CZĘŚĆ 4
Z piwnicy dobiegł drugi metaliczny zgrzyt.
Leo wtulił się we mnie.
Dante wyciągnął broń, ale tym razem nie ruszył w stronę schodów. Spojrzał na Tomasa.
— Ilu ludzi zna to przejście?
— Tylko rodzina.
Victoria stała przy stole z twarzą białą jak papier.
— Ja go nie otworzyłam.
— Nie pytałem ciebie — odpowiedział Dante.
— Ale to ktoś z rodziny — szepnęła.
Nad nami zgasła kolejna lampa. W ciemności usłyszeliśmy kroki. Powolne. Pewne. Ktoś nie próbował się skradać.
Dante chwycił mnie za nadgarstek.
— Do biblioteki. Jest tam drugie wyjście.
— Nie zostawię Tomasa.
— Nie zostawisz nikogo. Dlatego musisz zrobić dokładnie to, co mówię.
— Przez osiem lat robiłam dokładnie to, co mówiłeś. Spójrz, dokąd mnie to doprowadziło.
Jego palce poluzowały uścisk.
— Masz rację.
To krótkie przyznanie zabolało mnie bardziej niż każda jego wymówka.
Nagle drzwi do holu otworzyły się i wszedł kierowca z lotniska. Miał rozcięty łuk brwiowy, a w dłoni trzymał klucze do samochodu.
— Marcus? — zapytałam.
Dante podniósł broń.
— Stań.
Kierowca zatrzymał się pod portretem mojego ojca.
— To ja wysłałem wiadomość — powiedział.
Victoria wydała z siebie cichy, urwany dźwięk.
— Ty?
Marcus odłożył klucze na podłogę.
— Nie chciałem skrzywdzić dziecka.
— A jednak użyłeś jego imienia — powiedział Dante.
— Musiałem zmusić cię do przyjazdu tutaj. Vescari ma ludzi przy wszystkich pozostałych domach. Tylko rezydencja ma podziemne przejście.
— Od kiedy dla niego pracujesz? — spytałam.
Marcus spojrzał na mnie z poczuciem winy.
— Nie pracuję dla Vescarego. Pracowałem dla twojego ojca.
Tomas oparł się na lasce.
— Marcus był jego ochroniarzem. To on wyprowadził twoją matkę z domu tamtej nocy.
— Powiedziałeś, że zginęła — szepnęłam.
— Tak musiałem powiedzieć, żeby Vescari przestał jej szukać.
Świat zakręcił mi się przed oczami.
— Gdzie ona jest?
Marcus przełknął ślinę.
— W klinice na północy stanu. Żyje. Po wypadku nie odzyskała pamięci, ale lekarz twierdzi, że ostatnio zaczęła rozpoznawać głosy.
Przez kilka sekund nikt się nie poruszył.
Mój ojciec miał umrzeć jako człowiek, który wszystko stracił. Moja matka miała być martwa. Przez lata opłakiwałam pusty grób, który sam dla niej przygotował.
Dante patrzył na mnie bez słowa.
— Wiedziałeś? — zapytałam.
— Wiedziałem, że mogła przeżyć. Nie wiedziałem gdzie. Marcus zerwał ze mną kontakt, gdy śledzili go ludzie Vescarego.
— I znowu postanowiłeś nie mówić mi prawdy.
— Nie miałem pewności. Nie chciałem dać ci nadziei, której nie potrafiłbym spełnić.
— Nie miałeś prawa odbierać mi nawet tej nadziei.
Victoria nagle podeszła do stołu i chwyciła księgę.
— Jeśli zabierzecie to, Vescari zabije mnie.
— On zabije wszystkich, których może użyć — powiedział Dante.
— To ty mnie w to wciągnąłeś!
— Sama podpisałaś przelewy.
— Bo chciałam, żebyś wreszcie zobaczył we mnie kogoś ważnego!
— Poświęciłaś matkę Eleny dla jego uwagi.
Victoria zacisnęła palce na skórzanej oprawie.
— Nie wiedziałam, że ona będzie w domu.
— Wiedziałaś, że tam pojedzie — powiedział Tomas.
To wystarczyło. Victoria upuściła księgę i osunęła się na krzesło.
Nie płakała. Patrzyła na mnie, jakby po raz pierwszy widziała nie młodszą siostrę, lecz człowieka, któremu odebrała całe życie.
— Chciałam tylko, żeby choć raz ktoś wybrał mnie — wyszeptała.
— Dante wybrał cię, bo chciał mnie ocalić.
— Nie. Wybrał cię nawet wtedy, kiedy stał przy mnie.
Nie potrafiłam jej pocieszyć. Nie po tym, co zrobiła. Ale nie potrafiłam też patrzeć na nią jak na potwora, bo pamiętałam dziewczynkę, która trzymała mnie za rękę podczas pogrzebu mamy.
Dante podszedł do telefonu Victorii.
— Odpowiesz Vescariemu.
— Nie.
— Powiesz, że masz księgę i że przyprowadzisz Elenę do magazynu.
— Chcesz mnie oddać.
— Chcę, żeby uwierzył, że nadal jesteś po jego stronie.
— A potem mnie zostawisz?
— Nie. Ale jeśli chcesz przeżyć, musisz pomóc zakończyć to, co zaczęłaś.
Victoria spojrzała na mnie.
— Ona nigdy mi nie wybaczy.
— Nie proszę o wybaczenie — odpowiedziałam. — Proszę, żebyś powiedziała prawdę.
Przed północą spotkaliśmy się w pustym magazynie należącym kiedyś do firmy mojego ojca. Marcus ukrył Tomasa i Leo w pomieszczeniu za chłodnią, a ja zostałam z Dante i Victorią przy betonowym stole.
Vescari przyszedł sam. Był starszy, niż się spodziewałam, miał laskę z hebanową gałką i głos człowieka, który nigdy nie musiał krzyczeć.
— Księga — powiedział.
Victoria położyła ją na stole.
— Najpierw oddaj Elenę.
— Elena nie jest twoja.
— Ani twoja.
Vescari uśmiechnął się.
— Dante, zawsze miałeś słabość do kobiet, które myślą, że mogą negocjować.
Dante nie odpowiedział. Pod stołem czułam napięcie jego dłoni, lecz nie dotknął mnie.
Victoria otworzyła księgę.
— Chcesz dokumentów? Spójrz na stronę czterdzieści dwa.
Vescari pochylił się. W tym momencie wyjęłam z torby kopię podpisanego przelewu.
— A to jest dla ciebie.
Podniosłam kartkę.
— Twój rachunek. Twoja pieczęć. Twoja instrukcja, żeby ludzie pojechali do domu mojej matki.
Jego uśmiech zniknął.
— Sfałszowane.
— Nie. Podpisane przez twojego pełnomocnika. Tomas ma oryginał, a Marcus ma zeznanie.
— Dwóch starców i przestraszona kobieta nie obalą imperium.
— Nie muszą — powiedział Dante. — Wystarczy, że obalą twoją ochronę.
Vescari rzucił spojrzenie Victorii.
— Ty im to dałaś?
— Tak.
Wtedy usłyszałam odgłos ciężkich kroków za ścianą. Vescari zrozumiał, że jego ludzie nie przyszli po niego. Przeszli na stronę Dantego, bo Marcus wcześniej pokazał im księgę i obiecał im pieniądze zamrożone przez trzy lata na ukrytych rachunkach ojca.
Vescari odsunął się od stołu.
— Dante, nie zrobisz tego.
— Nie muszę. Właśnie straciłeś wszystko, co próbowałeś kupić cudzym strachem.
Nie było strzałów. Nie było pościgu. Ludzie Vescarego zabrali mu broń i odprowadzili go do samochodu, który miał zawieźć go poza Chicago. Dante oddał im księgę, ale zatrzymał kopie dokumentów. Jego imperium miało przetrwać tylko pod warunkiem, że już nigdy nie będzie należało do ludzi takich jak Vescari.
Victoria została przy stole.
— Co ze mną? — zapytała.
Dante spojrzał na mnie.
— To Elena zdecyduje.
— Nie chcę cię zniszczyć — powiedziałam. — Ale nie pozwolę ci wrócić do mojego życia, jakby nic się nie stało. Udziały ojca przechodzą na mnie. Ty podpiszesz pełne rozliczenie firmy i zeznanie o swojej roli.
Victoria zamknęła oczy.
— A potem?
— Potem wyjedziesz z Chicago. Nie dlatego, że cię karzę. Dlatego, że żadna z nas nie potrafi tu oddychać obok drugiej.
— Nienawidzisz mnie?
Pomyślałam o matce w klinice. O ojcu, który ukrywał prawdę. O Dante, który kochał mnie w sposób tak pełen strachu, że zamienił miłość w osiem lat samotności.
— Nienawidziłam cię przez trzy lata. Dziś jestem zbyt zmęczona, żeby dalej to robić.
Victoria położyła na stole obrączkę.
— Dante, nigdy mnie nie kochałeś.
— Nie — odpowiedział. — Ale to nie usprawiedliwia tego, że pozwoliłem ci żyć w kłamstwie razem ze mną.
Nad ranem pojechałam do kliniki. Dante został w samochodzie, choć chciał wejść ze mną.
— Nie musisz czekać — powiedziałam.
— Wiem.
— Leo jest twoim synem. To się nie zmieni. Ale nie dostaniesz go tylko dlatego, że ma twoje oczy.
— Wiem.
— Będziesz musiał nauczyć się być jego ojcem bez rozkazów, bez ochroniarzy i bez sekretów.
— Nauczę się.
Spojrzałam na niego przez chwilę.
— I nie obiecuj mi małżeństwa.
Jego twarz drgnęła.
— Nie zamierzałem.
— Dobrze. Najpierw obiecaj, że kiedy nie będziesz mógł czegoś powiedzieć, powiesz mi właśnie to. Że nie możesz. A potem wyjaśnisz dlaczego.
— Obiecuję.
W klinice pielęgniarka zaprowadziła mnie do małego pokoju pachnącego lawendą. Kobieta siedząca przy oknie miała srebrne włosy i cienką bliznę nad brwią.
— Mamo? — wyszeptałam.
Odwróciła głowę.
Przez długą chwilę patrzyła na mnie bez rozpoznania. Potem jej wzrok przesunął się na lokomotywę w dłoni Leo.
— Zawsze bałaś się, że pociągi odjadą bez ciebie — powiedziała.
Zatrzymałam oddech.
— Pamiętasz mnie?
— Pamiętam, że czekałam.
Leo podszedł do niej ostrożnie. Podał jej drewnianą lokomotywę.
— To moje — powiedział. — Ale możesz potrzymać.
Mama ujęła zabawkę obiema rękami. Spojrzała na niego, potem na mnie.
— Czy to dziecko Dantego?
Za szybą Dante odwrócił głowę, jakby usłyszał swoje imię.
— Tak — odpowiedziałam.
Mama pokiwała głową.
— W takim razie powiedz mu, że twój ojciec nie umarł ze strachu. Umarł, bo wreszcie przestał uciekać.
Nie wiedziałam, czy mówi o ojcu, o Dantem, czy o mnie.
Leo wrócił do mnie i wsunął małą dłoń w moją rękę. W drugiej dłoni trzymał srebrną spinkę w kształcie wilka, którą Dante zgubił w kaplicy.
— Mamo — zapytał — ten pan naprawdę wygląda jak ja?
Spojrzałam przez szybę na Dantego. Stał nieruchomo na korytarzu, z rozbitą spinką na otwartej dłoni.
— Tak, Leo — powiedziałam. — Ale od dziś będzie musiał nauczyć się wyglądać także jak twój tata.
Przegapiłeś początek?






