CZĘŚĆ 4
Stukot zbliżał się powoli, nierówno, jak rytm serca człowieka, który nie wie, dokąd idzie, ale uparcie idzie dalej.
Travis ruszył ku korytarzowi.
— Zostań — powiedziałam.
— Jeśli to on, muszę go znaleźć.
— Nie sam.
Kaylee chwyciła go za rękaw.
— Pójdę z tobą.
Duane oparł się ciężej na swojej lasce.
— A ja pójdę z wami, choć będę ostatni.
— Tato, masz usiąść — zaprotestowałam.
— Dziewczyna właśnie dostała dwóch ojców naraz. Nie będę udawał, że nie chcę zobaczyć ich min.
Mimo napięcia Kaylee parsknęła krótkim śmiechem. Ten dźwięk był tak znajomy, że poczułam łzy pod powiekami.
Na korytarzu pachniało gumą z sali i mokrymi płaszczami. Za automatem z napojami stał mężczyzna w cienkiej, brązowej kurtce. Jedną ręką trzymał metalową laskę, drugą ściskał fotografię.
Był niższy, niż sobie wyobrażałam. Miał zapadnięte policzki, siwe włosy i twarz człowieka, który za długo żył z własnym wstydem.
Kaylee zatrzymała się.
Mężczyzna spojrzał na nią, lecz jego oczy nie rozpoznały jej od razu.
— Przepraszam — powiedział. — Czy to tutaj grałaś?
Kaylee nie odpowiedziała.
Travis stanął między nimi, ale nie zasłonił córki.
— Nolan.
Mężczyzna spojrzał na niego z irytacją.
— Znam cię?
— Tak.
— Nie powinienem tu przychodzić — powiedział Nolan. — Pamiętałem, że mam córkę. Nie pamiętałem, gdzie jest.
Kaylee zrobiła krok naprzód.
— Jestem tutaj.
Nolan zacisnął palce na fotografii. Przedstawiała Kaylee z dzieciństwa, w czerwonej sukience, z kolanem zaklejonym plastrem. Na odwrocie ktoś napisał: „Nie zapomnij jej twarzy”.
— To ty? — zapytał.
— Tak.
Jego usta rozchyliły się, ale przez chwilę nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
— Masz oczy swojej matki.
— A ty masz sześć lat nieobecności.
Travis drgnął.
— Kaylee…
— Nie. Pozwól mi.
Nolan spuścił wzrok.
— Nie mam prawa prosić o przebaczenie.
— Nie przyszłam ci go dać.
— Wiem.
— Przyszłam zapytać, dlaczego odszedłeś.
Nolan zacisnął szczękę. Jego laska zadrżała.
— Bo byłem tchórzem. Twoja matka chciała, żebym przestał pić. Obiecałem. Potem złamałem obietnicę. Uciekłem, zanim zobaczyła, jak bardzo jestem słaby.
— Mogłeś zadzwonić.
— Każdy dzień bez telefonu stawał się cięższy. Po roku wstyd był większy ode mnie.
— A potem?
— Potem choroba zabrała mi odwagę i pamięć. Kiedy przypomniałem sobie ciebie, zostało mi tylko kilka zdjęć.
Travis wyciągnął z kieszeni kopertę.
— Powinieneś dać jej to sam.
Nolan popatrzył na kopertę.
— Myślałem, że ją spaliłeś.
— Nie spaliłem niczego. Ale skłamałem Jodi, że list przyszedł dopiero trzy tygodnie temu.
Odwróciłam się do niego.
— Co jeszcze ukryłeś?
Travis zacisnął dłonie.
— Pierwszy list przyszedł osiem miesięcy temu. Pojechałem do Duluth. Nolan wtedy jeszcze rozpoznawał ludzi. Powiedział, że chce spotkać Kaylee, ale nie chce przyjść jako ojciec. Chciał tylko zobaczyć ją z daleka, jeśli ty i ona się zgodzicie.
— Dlaczego mi nie powiedziałeś?
— Bo bałem się, że jeśli zobaczysz, że on cierpi, wrócisz do niego z litości. A potem bałem się, że jeśli go odrzucisz, będziesz żałować. Zacząłem podejmować decyzje za wszystkich.
Kaylee wzięła kopertę od Travisa.
W środku znajdował się krótki list oraz mała karta pamięci? Nie. Zamiast tego wyjęła pojedynczą, ręcznie narysowaną mapę. Nolan zaznaczył na niej farmę, szkołę i dom opieki. Na dole napisał: „Nie wiem, ile jeszcze będę pamiętał. Chciałbym zapamiętać, że mnie zobaczyłaś”.
Kaylee czytała, a łzy spływały jej po policzkach.
— Nie obiecuję ci niczego — powiedziała.
— Nie proszę o obietnicę.
— Nie będę mówiła do ciebie „tato”.
— W porządku.
— Nie będę udawała, że nie odszedłeś.
— W porządku.
— Ale możesz usiąść podczas mojego meczu. Jeśli będziesz wiedział, gdzie jesteś.
Nolan skinął głową, choć jego spojrzenie znów zaczęło uciekać.
— Będę miał zdjęcie.
Duane podszedł bliżej i wyciągnął rękę.
— Duane Ostrem.
Nolan zawahał się, po czym uścisnął jego dłoń.
— Nolan.
— Wiem. Dziewczyna mówiła o tobie więcej, niż sądzisz.
Nolan spojrzał na Kaylee.
— Mówiła o mnie?
— Mówiła, że zniknąłeś — odpowiedział Duane. — Ale nigdy nie powiedziała, że cię nie kochała.
Mój ojciec odwrócił się, jakby te słowa kosztowały go więcej niż przejście przez całe boisko.
W sali gimnastycznej ludzie nadal czekali. Trenerka trzymała różę, a uczniowie szeptali, nie wiedząc, czy uroczystość będzie kontynuowana.
Kaylee wróciła na parkiet. Duane szedł po jednej stronie, Nolan po drugiej, wsparty na swojej metalowej lasce. Travis został kilka kroków z tyłu.
Córka obejrzała się.
— Travis.
— Tak?
— Nie każ mi cię prosić drugi raz.
Podszedł.
Nie stanął przy niej jak właściciel miejsca. Stanął obok, zostawiając przestrzeń między nimi.
Kaylee trzymała różę. Najpierw spojrzała na Duane’a.
— To ty nauczyłeś mnie, że można iść wolno i mimo to dotrzeć.
Potem zwróciła się do Nolana.
— Ty nauczyłeś mnie, że brak odpowiedzi też jest odpowiedzią. Nie chcę już z tym żyć sama.
Na końcu spojrzała na Travisa.
— A ty nauczyłeś mnie serwować, nawet kiedy ręce się trzęsą.
Travis uśmiechnął się przez łzy.
— Przysięgam, że nigdy więcej nie nazwę tego miejsca cudzym.
Kaylee podała różę nie jednemu człowiekowi, lecz Duane’owi, prosząc go, by przytrzymał ją razem z nią. Potem ujęła dłoń Travisa. Nolan został obok, nie dotykając jej, dopóki sama nie wyciągnęła palców.
Cała sala znów wstała.
Tym razem Travis nie patrzył na mnie. Patrzył na Kaylee, jakby dopiero teraz zrozumiał, że ojcostwo nie jest krzesłem, które można komuś oddać albo komuś odebrać.
Po uroczystości pielęgniarka zabrała Nolana z powrotem do samochodu opieki. Kaylee zapisała jej numer na odwrocie programu i powiedziała, że zadzwoni następnego ranka. Nie obiecała więcej.
Travis został przy stojaku z medalami. Wyjął z kieszeni starą zawieszkę w kształcie gwizdka.
— Dałem jej kopię — powiedział.
— Kopię czego?
— Gwizdka. Oryginał chcę zachować. Nie jako dowód, że byłem ojcem. Jako przypomnienie, że kiedyś bałem się tak bardzo, że pomyliłem miłość z wycofaniem.
— Kaylee wie, że to kopia?
— Tak. Sama wybrała, który chce mieć.
Zobaczyłam, że trzymała srebrny gwizdek na czerwonej wstążce przy sportowej torbie. Nie schowała go do kieszeni. Pozwoliła, by obijał się o metalowy zamek przy każdym kroku.
Przy wyjściu Duane podał jej różę.
— Zostaw ją komuś, kto jej potrzebuje — powiedział.
Kaylee popatrzyła na Nolana czekającego przy samochodzie, potem na Travisa, który nadal stał kilka metrów dalej.
Oderwała różę na pół? Nie. Ostrożnie wyjęła z łodygi dwa najmocniejsze liście i podała jeden Nolanowi, drugi Travisowi.
— Resztę zabieram ze sobą — oznajmiła.
A kiedy zamknęły się drzwi samochodu, srebrny gwizdek uderzył o zamek jej torby i zabrzmiał cicho, jak sygnał rozpoczynający mecz, którego nikt z nas nie zamierzał już rozgrywać za nią.
Przegapiłeś początek?






