CZĘŚĆ 4 — Bratowa oskarżyła mnie o ukrycie rodzinnych pieniędzy, lecz po mojej spokojnej odpowiedzi jej pewność nagle zniknęła

CZĘŚĆ 4

Ilya nie poruszył się przez kilka sekund. Na jego kciuku wciąż tkwiła cienka smuga smaru, której nie zmył nawet mocnym mydłem.

— To niemożliwe — powiedział.

Pan Wrona obrócił dokument w jego stronę.

— Proszę spojrzeć na podpis.

Ilya pochylił się nad kartką. Podpis był krótki, nerwowy, z charakterystycznym zawinięciem ostatniej litery. Takim samym podpisem podpisał kiedyś umowę wynajmu warsztatu.

Marina zakryła usta dłonią.

— Ty?

— Nie wypłaciłem żadnych pieniędzy.

— Ale podpisałeś upoważnienie — powiedziałam.

— Nie.

— Ilya, to jest twój podpis.

Podniósł na mnie oczy. W jego spojrzeniu nie było złości. Było przerażenie człowieka, który nagle odkrywa, że ktoś od dawna chodzi po jego śladach.

— Robert zabrał mi dokumenty dwa tygodnie temu — powiedział. — Twierdził, że potrzebuje numeru dowodu do leasingu. Przysięgał, że chodzi o samochód do pracy.

Marina wydała z siebie krótki, zduszony śmiech.

— On wykorzystał ciebie, a ty pozwoliłeś mu zabrać Lenę.

— Gdzie ją trzyma? — zapytałam.

Pan Wrona wstał i chwycił telefon.

— Wiem, gdzie jest magazyn. Mam tam klienta. Zadzwonię po ochronę budynku i po karetkę, jeśli dziewczyna jest ranna.

— Nie chcę, żeby Lena widziała mundury — powiedziała Marina.

— Najważniejsze, żeby ją znaleźć — odparłam.

Robert nie czekał na nas w magazynie. Zostawił uchylone drzwi, przewróconą lampę i pustą skrzynkę po narzędziach. Na betonowej posadzce leżała bordowa gumka do włosów.

Marina rzuciła się na kolana.

— To Leny.

Ilya podniósł gumkę. Jego ręce drżały.

Na ścianie ktoś napisał kredą adres starego dworca autobusowego. Pojechaliśmy tam samochodem pana Wrony. Nie rozmawialiśmy. Słyszałam tylko pracę wycieraczek i nierówne oddechy Mariny na tylnym siedzeniu.

Lena siedziała w zamkniętym pomieszczeniu dla kierowców, skulona za stosem plastikowych skrzynek. Była blada, ale przytomna. Kiedy mnie zobaczyła, nie ruszyła się.

— Ciociu, czy to naprawdę moje pieniądze?

Usiadłam obok niej na zimnej podłodze.

— Tak.

— Mama chciała mi je zabrać?

Marina zatrzymała się w progu. W dłoni ściskała apaszkę tak mocno, że materiał pękł przy frędzlu.

— Chciałam uratować nas przed Robertem — powiedziała.

— Oddając mu moje pieniądze? — spytała Lena.

Marina nie odpowiedziała od razu.

— Bałam się — wyszeptała. — I pomyliłam ratowanie rodziny z kupowaniem kolejnego dnia spokoju.

To było najuczciwsze zdanie, jakie kiedykolwiek od niej usłyszałam.

Robert zadzwonił wieczorem, kiedy Lena była już u nas. Nie przepraszał. Żądał pieniędzy, groził, że opowie wszystkim o oszustwie i że Polina trafi za kratki za ukrywanie spadku. Ilya włączył głośnik.

— Przyjedź sam — powiedział spokojnie.

— Po co?

— Oddam ci coś, czego szukasz.

— Pieniądze?

— Nie. Twoją kopię umowy leasingowej.

Robert przyjechał po godzinie. Nie wiedział, że pan Wrona siedzi przy stole razem z właścicielem magazynu i czeka z dokumentami potwierdzającymi każdy przelew. Nie było krzyku ani sceny. Robert zobaczył papiery, potem spojrzał na Ilyę.

— Myślałem, że jesteś lojalny — syknął.

— Byłem lojalny wobec człowieka, którego udawałeś.

Robert odwrócił się do Mariny.

— To przez ciebie wszystko się sypie.

Marina zrobiła krok naprzód.

— Nie. Sypie się, bo przez lata podpierałam twoje kłamstwa własnym życiem.

Nie podniosła głosu. Właśnie dlatego Robert cofnął się o krok.

Pieniądze zostały zablokowane i przeniesione na rachunek, do którego dostęp miała tylko Lena wraz ze mną. Podpis Ilyi unieważniono po przedstawieniu dokumentów z warsztatu. Pan Wrona zgłosił fałszerstwo tam, gdzie należało, ale ja nie musiałam prowadzić za rękę żadnej dorosłej osoby. Każdy z nich musiał podpisać własne wyjaśnienie.

Marina zamieszkała z Leną w małym mieszkaniu nad apteką. Nie za pieniądze ze spadku. Za pieniądze zarobione przy pakowaniu zamówień, choć przez pierwsze dni myliła godziny i wracała wykończona.

Pewnego ranka przyszła do mojego gabinetu z kopertą w dłoni. Była ta sama, którą wsunęła pod moje drzwi, ale teraz przecięta na pół.

— Chcę ci coś oddać — powiedziała.

— To tylko koperta.

— Nie. To moje oskarżenie. Nie chcę go już nosić.

W środku znajdowała się kartka z jednym zdaniem. Marina przepisała je własnoręcznie: „Pieniądze Leny są jej, a nie moim ratunkiem”.

Przeczytałam i podałam jej papier.

— Zostaw go sobie.

— Po co?

— Żebyś pamiętała, kiedy Robert znów spróbuje wmówić ci, że bez niego nie przetrwasz.

Marina skinęła głową. Przy wyjściu zatrzymała się jeszcze.

— Polina… dlaczego mimo wszystko pomogłaś mi znaleźć Lenę?

Spojrzałam na półkę, gdzie leżał klucz owinięty żółtą taśmą.

— Bo twoja matka prosiła mnie, żebym chroniła jej wnuczkę. Nie ciebie przed konsekwencjami. Ciebie przed tym, żebyś całkiem zapomniała, kim byłaś, zanim Robert zaczął mówić za ciebie.

Marina zacisnęła usta, lecz tym razem nie po to, by powstrzymać gniew. Położyła na biurku bordową gumkę Leny.

— Znalazłam ją w kieszeni płaszcza. Lena powiedziała, że możesz ją zatrzymać.

— Po co miałabym ją zatrzymywać?

— Żebyś pamiętała, że uratowałaś nie pieniądze.

Wzięłam gumkę do ręki. Była rozciągnięta i popękana, ale wciąż miała ten sam głęboki kolor.

Tego wieczoru Lena usiadła przy stole z formularzem szkoły pielęgniarskiej. Przesuwała palcem po rubryce dotyczącej opiekuna finansowego.

— Mogę wpisać ciebie? — zapytała.

— Możesz wpisać siebie. Ja tylko przypilnuję, żeby nikt nie podpisał się za ciebie.

Uśmiechnęła się pierwszy raz od wielu dni.

Ilya przyniósł placki twarogowe, zbyt mocno przypieczone po jednej stronie. Marina spojrzała na talerz, potem na mnie.

— Nadal zamykasz drzwi przed rodziną?

— Tylko przed tymi, którzy przychodzą po cudze.

Lena związała włosy bordową gumką, a pęknięty frędzel z apaszki Mariny zaczepił się o klamkę szuflady. Ilya chciał go odczepić, lecz Marina zatrzymała jego rękę.

— Zostaw — powiedziała. — Niech tak będzie.

Na stole leżał klucz od skrytki, formularz szkoły i kartka z podpisem Leny. Trzy rzeczy, których nie dało się już pomylić z cudzym życiem.

Lena przyłożyła długopis do papieru i powiedziała:

— Tym razem podpiszę się sama.

Оцените статью