Mąż powiedział, że nocuje u matki, lecz gdy zapytałam o jego „hydraulika”, jego twarz nagle stężała

Kiedy Aleksiej zobaczył swój telefon w moich dłoniach, upuścił ręcznik na podłogę i przez chwilę patrzył tylko na ekran.

Woda z jego włosów spływała na kafelki. Z łazienki unosiła się para, a na wyświetlaczu wciąż widniała ostatnia wiadomość: „Jutro o dziewiątej podpiszesz papiery. Nie każ mi dłużej czekać”. Pod nią znajdowało się białe serce.

— Kim jest hydraulik? — zapytałam.

Aleksiej przełknął ślinę.

— Oddaj mi telefon.

— Najpierw odpowiedz.

— To nie jest rozmowa, którą powinnaś czytać.

— Za to bardzo dobrze wiem, jak wygląda rozmowa, której mąż nie powinien prowadzić z obcą kobietą.

Jego twarz zrobiła się szara, ale nie z powodu zdrady. Znałam ten wyraz. Widziałam go kilka lat wcześniej, gdy dostał pismo z banku i przez trzy dni udawał, że nic się nie stało.

Odłożyłam telefon na komodę, lecz nie cofnęłam ręki.

— Marta? — powiedziałam.

Aleksiej drgnął.

To wystarczyło.

Marta siedziała obok nas przy stole w moje trzydzieste piąte urodziny. Pamiętałam jej czerwony lakier, cienki srebrny zegarek i sposób, w jaki patrzyła na Aleksieja, kiedy myślała, że nikt nie widzi. Przyniosła wtedy tort z malinami i żartowała, że zna się na rurach lepiej niż niejeden mężczyzna. Uznałam, że jest po prostu energiczną znajomą z pracy.

Teraz zrozumiałam, dlaczego znała mój adres.

— Marta jest właścicielką firmy hydraulicznej — powiedział Aleksiej. — Pomagała mi przy pewnej sprawie.

— Przy której sprawie?

— Nie rób scen.

— To ty zniknąłeś na całą noc.

— Miałem problemy.

— U niej?

Milczał.

W przedpokoju tykał zegar z pękniętą szklaną tarczą. Każde uderzenie wskazówki wbijało mi się pod żebra.

— Czy spałeś z nią? — zapytałam.

— Nina…

— Odpowiedz.

— To nie jest takie proste.

— Dla mnie jest. Albo tak, albo nie.

Wtedy telefon zawibrował. Na ekranie pojawiło się kolejne powiadomienie od Marty: „Jeżeli dziś jej nie powiesz, zrobię to ja”.

Aleksiej rzucił się po aparat, lecz byłam szybsza. Cofnęłam się pod ścianę i ścisnęłam telefon tak mocno, że krawędź obudowy wbiła mi się w dłoń.

— Co mam jej powiedzieć? — wyszeptałam. — Że sprzedałeś coś, co należy do mnie?

Jego spojrzenie zmieniło się natychmiast.

Nie chodziło tylko o zdradę.

Rano zadzwoniłam do mojej przyjaciółki, Luby. Spotkałyśmy się o siódmej w małej piekarni przy ulicy Lipowej. Za ladą brzęczała metalowa łopatka, a zapach ciepłego chleba nie pasował do tego, co mówiłam.

— Nie pytaj go jeszcze o szczegóły — poradziła Lubа. — Najpierw sprawdź, co podpisał.

— Myślisz, że mnie okrada?

— Myślę, że człowiek, który kłamie o miejscu noclegu, może kłamać o wszystkim.

Wróciłam do domu i otworzyłam szufladę z dokumentami. Teczka z aktem własności mieszkania po babci była przesunięta. Pamiętałam, że trzymałam ją pod rachunkami za ogrzewanie. Teraz rachunki leżały na wierzchu, a zamek teczki był otwarty.

W środku nie było aktu.

O jedenastej zadzwoniłam do matki Aleksieja. Gdy usłyszała jego imię, natychmiast ściszyła głos.

— Nino, on wczoraj do mnie nie przyjechał. Ale rano był tutaj.

— Sam?

— Nie. Z jakąś kobietą. Marta miała na sobie ten czerwony płaszcz.

Poczułam, jak zimno przesuwa mi się po karku.

— Co robili?

— Pytali o klucz do mieszkania po twojej babci.

W tej samej chwili na mój telefon przyszła wiadomość z nieznanego numeru: „Jeśli chcesz odzyskać akt własności, przyjdź o szesnastej do kancelarii przy placu Wolności. Sama”.

O szesnastej trzydzieści stałam już przed drzwiami kancelarii, a przez szybę widziałam Aleksieja, Martę i kobietę w granatowej marynarce. Kobieta trzymała grubą teczkę. Kiedy mnie dostrzegła, podniosła wzrok, otworzyła dokumenty i powiedziała:

— Pani Nino, zanim pani wejdzie, musi pani wiedzieć, że pański mąż próbował dziś…

CZĘŚĆ 2

— …sprzedać pani mieszkanie — dokończyła kobieta, gdy weszłam do środka.

Powietrze w kancelarii pachniało kurzem i kawą. Na stole leżała granatowa teczka, a obok niej mój akt własności. Rozpoznałam go po małej plamie po herbacie w dolnym rogu. Sama ją zrobiłam, kiedy babcia po raz ostatni podpisywała dokumenty.

Aleksiej poderwał się z krzesła.

— Nino, wysłuchaj mnie.

— Najpierw chcę usłyszeć, dlaczego mój akt leży tutaj.

Kobieta w marynarce przedstawiła się jako pani Wrona, notariuszka. Marta stała przy oknie i ściskała pasek torebki. Nie wyglądała na kochankę, która wygrała. Wyglądała na kogoś, kto przez całą noc płakał.

— Pani mąż przyszedł rano z pełnomocnictwem — powiedziała pani Wrona. — Twierdził, że podpisała je pani dwa tygodnie temu.

— Nie podpisałam.

— Właśnie dlatego poprosiłam o osobiste potwierdzenie.

Aleksiej zrobił krok w moją stronę.

— To było tylko zabezpieczenie. Nie chciałem sprzedawać mieszkania.

— W dokumentach zapisano sprzedaż.

— Miałem długi.

Słowo „długi” zawisło między nami ciężko jak mokry płaszcz.

— Ile? — zapytałam.

— To nie ma znaczenia.

— Skoro chciałeś rozporządzać moim mieszkaniem, ma ogromne znaczenie.

Marta odwróciła się od okna.

— Powiedz jej całość, Aleksiej.

— Nie wtrącaj się.

— To przeze mnie tu jesteśmy.

Spojrzałam na nią.

— Przez ciebie?

Marta położyła na stole kopertę z rachunkami. Na kilku kartkach widniały przelewy z naszego wspólnego konta. Małe kwoty, zawsze poniżej granicy, przy której bank wysyłał ostrzeżenie. Raz tysiąc dwieście złotych, potem dziewięćset, później dwa tysiące. Razem ponad czterdzieści tysięcy.

— Te pieniądze nie poszły na mieszkanie — powiedziała. — Aleksiej wpłacał je do zakładów.

Poczułam mdłości.

— To niemożliwe.

— Wiem — odpowiedziała. — Dlatego przez miesiąc sprawdzałam wyciągi.

— Po co?

Marta spojrzała na niego.

— Bo obiecał mi, że odejdzie od ciebie i otworzymy razem warsztat. Mówił, że mieszkanie po babci jest już właściwie jego. Że masz podpisać zgodę, bo jesteś mu winna pieniądze za remont.

Parsknęłam gorzko.

— Byłam ci winna?

— Nie — powiedział Aleksiej.

— To dlaczego tak jej powiedziałeś?

Nie odpowiedział.

Pani Wrona wzięła z biurka drugi dokument.

— Jest jeszcze jedna kwestia. Podpis na pełnomocnictwie nie jest podpisem pani Niny, ale został złożony przy użyciu kopii jej dowodu osobistego.

— Gdzie ją znalazłeś? — zapytałam.

Aleksiej zacisnął palce na oparciu krzesła.

— W domu.

— W szufladzie, do której nie zaglądasz?

— Potrzebowałem czasu.

— Na co?

— Żeby wszystko naprawić.

Marta uderzyła dłonią w stół.

— Przestań mówić, że naprawiasz! Wczoraj dowiedziałam się, że mieszkanie miało zostać sprzedane jutro rano, a pieniądze miały trafić na konto człowieka, któremu jesteś winien pieniądze.

Aleksiej odwrócił się do niej.

— Nie miałaś prawa przychodzić do mojej matki.

— Miałam prawo wiedzieć, że okłamałeś mnie tak samo jak ją.

Wtedy zrozumiałam, dlaczego kontakt w telefonie nazywał się „Hydraulik”. Nie chodziło tylko o ukrycie romansu. Aleksiej chciał, żeby żadna z nas nie odnalazła drugiej.

Wyjęłam telefon i pokazałam pani Wronie wiadomości.

— Czy z tym mogę coś zrobić?

— Proszę zachować wszystko. I nie podpisywać żadnego dokumentu. Musimy zablokować czynność, zanim pojawi się kupujący.

— Kiedy miał przyjść?

Pani Wrona spojrzała na zegar.

— Jutro o ósmej.

Wychodząc, znalazłam na klatce schodowej teściową. Stała przy kaloryferze i trzymała w ręce mały klucz.

— To od piwnicy — powiedziała. — Znalazłam tam pudło z rzeczami Aleksieja. Powiedział, że mam je wyrzucić.

— Co w nim jest?

— Nie wiem. Ale na dnie leży list od twojej babci.

Aleksiej, który właśnie wyszedł za nami, usłyszał te słowa i nagle rzucił się w stronę klucza. Teściowa cofnęła dłoń, a metal zadźwięczał o poręcz.

— Nie otwieraj tego pudła — syknął.

I wtedy zrozumiałam, że w piwnicy może znajdować się coś, czego nie zdążył zniszczyć…

CZĘŚĆ 3

— Zostaw ten klucz — powiedziałam.

Aleksiej zatrzymał się na półpiętrze. Żarówka nad schodami migotała, rzucając na jego twarz nierówne cienie.

— Nino, nie wiesz, co robisz.

— Wiem, że od miesięcy zabierałeś pieniądze, ukradłeś mój akt i próbowałeś sprzedać moje mieszkanie. Teraz chcę wiedzieć, co jest w pudle.

Jego matka patrzyła na syna z przerażeniem.

— Aleksiej, powiedz jej prawdę.

— Mamo, wracaj do domu.

— Nie. Przez ciebie uwierzyłam, że Nina cię krzywdzi, bo nie chciała przepisać na ciebie mieszkania.

Zeszliśmy do piwnicy. Pachniało mokrym betonem i węglem. Pudło stało pod półką z przetworami, przykryte zielonym kocem. Na kartonie widniało moje imię napisane charakterem pisma babci.

Otworzyłam je.

Na wierzchu leżał list, niżej koperta bankowa, stary notes i mały mosiężny klucz z przyczepioną kartką: „Dla Niny, gdyby Aleksiej znów chciał wszystko załatwić sam”.

Palce zaczęły mi drżeć.

— Babcia wiedziała? — zapytałam.

Teściowa zakryła usta dłonią.

Aleksiej usiadł na skrzynce.

— To nie tak.

Rozłożyłam list. Babcia pisała, że przed śmiercią przekazała mieszkanie mnie, nie dlatego, że uważała mnie za lepszą od wnuka, ale dlatego, że Aleksiej poprosił ją o pieniądze na spłatę hazardowych długów i obiecał, że nigdy więcej nie będzie ryzykował.

W kopercie znajdowało się potwierdzenie tamtej pożyczki. Podpis Aleksieja. Data sprzed naszego ślubu.

— Wiedziałaś o tym? — spytałam teściową.

Kobieta usiadła obok syna.

— Wiedziałam o pierwszym długu. Nie wiedziałam o kolejnych.

Aleksiej pochylił głowę.

— Chciałem oddać wszystko.

— Sprzedając moje mieszkanie?

— Chciałem spłacić człowieka, który groził, że przyjdzie do pracy i zrobi ci krzywdę.

Marta, stojąca przy schodach, zbladła.

— Mówiłeś, że pieniądze są na warsztat.

— Musiałem cię w to wciągnąć, żebyś mi pomogła z dokumentami.

— Wykorzystałeś mnie.

— Tak.

To krótkie słowo uderzyło mocniej niż wszystkie jego wymówki.

Wyjęłam z notesu kartkę z adresem i numerem telefonu. Rozpoznałam nazwisko człowieka, który kilka miesięcy wcześniej dzwonił do mnie i pytał o Aleksieja. Wtedy mąż powiedział, że to dostawca.

— On przyjdzie jutro? — zapytałam.

— Jeśli nie dostanie pieniędzy, przyjdzie dziś — odpowiedział Aleksiej.

Teściowa wstała.

— Dlaczego nic nie powiedziałeś?

— Bo bałem się, że mnie wyrzucicie.

— Powinieneś był bać się tego, co robiłeś — powiedziałam.

W kancelarii pani Wrona natychmiast odwołała jutrzejsze spotkanie i przyjęła moje oświadczenie. Marta przekazała jej wyciągi oraz wiadomości. Aleksiej siedział przy ścianie, a jego mokre włosy dawno już wyschły.

Myślałam, że najgorsze jest za nami.

Wtedy mój telefon zadzwonił. Numer był nieznany.

— Pani Nina? — zapytał męski głos. — Mam dla pani propozycję. Mieszkanie może zostać ocalone, ale musi pani przyjść sama. Jeśli nie, jutro rano wszyscy dowiedzą się, komu naprawdę należy się ten lokal.

Spojrzałam na Aleksieja. On również usłyszał głos z głośnika i pobladł.

— Nie jedź — wyszeptał.

— Kim on jest?

Aleksiej zamknął oczy.

— Człowiekiem, któremu oddałem kopię klucza do piwnicy.

W tej chwili z korytarza dobiegł metaliczny zgrzyt. Ktoś przekręcał zamek w drzwiach kancelarii od środka…

FINAŁOWA CZĘŚĆ

Aleksiej zobaczył człowieka przy drzwiach kancelarii i zbladł…

Myślałam, że odkryłam zdradę. Prawda okazała się znacznie większa i znacznie bardziej niebezpieczna.

Wtedy Aleksiej położył telefon na stole.
„Kończę to.”
A ja zrozumiałam, że jeszcze nie znam całej ceny jego kłamstw.

😱 ODKRYJ, CO UKRYWALI →

👇 Finał tej historii jest już otwarty

Оцените статью