CZĘŚĆ 4 — Podczas jubileuszu teściowej szwagierka nazwała moją córkę pasożytem, lecz mój spokojny gest sprawił, że jej uśmiech zniknął

CZĘŚĆ 4

…Nie pozwoliłam mu dokończyć przy stole w oddziale banku.

— Powiedz to głośno — zażądałam.

Andriej spojrzał na Ninę, potem na Swietłanę. Za oknem przejechał autobus, rozmazując światło na mokrej szybie.

— Przelew poszedł na konto Pawła — powiedział. — Ale później pieniądze trafiły na konto mojego wspólnika.

Nikt się nie odezwał.

Pani Wrona podniosła wzrok znad dokumentów.

— Czy może pan podać nazwisko?

Andriej przełknął ślinę.

— Roberta.

Roberta był moim wspólnikiem w małej firmie cateringowej. To on prowadził księgowość, kiedy po urodzeniu Ksjuszy wróciłam do pracy. Znał wszystkie procedury, hasła i podpisy. Znał też Andrieja, bo przez lata pomagał nam przy dostawach.

— Robert nie ma nic wspólnego ze Swietłaną — powiedział Andriej zbyt szybko.

Pani Wrona przesunęła wydruk w jego stronę.

— Ten przelew wykonano z rachunku pańskiej żony. Następnie Robert wypłacił pieniądze gotówką.

Swietłana otarła policzek.

— Robert miał tylko przekazać je Pawłowi.

— Ale nie przekazał — odpowiedziałam.

— Zatrzymał część. Resztę oddał Pawłowi.

— A ty o tym wiedziałaś?

Nie odpowiedziała.

Andriej poderwał się z krzesła.

— Ty wciągnęłaś Roberta w oszustwo?

— Nie miałam wyjścia!

— Zawsze powtarzasz to samo — powiedziała Nina. — Jakby cudze życie było ścianą, którą można przebić, kiedy własna zaczyna pękać.

Swietłana odwróciła się do matki.

— Paweł stracił warsztat. Miał długi po chorobie syna. Bank odmówił mu kredytu. Robert powiedział, że wystarczy przepisać pieniądze przez firmę, a potem wszystko się ułoży.

— I dlatego nazwałaś Ksjuszę pasożytem? — zapytałam.

Jej oczy uciekły w bok.

— Ona nie miała prawa być tak blisko Niny.

— Nie miała prawa? To twoja matka.

— Nina zaczęła przepisywać jej mieszkanie!

Powietrze zgęstniało.

Nina ścisnęła laskę tak mocno, że pobielały jej knykcie.

— Co powiedziałaś?

Swietłana zrozumiała, że zdradziła się za późno.

— Mamo, ja tylko chciałam wiedzieć, co planujesz.

— W mieszkaniu nie ma nic do przepisywania — powiedziała Nina. — Poza długami i starym kredensem.

— Notariusz był u ciebie trzy tygodnie temu — dodałam.

Nina spojrzała na mnie z bólem.

— Chciałam przekazać mieszkanie tobie i Ksjuszy. Nie dlatego, że jest coś warte. Dlatego, że to ona codziennie przynosi mi herbatę, a ty przez lata płaciłaś za wszystko, choć nigdy nie robiłaś z tego rachunku.

Swietłana osunęła się na krzesło. Odłamek złotego guzika spadł z jej płaszcza na podłogę i potoczył się pod szafkę.

— Czyli to dlatego — wyszeptała.

— Nie — powiedziała Nina. — To dlatego, że kradłaś.

Pani Wrona zamknęła teczkę.

— Bank natychmiast cofa pełnomocnictwa. Rachunek zostaje zablokowany do czasu wyjaśnienia nieautoryzowanych operacji. Pani Marto, potrzebne będą podpisy i oświadczenie.

Podpisałam dokumenty drżącą ręką. Każdy podpis brzmiał jak zamykanie kolejnych drzwi, ale nie czułam triumfu. Czułam zmęczenie jedenastu lat, które nagle spadło na stół.

Po południu pojechałyśmy z Ksjuszą do mojego biura. Wyjęłam z szuflady niebieski segregator z rachunkami Niny. Przez lata zapisywałam tam każdy zakup, każdą wizytę u lekarza, każdą godzinę opieki. Ksjusza usiadła naprzeciwko mnie.

— Mamo, dlaczego pozwoliłaś jej tak długo?

— Bałam się, że jeśli postawię granicę, Andriej wybierze siostrę.

— A wybrał?

Spojrzałam na drzwi. Andriej stał w progu. Miał podkrążone oczy i w ręce trzymał kopertę z pieniędzmi.

— Nie — powiedział. — Ale nie mam prawa prosić cię, żebyś mi uwierzyła.

Położył kopertę na biurku.

— To moje oszczędności. Nie wystarczy na cały dług. Resztę sprzedam samochód i udziały w warsztacie. Robert odda pieniądze, bo ma podpisane zobowiązanie.

— A Swietłana?

— Zostawiła Pawła z długami i pojechała do Niny.

Jakby na potwierdzenie telefon Andrieja zadzwonił. Tym razem odebrał na głośniku.

— Mamo — powiedziała Swietłana. — Błagam, nie zgłaszaj tego. Ja wszystko naprawię.

Nina siedziała obok Ksjuszy. Na jej kolanach leżał zeszyt w kratkę.

— Nie przychodź po pieniądze — odpowiedziała. — Przyjdź po swoje rzeczy.

— Nie masz pojęcia, co mi grozi.

— Wiem. Grozi ci to, że będziesz musiała sama patrzeć na skutki własnych decyzji.

Nina rozłączyła się, zanim Swietłana zdążyła odpowiedzieć.

Sprawa nie trafiła do sądu, bo Robert podpisał ugodę, a Paweł sprzedał warsztat, żeby spłacić część zobowiązania. Bank odzyskał większość pieniędzy. Brakującą kwotę pokryłam sama, choć Andriej protestował. Nie chciałam, żeby Ksjusza czekała kolejny rok na rozpoczęcie studiów pielęgniarskich.

Andriej wyprowadził się na kilka tygodni do swojego brata. Nie zrobiłam tego, żeby go ukarać. Potrzebowałam zobaczyć, czy potrafi być mężem bez zasłaniania się rolą brata.

Wrócił w deszczowy wtorek, ale nie przyniósł kwiatów ani wielkich obietnic. Przyniósł segregator. W środku były wszystkie jego oszczędności, umowa sprzedaży samochodu i kartka z dokładnym planem spłaty.

— Nie proszę o przebaczenie — powiedział. — Proszę o możliwość codziennego udowadniania, że już nie będę nazywał tchórzostwa troską o rodzinę.

Ksjusza długo patrzyła na niego w milczeniu.

— Jeśli zostajesz, nie możesz już mówić za mamę.

— Wiem.

— I nie możesz wymagać, żebym nazywała Swietłanę ciocią, jeśli ona nadal będzie mnie obrażać.

— Wiem.

Tym razem nie odpowiadałam za nich. To oni musieli znaleźć własne słowa.

Nina zamieszkała u nas na czas remontu łazienki. Ksjusza przykleiła nad jej łóżkiem kartkę z godzinami lekarstw. Obok narysowała małe serce i napisała: „Nie jesteś sama”.

Swietłana przyszła pewnego popołudnia po swoje rzeczy. Stała na korytarzu bez płaszcza, z odłamanym guzikiem przy mankiecie. Nie wyglądała już jak kobieta, która potrafi rozporządzać cudzymi pieniędzmi jednym telefonem.

— Mogę wejść? — zapytała.

— Po rzeczy — odpowiedziałam.

Skinęła głową.

Kiedy przechodziła obok Ksjuszy, zatrzymała się.

— Nie byłaś pasożytem — powiedziała.

Ksjusza nie spuściła wzroku.

— Wiem.

Swietłana zacisnęła usta.

— Nie wiem, czy kiedykolwiek mi wybaczysz.

— To nie jest decyzja, którą podejmę za ciebie.

Weszła do pokoju Niny. Po kilku minutach wróciła z pudełkiem leków, które kiedyś kupiła za pieniądze z dodatkowej karty. Nina czekała na nią przy stole.

— Zostaw lekarstwa — powiedziała. — Są moje.

Swietłana położyła pudełko przed matką.

— Oddam ci wszystko.

— Zacznij od prawdy.

Swietłana usiadła. Po raz pierwszy nie szukała pieniędzy, podpisu ani czyjejś litości. Opowiedziała Ninie o długu Pawła, o Robercie i o sfałszowanym dokumencie. Mówiła długo, a Nina nie przerwała jej ani razu.

Kiedy skończyła, na stole leżał złoty guzik, który znalazłam wcześniej pod szafką w banku. Ksjusza podniosła go i położyła obok zeszytu z godzinami lekarstw.

— Nie przyszyję go do płaszcza — powiedziała. — Nie chcę, żeby znowu coś udawał.

Nina dotknęła guzika palcem.

— Zostaw go tutaj.

— Po co?

— Żeby przypominał, ile kosztuje jeden wieczór, kiedy wszyscy udają, że nie słyszą.

Ksjusza zamknęła zeszyt, ale nie schowała go do szuflady. Położyła go na środku stołu, obok rachunków i podpisanych zobowiązań.

A złoty guzik został między nimi jak mały, twardy dowód, że pewnych słów nie da się już przyszyć z powrotem.

Оцените статью