CZĘŚĆ 4
Data jutrzejsza oznaczała, że Andrzej przygotował dokument wcześniej i zamierzał dopiero dopasować do niego resztę historii.
Nie chciał, żebym wróciła z miłości.
Chciał, żebym wróciła z długopisem w dłoni.
— Gdzie jest notariusz? — zapytałam Natalię.
— W centrum. Biuro przy placu Ratuszowym.
— Jedziemy.
— A Lila?
— Zabiorę ją ze sobą. Nie zostawię jej samej.
Ewa spała jeszcze, kiedy wbiegłyśmy do mieszkania. Lila siedziała na kanapie pod kocem, z termometrem pod pachą i drewnianym ołówkiem przyciśniętym do piersi.
— Mamo, wróciłaś?
— Tylko po ciebie.
Ewa spojrzała na mnie i od razu zrozumiała, że stało się coś gorszego.
— Co odkryłaś?
— Andrzej ma drugiego syna. I ukradł pieniądze Lili.
Ewa zamknęła oczy.
— Powiedz, że masz dowody.
Podniosłam brązową kopertę.
— Mam dokumenty. Natalia ma resztę.
Lila zeszła z kanapy. Była blada, ale stała prosto.
— Czy tata jest z Maksem?
— Tak.
— Czy on go kocha bardziej?
Nie chciałam odpowiadać za Andrzeja, ale nie zamierzałam już chronić jego kłamstw.
— Tata ukrywał przed nami prawdę. To jego wybór, nie twoja wina.
Lila wsunęła ołówek do kieszeni kurtki.
— Chcę jechać.
— Nie musisz.
— Muszę wiedzieć, czy powie mi prawdę.
W samochodzie Natalia siedziała z przodu, a Lila i Ewa z tyłu. Droga do centrum trwała dziewiętnaście minut. Każda z nich miała ciężar osobnego roku.
Biuro notariusza mieściło się nad apteką. Na korytarzu pachniało pastą do podłogi, a przy recepcji stał zegar bez wskazówki sekundowej.
Andrzej był już w środku.
Maks siedział na krześle, skulony, z futerałem na nuty przyciśniętym do kolan. Miał tę samą zmarszczkę między brwiami co ojciec.
Kiedy zobaczył Natalię, zerwał się.
— Mamo!
Andrzej złapał go za ramię.
— Nigdzie nie idziesz. Zaraz skończymy.
— Puść go — powiedziała Natalia.
— Nie masz prawa mnie pouczać.
— Jestem jego matką.
— A ja jestem jego ojcem.
Maks spojrzał na niego z lękiem.
— To dlaczego mówiłeś, że jesteś tylko przyjacielem mamy?
Andrzej puścił jego ramię.
To był pierwszy moment, kiedy zobaczyłam w jego twarzy coś innego niż złość. Nie skruchę. Strach przed tym, że dziecko przestanie wierzyć w jego wersję świata.
Notariusz, starsza kobieta w okularach na cienkim łańcuszku, podniosła wzrok znad dokumentów.
— Panie Andrzeju, pańska żona nie wyraziła zgody na podpisanie tej umowy.
— Wyraziła. Jest emocjonalnie rozchwiana i teraz próbuje się wycofać.
Podałam jej kopię dokumentu.
— Ten podpis sfałszowano. A data na umowie jest jutrzejsza.
Notariusz spojrzała na kartkę, potem na Andrzeja.
— Czy to prawda?
— To pomyłka kancelarii.
— Kancelaria nie wpisuje przyszłej daty bez polecenia klienta.
Natalia położyła na biurku drugi dokument.
— A to jest potwierdzenie przelewu z rachunku Marty. Andrzej użył jej pieniędzy, żeby zapłacić za fortepian dla Maksa.
Andrzej odwrócił się do mnie.
— Zrobiłem to dla niego.
— Nie. Zrobiłeś to, żeby Natalia została przy tobie.
— Nie wiesz, co między nami było.
— Wiem, że przez osiem lat wracałeś do domu i całowałeś córkę w czoło, nie mówiąc jej, że masz syna. Wiem, że odmówiłeś jej dwustu dolarów, a za jej plecami kupiłeś instrument za dziewięć tysięcy. Wiem, że ukradłeś pieniądze przeznaczone na jej przyszłość.
Maks patrzył na ojca.
— Kupiłeś mi fortepian za pieniądze tej dziewczynki?
Andrzej otworzył usta.
— To nie tak.
— To jak? — zapytał Maks.
Miał dziewięć lat, ale jego głos był spokojniejszy niż głos wszystkich dorosłych w pokoju.
Andrzej wyciągnął rękę.
— Maks, chodź ze mną. Wyjaśnię ci wszystko.
Chłopiec cofnął się do Natalii.
— Nie chcę fortepianu, jeśli przez niego ktoś płakał.
Ta jedna decyzja odebrała Andrzejowi więcej niż jakiekolwiek wezwanie czy kara. Cały jego plan opierał się na tym, że pieniądze kupią wdzięczność, a tajemnica kupi rodzinę.
Notariusz odsunęła dokumenty.
— Nie poświadczę tej czynności. Pani Marto, proszę natychmiast skontaktować się z bankiem i zgłosić zastrzeżenie do pełnomocnictwa. Dokumenty zostaną zabezpieczone.
Andrzej gwałtownie podszedł do mnie.
— Jeśli to zrobisz, stracimy wszystko.
— Nie. Ty stracisz firmę, którą próbowałeś ukryć. Lila straciła już wystarczająco dużo.
— Mogę oddać pieniądze.
— Nie chodzi tylko o pieniądze.
— Czego chcesz?
Spojrzałam na niego. Przez lata myślałam, że najbardziej pragnę, żeby przeprosił. Teraz wiedziałam, że przeprosiny z jego ust byłyby tylko kolejnym narzędziem.
— Chcę, żebyś powiedział Lili prawdę. Bez obwiniania mnie. Bez mówienia, że byłaś zazdrosna, zła albo niestabilna.
Andrzej popatrzył na córkę.
— Lila…
Dziewczynka stała przy ścianie, ściskając kieszeń kurtki.
— Czy my byliśmy rodziną, kiedy kupiłeś Maksowi fortepian?
Andrzejowi zadrżała ręka.
— Tak.
— A kiedy zabrałeś pieniądze z mojego konta?
Tym razem długo patrzył w podłogę.
— Też.
— To nie chcę być częścią takiej rodziny.
Ewa objęła ją ramieniem. Natalia przyciągnęła Maksa do siebie. Andrzej został sam przy biurku, z dokumentami, które miały ocalić jego interes, a właśnie odebrały mu ostatnią możliwość udawania porządnego człowieka.
Nie zgłosiłam wszystkiego od razu na policję. Najpierw zastrzegłam rachunek, anulowałam pełnomocnictwo i zabezpieczyłam kopie dokumentów. Bank potwierdził, że podpisy nie pasują do wzoru. Pieniądze zostały zamrożone, a fortepian zatrzymano przed dostawą.
Andrzej musiał sprzedać samochód i część udziałów, żeby spłacić to, co ukradł. Nie dlatego, że chciałam jego upadku. Dlatego, że po raz pierwszy konsekwencje nie mogły zostać przerzucone na mnie.
Natalia zerwała z nim wszelki kontakt zawodowy. Jej brat wycofał się ze wspólnego przedsięwzięcia. Maks dostał pomoc psychologa, a jego matka powiedziała mu prawdę powoli, bez ozdobników i bez usprawiedliwiania dorosłych.
Lila nie dostała od Andrzeja fortepianu.
Dostała jednak instrument, który wybrałyśmy razem w małym sklepie przy rynku. Nie był mahoniowy. Miał białe klawisze, jeden lekko zarysowany bok i brzmiał trochę zbyt jasno.
Kiedy nauczyciel nacisnął pierwszy klawisz, Lila zamknęła oczy.
— Ten dźwięk zostaje dłużej — powiedziała.
— Podoba ci się?
— Tak. Bo wybrałyśmy go same.
Kilka dni później Andrzej przyszedł pod szkołę muzyczną. Nie podszedł do mnie. Stał przy ogrodzeniu, a w ręce trzymał rachunek za fortepian, którego nigdy nie dostarczono.
Lila zobaczyła go przez szybę.
— Czy muszę z nim rozmawiać?
— Nie.
— A jeśli kiedyś będę chciała?
— Wtedy zdecydujesz sama.
Pokręciła głową.
— Dzisiaj nie.
Nauczyciel poprosił ją, żeby zagrała melodię, którą ćwiczyła przez cały tydzień. Usiadła przy instrumencie i wyjęła z kieszeni drewniany ołówek z żółtym księżycem. Położyła go obok nut, dokładnie tam, gdzie wcześniej leżały kredki na kuchennym stole.
Pierwsze dźwięki były niepewne.
Potem znalazła właściwy rytm.
Za szybą Andrzej odszedł, zanim skończyła. Nie pobiegłam za nim. Nie miałam już niczego, co powinnam była mu wyjaśnić.
Lila zagrała ostatni akord i spojrzała na mnie.
— Mamo, słyszałaś?
— Słyszałam.
— Ten był dla ciebie.
A potem położyła palce na klawiszach i powiedziała:
— Teraz zagram ten, którego tata nie potrafił usłyszeć.






