CZĘŚĆ 4
— Ona ma kopię dokumentów — powtórzył Mark. — Jeśli ich nie odzyskamy, wszyscy dowiedzą się, kto naprawdę podpisał zgodę na opiekę nad Nancy…
Policjant przeczytał wiadomość do końca, a potem uniósł wzrok.
— Jakie dokumenty?
Mark zacisnął usta.
Evelyn przestała płakać. Jej twarz zrobiła się twarda, prawie obca.
— Nie odpowiadaj mu — syknęła.
— Komu? — zapytałam.
Mark spojrzał na mnie. W jego oczach nie było już gniewu. Był strach, nagi i bezbronny.
— Twojej siostrze — powiedział.
Zamarłam.
Moja siostra Colleen mieszkała w innym mieście. To ona trzy miesiące wcześniej zadzwoniła do mnie i powiedziała, żebym uważniej przyglądała się temu, kto zostaje sam z Nancy. Wtedy uznałam, że przesadza. Colleen od dawna nie ufała Evelyn, ale nigdy nie przedstawiła mi żadnego powodu.
— Colleen ma dokumenty? — zapytałam.
Evelyn zaśmiała się krótko, bez cienia radości.
— Twoja siostra zawsze uważała się za sprytniejszą od wszystkich.
Policjant odsunął telefon Marka.
— Proszę natychmiast skontaktować się z siostrą.
Wybrałam numer drżącymi palcami. Colleen odebrała po pierwszym sygnale.
— Samantha? Nancy żyje?
— Żyje. Operowali ją. Colleen, co masz?
Po drugiej stronie usłyszałam gwałtowne zamknięcie samochodowych drzwi.
— Jestem pod szpitalem. Nie wchodzę, dopóki nie powiesz mi, że policja jest przy tobie.
— Jest.
— W takim razie słuchaj. Dwa tygodnie temu znalazłam w domu Evelyn kopię umowy opieki nad Nancy. Była podpisana twoim nazwiskiem.
Poczułam, że podłoga usuwa mi się spod stóp.
— Nigdy niczego takiego nie podpisywałam.
— Wiem. Dlatego zaniosłam kopię do notariusza. Podpis został podrobiony. Ale to nie wszystko. Dołączono zaświadczenie lekarskie, że cierpisz na zaburzenia pamięci i nie potrafisz samodzielnie zajmować się dzieckiem.
Spojrzałam na Marka.
— Kto je wystawił?
— Lekarz z prywatnej kliniki, do której Mark dzwonił. A wiesz, kto przyniósł mu pieniądze?
Nikt nie musiał odpowiadać. Evelyn zacisnęła palce na srebrnej muszelce.
Colleen mówiła dalej:
— Mam też zdjęcia rachunków. Mark wypłacał pieniądze z twojego funduszu przez pełnomocnictwo, o którym nie wiedziałaś. Nie mógł ruszyć kapitału, ale opłacał z niego własne długi.
Mark odsunął się od stołu.
— To nieprawda.
— Wiem, że słyszysz mnie przez głośnik — powiedziała Colleen. — I wiem, że twoja matka jest obok. Jeśli zbliżycie się do Samanthy albo Nancy, dokumenty trafią do banku i opieki społecznej.
Evelyn wyciągnęła rękę po telefon, ale policjant ją zatrzymał.
— Proszę usiąść.
— Nie rozumiecie! — krzyknęła. — Mark miał stracić wszystko. Ludzie, którym był winien pieniądze, grozili, że zabiorą mu palce. Chciałam uratować syna.
— Więc poświęciłaś moją córkę — odpowiedziałam.
— Miała tylko zachorować. Nie miała umrzeć.
— Dla pięciolatki różnica między tymi słowami nie istnieje.
Mark osunął się na krzesło. Spojrzał w stronę sali Nancy. Przez szybę widział jej małą dłoń, zaciskającą się na różowym grzebyku.
— Ja nie wiedziałem, że poda jej tyle — powiedział.
— Wiedziałeś, że poda choć jeden — odparłam. — Wiedziałeś, że planujesz oskarżyć mnie o zaniedbanie. Nie zasłaniaj się liczbą.
Do pokoju weszła pielęgniarka.
— Nancy chce, żeby mama przyszła. Pyta, czy może dostać wodę z kubka z rybką.
Wstałam natychmiast. Przy drzwiach zatrzymał mnie Mark.
— Samantha, proszę. Pozwól mi ją zobaczyć.
Odwróciłam się.
— Powiedz jej sam, co zrobiłeś.
Otworzył usta, ale słowa nie wyszły. Pielęgniarka odsunęła go od drzwi.
— Nie dzisiaj — powiedziała. — Dzisiaj ona potrzebuje bezpieczeństwa, nie wyjaśnień dorosłych.
Weszłam do sali. Nancy miała blade policzki i cienką rurkę przy nosie. Kiedy mnie zobaczyła, wyciągnęła rękę.
— Mamo, rybki już nie gryzą?
Usiadłam przy niej i ostrożnie pogładziłam ją po włosach.
— Nie, kochanie. Lekarze je wyjęli.
— A babcia była smutna?
Spojrzałam na drzwi, za którymi stał świat, który właśnie się rozpadł.
— Była bardzo zagubiona.
Nancy pomyślała chwilę.
— To ona dała mi srebrne kuleczki?
— Tak.
— A tata powiedział, że to lekarstwo.
Nie odpowiedziałam od razu. Wzięłam plastikowy kubek z namalowaną rybką i przyłożyłam go do jej ust.
— Tata zrobił coś bardzo złego — powiedziałam w końcu. — Ale ty nie jesteś temu winna.
Za szybą Evelyn szarpała się z policjantem, a Mark siedział nieruchomo, wpatrzony w swoje dłonie. Nie cieszyłam się z jego upadku. Patrzyłam tylko na człowieka, który dostał wybór i wybrał własne długi zamiast własnego dziecka.
Później zabezpieczono nagranie z jadalni, rachunek ze sklepu, podrobioną umowę i telefon Marka. Pielęgniarka przyniosła mi srebrną muszelkę znalezioną w kieszeni Evelyn. W środku nie było tabletek na serce. Była maleńka lista z datami, godzinami i liczbami.
Przy każdym dniu widniała krótka notatka: dwa, trzy, pięć.
Przy ostatnim wpisie napisano: trzydzieści sześć.
Colleen przyjechała nad ranem i usiadła obok mnie. Nie pytała, dlaczego jej nie posłuchałam. Położyła tylko na stole kopię podrobionej umowy.
— Podpisali nawet za ciebie — powiedziała.
— Ale nie podpisali za Nancy.
W sali córka poruszyła się przez sen. Jej palce zacisnęły się na złamanym różowym grzebyku.
Następnego dnia chirurg powiedział, że czeka ją długa rekonwalescencja, ale będzie mogła wrócić do domu. Nie powiedziałam mu, do którego domu. Wiedziałam tylko, że nie będzie to miejsce, w którym ktoś nazywa metalowe kuleczki lekarstwem.
Kiedy Nancy otworzyła oczy, zapytała, czy może zachować kubek z rybką.
— Oczywiście — odpowiedziałam.
— A jeśli rybki znowu przypłyną?
Przytuliłam ją ostrożnie, omijając bandaż.
— Wtedy będziemy wiedziały, czego naprawdę się boją.
Nancy spojrzała na kubek. Namalowana rybka miała szeroko otwarte oczy, jakby właśnie zobaczyła coś za moimi plecami.
— Mamo — szepnęła. — Ta rybka wygląda jak babcia.
Po raz pierwszy tamtej nocy uśmiechnęłam się przez łzy.
— W takim razie niech pilnuje, żeby już nigdy nie zbliżała się do twojego brzucha.
Przegapiłeś początek?






