CZĘŚĆ 4 — Uratowałam nieznajomego z płonącego samochodu, lecz gdy jego ludzie otoczyli kawiarnię, mój szef nagle pobladł

CZĘŚĆ 4

Kartka drżała mi między palcami.

— Teresa? — zapytałam.

Dominik odwrócił się gwałtownie.

— Co na niej jest?

Przeczytałam pierwsze zdanie. Potem drugie.

Teresa zeznawała, że wieczorem przed zamachem Artur Kulesza przyszedł do kawiarni i pytał, o której kończę pracę. Nie interesował się Dominikiem. Interesował się mną.

Na dole widniał jej podpis.

— Dlaczego mi tego nie powiedziałaś? — zapytałam, gdy godzinę później wróciliśmy do kawiarni.

Teresa stała za ladą, z rękami opartymi o kasę. Mała srebrna łyżeczka drżała w jej palcach.

— Bo Kulesza zagroził, że spali lokal razem ze mną — odpowiedziała. — Myślałam, że jeśli będę udawać, że nic nie wiem, zostawi mnie w spokoju.

— A potem wysłałaś mnie do remizy.

— Bo Leon przyszedł do mnie z tą kartką. Powiedział, że jeśli nie opowiem ci prawdy, zginiesz ty albo twoja córka.

Dominik położył dokument na ladzie.

— Dlaczego podpis jest z wczoraj, skoro zeznanie powstało przed zamachem?

Teresa zbladła.

— Bo podpisałam je dopiero wczoraj. Bałam się wcześniej.

— Kulesza wie, że je masz? — zapytał Leon.

— Nie wiem.

Wtedy usłyszeliśmy trzask szkła na zapleczu.

Jeden z ludzi Dominika pobiegł w tamtą stronę. Po sekundzie dobiegł nas krzyk, a potem dźwięk przewracanych metalowych półek.

— Zostań tutaj — powiedział Dominik.

— Nie będziesz wydawał mi poleceń.

— Emma, człowiek, który znał adres Zosi, jest w budynku.

— W takim razie idę z tobą.

Weszliśmy na zaplecze. Podłoga była śliska od rozlanej wody, a z sufitu zwisała zerwana rura. Wąski korytarz prowadził do bocznych drzwi.

Na mokrych płytkach leżała koperta.

Nie była szara ani biała. Miała kolor żółtej tektury i ślad czerwonego wosku na zamknięciu.

Dominik podniósł ją w rękawiczce.

— To nie jest od Kuleszy — powiedział Leon.

— Skąd wiesz?

— Kulesza zawsze używał papieru z tłoczeniem kancelarii.

Dominik rozerwał kopertę. W środku znajdował się klucz i krótka wiadomość: „Zosia jest bezpieczna. Nie ufaj człowiekowi, który pierwszy zaproponuje ci ochronę”.

Spojrzałam na Dominika.

— To może być jego pułapka.

— Może — przyznał.

Pierwszy raz nie próbował udawać, że ma odpowiedź na wszystko.

Zadzwoniłam do pani Marii. Odebrała natychmiast.

— Emma, Zosia jest tutaj. Ale przed chwilą ktoś próbował otworzyć drzwi kluczem.

— Widziałaś go?

— Tak. To był mężczyzna w garniturze. Znałam go z twojej kawiarni.

— Kto?

Pani Maria zawahała się.

— Mówił, że jest człowiekiem Dominika.

Spojrzałam na czterech ochroniarzy. Jeden z nich, wysoki mężczyzna o jasnej brodzie, odwrócił wzrok.

Dominik zauważył to samo.

— Paolo — powiedział.

Mężczyzna sięgnął pod marynarkę.

Leon rzucił się na niego pierwszy. Uderzyli w stół, a porcelanowe filiżanki posypały się na podłogę. Paolo wyrwał się i pobiegł do wyjścia, ale Teresa zatrzasnęła mu drogę ciężkim wózkiem z napojami.

— Nigdzie nie pójdziesz — syknęła.

Paolo upadł na kolana. Wypadł mu telefon.

Dominik podniósł go, spojrzał na ekran i przez chwilę nic nie mówił. Lista wiadomości zawierała dziesiątki rozmów z Kuleszą.

— To ty prowadziłeś ludzi do mojego domu — powiedział.

— Nie chciałem jej skrzywdzić.

— Chciałeś dostać pieniądze.

— Chciałem, żeby moja rodzina przeżyła.

Dominik kucnął przed nim.

— Kulesza obiecał ci ochronę?

Paolo skinął głową.

— Obiecał wszystkim to samo. Mnie, Leonowi, Teresie. Każdego trzymał za gardło inną obietnicą.

To był drugi zwrot, którego się nie spodziewałam. Kulesza nie zbudował swojej przewagi wyłącznie na strachu. Zbudował ją na cudzej rozpaczliwej potrzebie bezpieczeństwa.

Pojechaliśmy po Zosię. Siedziała na podłodze u pani Marii, obejmując plecak. Kiedy mnie zobaczyła, rzuciła się w moje ramiona.

— Mamo, ten pan powiedział, że jesteś w niebezpieczeństwie.

— Już wiem.

Dominik stanął kilka kroków dalej.

Zosia przyjrzała mu się uważnie.

— To ty byłeś w telewizji?

— Czasami.

— Czy jesteś zły?

Pytanie zawisło w pokoju.

Dominik spojrzał na mnie, jakby odpowiedź zależała ode mnie.

— Jestem człowiekiem, który zrobił dużo złych rzeczy — powiedział. — Ale nie pozwolę, żeby ktoś skrzywdził twoją mamę.

Zosia zmarszczyła brwi.

— To nie to samo co bycie dobrym.

— Nie.

— Więc co zamierzasz zrobić?

Dominik uklęknął, żeby patrzeć jej prosto w oczy.

— Oddać wszystkie dokumenty ludziom, którzy mogą zatrzymać Kuleszę, i zrezygnować z ochrony, którą kupowałem jego pieniędzmi.

— A jeśli wtedy ktoś zaatakuje ciebie?

— Wtedy będę odpowiadał za własne decyzje.

Następnego ranka Kulesza przyszedł do kawiarni, przekonany, że Paolo nadal jest po jego stronie. Teresa otworzyła mu drzwi, ale za ladą nie stałam sama. Leon siedział przy oknie, a Dominik czekał przy stoliku, z teczką i podpisaną kartką przed sobą.

Kulesza zatrzymał się.

— Dominik, możesz jeszcze wszystko naprawić.

— Nie przyszedłem niczego naprawiać.

— Ta kobieta jest dla ciebie nikim.

Dominik spojrzał na mnie.

— To ona wyciągnęła mnie z ognia, kiedy twoi ludzie zostawili mnie tam na śmierć.

Kulesza spróbował się uśmiechnąć.

— I myślisz, że jeden podpis zmieni układ sił?

— Nie. Zmieni go fakt, że każdy człowiek, którego szantażowałeś, ma kopię tych dokumentów.

Teresa przesunęła w jego stronę drugą kartkę.

— Ja też mam kopię.

Leon dołożył trzecią.

— Ja również.

Kulesza spojrzał na mnie.

— A ty czego chcesz?

W kieszeni płaszcza czułam mosiężną blaszkę z numerem siedemnaście. Przez trzy tygodnie uważałam ją za przypadkowy kawałek metalu. Teraz wiedziałam, że właśnie przez nią wszyscy znaleźliśmy się w tej kawiarni.

— Chcę, żebyś powiedział Zosi, dlaczego obcy mężczyzna znał jej adres — odpowiedziałam. — Nie mnie. Jej.

Kulesza roześmiał się nerwowo.

— Dziecko nie zrozumie.

— Zrozumie więcej niż ty.

Zosia stała przy drzwiach z panią Marią. Nie powinna była tego słyszeć, ale sama poprosiła, żeby ją przyprowadzić.

Kulesza zobaczył ją i cofnął się o krok.

— To nie miało tak wyglądać — powiedział.

— Wiem — odparłam. — Miało wyglądać tak, żebym zniknęła po cichu.

Dominik podał dokumenty prokuratorowi, zanim Kulesza zdążył wyjść. Nie było pościgu ani przemówień. Były tylko podpisy, telefony i ludzie, którzy wreszcie przestali ukrywać własne dowody.

Teresa odzyskała kawiarnię po tym, jak Kulesza wycofał się z wymuszonej umowy. Leon zgłosił się jako świadek i przyjął konsekwencje za lata pracy dla Salvatore. Paolo oddał pieniądze, które dostał za śledzenie mnie, i sam wskazał miejsce, gdzie Kulesza przechowywał resztę dokumentów.

Dominik natomiast sprzedał część interesów, których nie potrafił prowadzić legalnie. Nie oczekiwał mojego przebaczenia. Nie prosił, żebym mu zaufała.

Po prostu pewnego wieczoru przyszedł do kawiarni bez ochroniarzy.

— Zapiekanka? — zapytałam.

— Jeśli nadal ją polecasz.

— Już nie. Od tamtej nocy zmieniliśmy przepis.

Usiadł przy stoliku, z którego widać było oba wyjścia. Tym razem nie dlatego, że planował ucieczkę. Zrobił to z przyzwyczajenia.

Zosia przyniosła mu talerz i postawiła przed nim widelec.

— Bez krojenia jak chirurg — ostrzegła.

Dominik spojrzał na nią poważnie.

— Spróbuję.

Kiedy odszedł, wyjął z kieszeni małą mosiężną blaszkę i położył ją na stole.

— To powinno należeć do ciebie — powiedział.

Wzięłam numer siedemnaście między palce. Metal był ciepły od jego dłoni.

Za ladą Teresa krzyknęła, że kawa się przypala. Zosia zaczęła się śmiać. Dominik po raz pierwszy naprawdę się uśmiechnął.

A ja wsunęłam blaszkę do kieszeni fartucha, bo tego wieczoru nie była już kluczem do cudzej skrytki.

Była numerem stolika, przy którym człowiek uratowany z ognia nauczył się odpowiadać za własne imię.

Оцените статью