nagle przestał się uśmiechać

CZĘŚĆ 4

Nieznany numer zadzwonił, zanim Marina zdążyła przeczytać wiadomość drugi raz.

Wszyscy patrzyliśmy na telefon leżący na stole.

— Odbierz — powiedziałem.

Marina potrząsnęła głową.

— Nie tutaj.

— Właśnie tutaj.

Wiktor ruszył w stronę aparatu, ale Oleg zastąpił mu drogę. Helena ścisnęła teczkę tak mocno, że pobielały jej knykcie.

Telefon przestał dzwonić.

Po sekundzie zadzwonił ponownie.

Marina nacisnęła zieloną słuchawkę i włączyła głośnik.

— Pani Lobanow? — odezwał się męski, zachrypnięty głos. — Niech pani nie mówi Andrzejowi, gdzie jestem.

Znałem ten głos.

Nie słyszałem go od dwudziestu lat, a jednak rozpoznałem go natychmiast. Ten sam głos czytał mi kiedyś bajki, kiedy miałem gorączkę. Ten sam krzyczał, gdy rozlałem atrament na jego mapy. Potem zniknął z naszego mieszkania razem z walizką i obietnicą, że wróci po niedzieli.

— Tato? — zapytałem.

Marina zacisnęła powieki.

— Andrzej, posłuchaj mnie.

— To on?

W słuchawce zabrzmiał oddech.

— Synu, nie chciałem, żebyś dowiedział się w ten sposób.

Wiktor zaśmiał się krótko.

— Wspaniałe spotkanie rodzinne. Może od razu powiedz mu, komu zawdzięczasz wszystkie pieniądze.

— Zamknij się — powiedziała Marina.

Ojciec odezwał się znowu.

— Jestem w pensjonacie przy starym kamieniołomie. Przyjedź sam.

— Nie pojadę nigdzie sam.

— Jeśli przyjedzie Marina, Wiktor zabierze dowody. Jeśli przyjedzie Wiktor, nie wyjdę stamtąd żywy.

Połączenie się urwało.

Przez moment słyszałem tylko buczenie lampy.

— Dlaczego mi nie powiedziałaś? — zapytałem Marinę.

— Bo twój ojciec nie był ofiarą od początku.

Te słowa uderzyły mocniej niż wszystko, co Wiktor powiedział w auli.

Marina usiadła. Na jej policzku pojawiła się smuga od tuszu.

— Znalazłam go trzy lata temu, kiedy sprawdzałam rachunki. Żył pod innym nazwiskiem. Był chory, zadłużony i pracował jako stróż. Wiktor odkrył go wcześniej. Zaproponował mu pieniądze za podpisywanie potwierdzeń odbioru.

— A ty mu pomagałaś?

— Próbowałam go wyciągnąć z tego układu. Bałam się, że kiedy ci powiem, pojedziesz do niego i zrobisz coś nierozważnego. Twój ojciec błagał, żebym cię nie szukała.

— Więc płaciłaś mu z pieniędzy firmy?

Marina spuściła wzrok.

— Na początku tak. Potem Wiktor zaczął przelewać własne kwoty na jego konto, żeby stworzyć ślad. Chciał, żeby wyglądało, jakbyś ty i twój ojciec kradliście razem.

Oleg podniósł głowę.

— To zmienia wszystko. Jeśli Michał podpisywał dokumenty pod groźbą, trzeba to udowodnić. Jeśli Marina przekazywała mu środki bez zgody spółki, również musi się do tego przyznać.

Marina wyjęła z torebki klucz na czerwonej smyczy.

— Właśnie dlatego zachowałam kopię ksiąg. Wiktor myślał, że ukrywam ślady. Ukrywałam dowód, że od trzech lat próbuję go powstrzymać.

— Dlaczego nie powiedziałaś mi o kopii?

— Bo chciałam mieć pewność, że nie zniszczy ci życia, zanim zdążę cię ochronić.

Prawie się roześmiałem, ale nie było w tym nic zabawnego.

— Chroniłaś mnie kłamstwem.

— Tak.

Nie zaprzeczyła. To właśnie zabolało najbardziej.

Wiktor nagle wyrwał z kieszeni zapalniczkę i podpalił plik leżący przy jego ręce. Płomień odbił się w szybie. Helena krzyknęła, a Oleg chwycił go za nadgarstek. Marina przewróciła kubek z wodą na dokumenty, lecz kilka kartek zdążyło sczernieć.

— Chciałeś przejąć firmę — powiedziałem do Wiktora. — Po co?

Spojrzał na mnie z nienawiścią.

— Bo przez lata budowałem ją razem z Mariną, a ona oddawała decyzje człowiekowi, który siedział w domu i liczył skarpetki.

— Nie chodziło ci o firmę — odparła Marina. — Chodziło ci o to, żeby wszyscy patrzyli na ciebie jak na właściciela.

— A na ciebie jak na ozdobę przy stole?

— Nie. Chciałeś, żebym sama w to uwierzyła.

Helena podniosła spalone kartki.

— Nie wszystko zniszczyłeś. Numery przelewów są czytelne.

Oleg wyjął z szuflady telefon Wiktora. Na ekranie wyświetlało się kilkanaście wiadomości od Natalii Arseniew. Ostatnia brzmiała: „Jeśli dziś nie przejmiesz udziałów, wycofuję pieniądze i mówię, że to twój pomysł”.

Wiktor zobaczył ekran i osunął się na krzesło.

To był niespodziewany cios. Nie miał wspólnika wiernego do końca. Miał siostrę, która właśnie zaczęła ratować siebie.

— Natalia chce zeznawać — powiedział Oleg. — Przysłała mi kopie wszystkich faktur.

Wiktor podniósł wzrok.

— Ona blefuje.

— Nie — odparła Helena. — Przed chwilą wysłała mi cały rejestr.

Marina wzięła głęboki oddech.

— Zawieszam cię w zarządzie. Nie dlatego, że krzyczałeś na mojego męża. Dlatego, że przez lata kradłeś, fałszowałeś dokumenty i groziłeś naszym dzieciom.

— Nie możesz tego zrobić sama.

— Mam pięćdziesiąt jeden procent udziałów.

— Podpis, na którym się opierasz, jest podrobiony!

Wiktor wskazał na dokument z pieczęcią.

Marina spojrzała na niego spokojnie.

— Właśnie dlatego zachowałam oryginał w depozycie notarialnym. Ten, który przyniosłeś, jest kopią z podmienioną stroną.

Oleg otworzył swoją aktówkę i wyjął zaplombowaną teczkę.

— Marina przekazała mi ją wczoraj rano, zanim przyjechała do szkoły. Czekałem tylko na potwierdzenie, że podpis jest sfałszowany.

Wiktor spojrzał na mnie.

— To ty ją do tego namówiłeś.

— Nie. Ona wreszcie przestała słuchać ciebie.

Nie odpowiedział. Oleg wyprowadził go z gabinetu, ale nie było w tym triumfu. Wiktor stracił twarz, władzę i dostęp do pieniędzy, które uważał za swoje. Najbardziej przerażało go jednak to, że nie miał już nad kim panować.

Zostałem z Mariną, Heleną i telefonem, który znów zaczął dzwonić.

Tym razem odebrałem sam.

— Tato, gdzie jesteś?

— Przyjechałeś?

— Tak. Ale nie sam.

— W takim razie nie przychodź.

— Przychodzę.

— Po tym wszystkim nie powinieneś chcieć mnie widzieć.

Poczułem w kieszeni metalowy naparstek. Przesunąłem po nim kciukiem, czując znajome zadrapanie na brzegu.

— Chcę usłyszeć, dlaczego odszedłeś.

Po drugiej stronie zapadła długa pauza.

— Bo przegrałem wszystko, zanim zdążyłem przyznać, że przegrywam.

Pojechaliśmy do pensjonatu przed zmrokiem. Ojciec siedział w małym pokoju na parterze, z rękami opartymi na lasce. Był starszy, niż powinien, i mniejszy od wspomnienia. Na stole stała filiżanka zimnej herbaty oraz koperta z pieczęcią firmy.

Marina została na korytarzu. Chciałem wejść sam.

— Nie mam prawa cię prosić o wybaczenie — powiedział ojciec.

— Nie przyjechałem po prośbę.

— Wiem.

Opowiedział mi, że odszedł z domu z długami po nieudanym warsztacie. Wstyd zamienił w upór, upór w kolejne pożyczki, a potem przez lata udawał, że nie istnieje. Wiktor znalazł go, gdy potrzebował nazwiska do fikcyjnych przelewów. Ojciec podpisywał potwierdzenia, dopóki nie zrozumiał, że Wiktor użyje go także przeciwko mnie.

— Dlaczego nie zadzwoniłeś wtedy? — spytałem.

— Bo Marina powiedziała, że twoja rodzina jest szczęśliwa. A ja nie chciałem wejść do niej brudnymi rękami.

— Wszedłeś przez cudze rachunki.

— Wiem.

Usiadłem naprzeciwko niego. Nie dotknąłem jego dłoni. Nie byłem jeszcze gotowy.

— Jutro opowiesz wszystko Helenie i Olegowi. Bez skracania. Bez chronienia siebie.

— A potem?

— Potem zobaczymy, czy potrafisz być ojcem bez proszenia mnie o zapomnienie.

Skinął głową.

Na korytarzu Marina czekała pod ścianą. Jej twarz była zmęczona, lecz nie odwróciła wzroku.

— Nie wiem, czy ci wybaczę — powiedziałem.

— Nie proszę, żebyś zrobił to dziś.

— I nie wiem, czy zostaniemy razem.

— Wiem.

— Ale jutro pojedziesz ze mną do księgowej i powiesz całą prawdę.

— Pojadę.

Wyjęła z kieszeni mój stary naparstek. Musiała znaleźć go na kuchennym stole, kiedy wybiegłem do samochodu.

— Zostawiłeś go.

Wziąłem go z jej dłoni.

W środku był złożony maleńki skrawek papieru. Rozwinąłem go i zobaczyłem rachunek za pierwszą maszynę do szycia, kupioną przez mojego ojca w roku, kiedy urodziłem się ja.

Na odwrocie napisał kiedyś jedno zdanie: „Nie umiałem zbudować domu, więc nauczyłem cię naprawiać to, co się rozpruje”.

Przeczytałem je jeszcze raz, a potem wszedłem do pokoju ojca.

Położyłem naparstek na jego dłoni.

— Jutro zaczniemy od tych podpisów — powiedziałem. — Nie od wybaczenia.

Оцените статью