CZĘŚĆ 4 — Miałam zostać wymazana z własnego domu, lecz gdy zeszłam z ciemnych schodów, najpotężniejszy wilk nagle pobladł

CZĘŚĆ 4

Nie czekałam na rozkazy.

Wybiegłam z kaplicy, a Damian ruszył za mną. Na korytarzu wisiały portrety przodków Harrowów. Ich namalowane oczy śledziły każdy mój krok, jakby nawet martwi członkowie rodziny chcieli zobaczyć, czy tym razem odważę się przejść przez główne drzwi.

— Mara, stój — powiedział Damian.

— Porwali Claire.

— Wiem.

— To moja siostra.

— A ty jesteś ich celem.

Zatrzymałam się przy stojaku na parasole. Mój naparstek wciąż tkwił w zaciśniętej dłoni. Był ciepły od skóry.

— Jeśli pojadę, ją wypuszczą.

— Jeśli pojedziesz sama, zabiją cię obie.

— Nie powiedziałam, że pojadę sama.

Damian patrzył na mnie przez chwilę, jakby właśnie zrozumiał, że dziewczyna ukrywana przez dwadzieścia jeden lat nie zamierza pozwolić, by inni podejmowali za nią decyzje.

— Gdzie ją zabrali? — spytałam Tomasza.

— Do starej przędzalni przy rzece. Wiadomość przyszła z telefonu kierowcy Everetta.

Ojciec stał przy schodach z opuszczonymi ramionami.

— Znasz to miejsce — powiedziałam.

— Każdy w Hudson je zna.

— Ty najlepiej.

Nie odpowiedział.

Podeszłam do niego tak blisko, że zobaczyłam pęknięcie w szkliwie jego zegarka.

— Jeśli Claire zginie, jej krew będzie na twoich rękach.

— Wiem.

— Nie. Przez lata mówiłeś, że robisz wszystko dla rodziny. Teraz masz okazję zrobić jedną rzecz naprawdę dla niej.

Everett uniósł głowę.

— Czego chcesz?

— Żebyś zaprowadził nas do środka.

Damian natychmiast zaprzeczył.

— Nie.

— On zna wejścia, tunele i ludzi rady.

— On może nas zdradzić.

— Może. Ale jeśli zostanie tutaj, będzie miał czas wymyślić kolejne kłamstwo.

Ojciec przyjął to bez protestu. Tego bałam się bardziej niż jego gniewu.

Do przędzalni jechaliśmy dwoma samochodami. Deszcz rozmazywał światła na szybach, a rzeka pod drogą ryczała w ciemności. Damian siedział obok mnie, z dłonią opartą na kolanie. Ani razu mnie nie dotknął.

— Dlaczego patrzyłeś na mnie tak, kiedy zeszłam ze schodów? — zapytałam.

Jego szczęka napięła się.

— Bo mój wilk cię rozpoznał.

— Jako kogo?

— Jako swoją związaną.

Słowo zawisło między nami.

— Nie jestem zapłatą za dług mojego ojca.

— Nigdy tak o tobie nie myślałem.

— Ale powiedziałeś, że poślubisz jedną z jego córek.

— Nie wiedziałem, że istniejesz. I nie wiedziałem, że spotkam osobę, której wybór będzie ważniejszy od wszystkich układów.

Spojrzałam na jego profil. Był potężny, budził lęk w całych północnych terytoriach, a jednak trzymał ręce z dala ode mnie, jakby bał się, że jeden nieostrożny gest stanie się kolejną klatką.

— Jeśli wyjdziemy z tego żywi, nie będziesz nazywał mnie swoją królową bez mojego pozwolenia.

— Zgoda.

— Nie będziesz zarządzał Vale za mnie.

— Zgoda.

— I nie poślubię cię dlatego, że nasze wilki czegoś chcą.

Damian odwrócił głowę.

— Na to również się zgadzam.

Przędzalnia wyłoniła się zza drzew. Wybite okna świeciły pojedynczymi płomieniami. Everett wskazał boczną bramę.

— Tędy.

— Skąd wiesz, że nie prowadzi nas w pułapkę? — spytał Damian.

— Bo mój brat zbudował ten tunel, kiedy jeszcze byliśmy dziećmi — odpowiedział Everett. — A ja byłem jedynym, który znał wyjście.

Weszliśmy do środka. Powietrze pachniało rdzą i mokrą wełną. Z głównej hali dobiegł krzyk Claire.

— Mara! Nie przychodź!

— Już przyszła — odpowiedział kobiecy głos.

Na podwyższeniu stała kobieta w czarnym płaszczu. Obok niej siedziała Claire, związana metalowym łańcuchem. Kobieta miała twarz podobną do twarzy mojej matki.

— Nazywam się Lydia Vale — powiedziała. — Jestem siostrą twojej matki.

Everett zachwiał się.

— Lydia nie żyje.

— Tak właśnie powiedziałeś wszystkim.

Lydia przyłożyła nóż do gardła Claire.

— Oddaj mi księgę i ziemie Vale, a twoja siostra odejdzie.

— Chcesz ziemi czy zemsty? — zapytałam.

— Chcę, żeby twój ojciec poczuł to, co poczuła moja siostra.

— Moja matka nie zginęła z jego rozkazu — powiedziałam. — Zginęła z twojego.

Lydia drgnęła.

Wyjęłam z kieszeni arkusz z podpisem. Elena zdążyła przepisać nazwisko sprawcy na drugą kartkę, zanim rozdzieliliśmy się w domu.

— To twój podpis. Nie Everetta.

— Kłamiesz.

— Twoja siostra zostawiła też list. Napisała, że dowiedziała się o twoim planie i chciała oddać ci ziemię dobrowolnie. Zabiłaś ją, bo nie chciałaś czekać.

Lydia spojrzała na Everetta.

— Ty jej uwierzyłeś?

Ojciec zrobił krok naprzód.

— Nie wiedziałem, kto podał truciznę.

— Ale wiedziałeś, że to ja. I pozwoliłeś wszystkim myśleć, że uciekła.

— Bałem się rady.

— Bałeś się utraty władzy.

Lydia szarpnęła łańcuchem. Claire krzyknęła. Damian ruszył, lecz uniosłam rękę.

— Nie.

Podniosłam księgę.

— Lydia, jeśli ją zabijesz, nie dostaniesz Vale. Dostaniesz tylko własne zeznanie, bo wszyscy tutaj słyszeli prawdę.

— Myślisz, że rada cię ochroni?

— Nie potrzebuję rady.

Odwróciłam się do ojca.

— Everett, powiedz im, komu sprzedałeś ziemię.

Jego twarz skurczyła się z bólu.

— Wszystkim członkom rady. Za pieniądze miałem zatrzymać tytuł przez dwadzieścia jeden lat.

— A teraz?

— Teraz ziemia należy do ciebie.

— Nie. Teraz ją odzyskam.

Ojciec spojrzał na Damiana.

— Jeśli ją wesprzesz, Korona straci prawo do przejęcia Hudson.

— Korona nie przejmuje ziemi należącej do dziedziczki — odpowiedział Damian. — A twoje długi zostaną rozliczone z majątku, nie z jej nazwiska.

To był moment, którego nikt się nie spodziewał.

Everett mógł milczeć i zachować resztki władzy, jeśli pomógłby radzie przeciwko mnie. Zamiast tego wyjął z kieszeni klucz i rzucił go na beton.

— W podziemiach jest drugi rejestr — powiedział. — Oryginalne umowy. Wszystkie podpisy. Weźcie je.

Lydia pobladła.

Damian ruszył w jej stronę, a ona pchnęła Claire. Dziewczyna upadła, lecz zdołała złapać łańcuch i owinąć go wokół nadgarstka Lydii. Tomas dopadł kobiety, zanim ostrze dotknęło skóry.

Claire leżała na podłodze, z rozciętym policzkiem.

— Nic ci nie jest? — spytałam.

— Jestem wściekła — odpowiedziała. — Czy to się liczy?

Przytuliłam ją mocno.

Vivian czekała na nas przy samochodach. W dłoni trzymała teczkę, którą ojciec próbował otworzyć w holu.

— Zabrałam ją z domu — powiedziała. — Chcę wiedzieć, co w niej było.

W środku znaleźliśmy listę wszystkich pieniędzy wypłaconych radzie, a także trzy dokumenty z podpisem Vivian. Ojciec wykorzystywał jej nazwisko bez jej wiedzy.

— Myślałam, że jestem jego następczynią — wyszeptała.

— Byłaś jego zasłoną — powiedziałam.

Vivian zamknęła oczy, lecz potem podała mi teczkę.

— Nie będę już za niego kłamać.

O świcie wróciliśmy do dworu. Elena opatrzyła ranną dłoń, Claire dostała lekarstwo, a Lydia została zamknięta w pomieszczeniu, z którego nie mogła uciec ani skrzywdzić nikogo przed przybyciem starszyzny rodów.

Nie oddałam Vale Damianowi.

Nie przyjęłam korony.

Poprosiłam jedynie, by przez rok pomógł mi odzyskać ziemie, których nie zdołał sprzedać mój ojciec. Zgodził się bez targowania.

Everett podpisał przekazanie całego pozostałego majątku na spłatę długów i zrzeczenie się tytułu. Nie został wygnany. Został wysłany do pracy przy odbudowie osad, które zrujnował. Każdego dnia miał patrzeć na ludzi, których rachunki ukrywał pod własnym nazwiskiem.

Przed wejściem do domu Damian zatrzymał mnie przy schodach.

— Co z nami? — zapytał.

Wyjęłam z dłoni mosiężny naparstek. Przez lata był jedyną rzeczą, która łączyła mnie z matką. Teraz włożyłam go Damianowi do ręki.

— To nie jest obietnica małżeństwa.

— Wiem.

— To znak, że jeśli chcesz pozostać przy mnie, będziesz musiał naprawiać rzeczy, których nie zepsułeś, i słuchać, kiedy powiem „nie”.

Zacisnął palce na naparstku.

— A jeśli powiesz „tak”?

— Wtedy też będziesz musiał słuchać.

Kącik jego ust drgnął.

Claire zawołała mnie z holu, bo Vivian znalazła w księdze jeszcze jedną stronę. Podeszłam do stołu i pochyliłam się nad pismem matki.

„Córko, nie pozwól, by cudzy strach nazwał cię niczym.”

Dotknęłam atramentu opuszką palca.

Za moimi plecami Damian powiedział cicho:

— Dziedziczko Vale, rada czeka na twoją odpowiedź.

Spojrzałam na księgę, na podpis matki i na naparstek zamknięty w jego dłoni.

— Niech czeka — odpowiedziałam. — Po raz pierwszy to oni będą musieli zapukać.

Оцените статью