CZĘŚĆ 4 — Mąż powiedział, że nocuje u matki, lecz gdy zapytałam o jego „hydraulika”, jego twarz nagle stężała

CZĘŚĆ 4

Zgrzyt powtórzył się dwa razy.

Pani Wrona podniosła głowę.

— Nikogo więcej nie zapraszałam.

Marta chwyciła mnie za łokieć.

— To on.

Drzwi otworzyły się powoli. Do kancelarii wszedł niski mężczyzna w granatowej czapce. Trzymał skórzaną teczkę i klucz do piwnicy. Aleksiej skulił się na krześle, jakby znał każdy krok tego człowieka.

— Pan Krawiec — powiedział.

Mężczyzna spojrzał na mnie.

— Pani Nina. Wreszcie się poznajemy.

— Proszę wyjść — zażądała pani Wrona.

— Wyjdę, kiedy odzyskam swoje pieniądze.

— To nie jest pańska własność — odpowiedziałam.

Krawiec uśmiechnął się bez cienia wesołości.

— Pani mąż zastawił mieszkanie. Mam umowę, pokwitowania i klucz. Jeśli dziś nie zapłaci, jutro kupujący dowie się, że lokal nie jest tak czysty, jak mu obiecano.

— Nie może pan sprzedać mojego mieszkania.

— Ja nie. Ale pański mąż próbował.

Aleksiej zerwał się z krzesła.

— Powiedziałeś, że nie przyjdziesz tutaj!

— Powiedziałeś, że żona podpisze.

— Nie wciągaj jej w to!

Krawiec położył teczkę na biurku. Z dokumentów wysunęło się pokwitowanie z podpisem Aleksieja i zdjęcie dowodu osobistego. Pod spodem znajdowała się kartka z numerem konta oraz kwotą znacznie większą niż ta, o której mówił.

Dwieście osiemdziesiąt tysięcy złotych.

Poczułam, że kolana mam miękkie.

— Tyle przegrałeś?

Aleksiej patrzył w podłogę.

— Nie od razu.

— Ile razy?

— Nie wiem.

— Wiesz.

— Za dużo.

Marta cofnęła się od niego.

— Mówiłeś, że chodzi o czterdzieści tysięcy.

— Bałem się, że odejdziesz.

— Już odeszłam.

Krawiec pochylił się nad biurkiem.

— Pani Nino, ja nie chcę pańskiego mieszkania. Chcę pieniędzy. Pański mąż obiecał mi, że po sprzedaży odda całość.

— A jeśli nie dostanie pan pieniędzy?

— Wtedy dokumenty trafią do człowieka, który czeka na zakup. A on nie będzie pytał, czy podpis jest prawdziwy.

Pani Wrona podniosła teczkę i wyjęła z niej jedną kartkę.

— Panie Krawiec, ten dokument jest bezwartościowy. Pełnomocnictwo jest podrobione, a próba sprzedaży została odnotowana jako zablokowana. Jeżeli będzie pan posługiwał się nim dalej, sam narazi się pan na poważne konsekwencje.

Mężczyzna zacisnął szczękę.

— To groźba?

— Informacja.

Przez chwilę nikt się nie poruszył.

Wtedy Aleksiej zrobił coś, czego się nie spodziewałam. Wyjął z kieszeni telefon i położył go na stole.

— Mam jeszcze jeden dokument — powiedział.

— Co ty robisz? — spytała Marta.

— Kończę to.

Otworzył wiadomość, którą wcześniej ukrywał. Była wysłana do Krawca trzy dni temu.

„Jeśli Nina nie podpisze, zabiorę jej akt i zrobię to przez kancelarię. Mam kopię dowodu. Nie martw się, ona niczego nie sprawdzi”.

Krawiec rzucił się po telefon, ale pani Wrona była szybsza i odsunęła go na drugi koniec biurka.

Spojrzałam na Aleksieja.

— Po co to pokazałeś?

— Bo on powiedział, że jeśli nie sprzedam mieszkania, przyjdzie do ciebie. I wtedy zrozumiałem, że już nie potrafię cię ochronić. Nie przed nim. Przede mną.

— Nie nazywaj tego ochroną.

— Wiem.

— Nie, nie wiesz. Ochrona nie polega na kradzieży czyjegoś podpisu.

Jego matka podeszła do syna. W dłoni trzymała mały klucz z piwnicy.

— Oddałeś mu go?

Aleksiej skinął głową.

— Myślałem, że w pudle jest tylko akt.

— A list babci?

— Nie wiedziałem o nim.

Teściowa spojrzała na mnie, a potem na niego.

— Twoja babcia wierzyła, że Nina nie pozwoli ci zniszczyć siebie.

— Nie zasłużyłem na jej wiarę — powiedział Aleksiej.

Krawiec ruszył do wyjścia, lecz pani Wrona zatrzymała go przy drzwiach.

— Zostawia pan dokumenty.

— Nie ma pani prawa.

— Mam prawo zatrzymać kopie materiałów związanych z próbą dokonania czynności na podstawie podrobionego pełnomocnictwa. Jeśli chce pan odzyskać swoje pokwitowania, proszę przyjść z osobą, która udzieli panu porady prawnej.

Mężczyzna spojrzał na Aleksieja.

— Myślisz, że ona cię uratuje?

— Nie — odpowiedział Aleksiej. — Ona już ratuje siebie.

Krawiec wyszedł.

Marta stała przy biurku, zaciskając palce na czerwonym pasku torebki.

— Dlaczego mnie okłamałeś? — zapytała.

Aleksiej nie próbował się tłumaczyć.

— Bo wiedziałem, że gdybyś poznała prawdę, nie pomogłabyś mi.

— Miałeś rację.

Oddała pani Wronie wszystkie wydruki i wyszła bez pożegnania.

Patrzyłam za nią przez szybę, aż czerwony płaszcz zniknął za rogiem. Nie czułam zazdrości. Czułam zmęczenie po kimś, kto przez wiele miesięcy budował dwie kłamliwe historie naraz i wmówił sobie, że panuje nad obiema.

Wróciłam do domu z teściową. Aleksiej szedł kilka kroków za nami.

W kuchni wyjęłam z szuflady trzy koperty, które przygotowała pani Wrona. Jedną dla banku, jedną dla księgowej i jedną dla Aleksieja.

— Wspólne konto zostaje zamknięte — powiedziałam.

— Dobrze.

— Twoje rzeczy spakuję jutro. Zamieszkasz u matki albo gdzie indziej.

Teściowa spuściła wzrok.

— Może zostać u mnie.

Aleksiej spojrzał na nią z niedowierzaniem.

— Mamo…

— Nie dlatego, że ci wybaczyłam. Dlatego, że nie pozwolę, żebyś zniknął razem z długami.

To był cios, którego nie przewidział.

Podeszłam do półki i wzięłam list babci. Papier był cienki, pożółkły, a na końcu widniało jedno zdanie: „Nie oddawaj nikomu klucza do miejsca, które dostałaś własnym zaufaniem”.

Aleksiej patrzył na ten list długo.

— Ona mnie znała — powiedział.

— Znała twoje możliwości. To nie to samo co usprawiedliwienie.

Usiadł przy stole, tym samym, przy którym Marta jadła tort w dniu moich urodzin.

— Co teraz ze mną będzie?

— Będziesz spłacał swoje długi. Sprzedasz samochód, zamkniesz zakłady, oddasz mi pieniądze z konta. Resztę ustalisz z bankiem.

— A ty?

— Ja zostaję przy mieszkaniu.

— Chciałem cię prosić, żebyś go nie sprzedawała.

— Nie sprzedaję. Ale nie dlatego, że mnie poprosiłeś.

Wyjął z kieszeni mały plastikowy brelok do piwnicy i położył go obok listu.

— To zabierz.

— Nie chcę twoich kluczy.

— To nie są moje klucze. Babcia dała je tobie.

Wzięłam brelok. Był porysowany i cięższy, niż pamiętałam.

Następnego ranka pani Wrona zadzwoniła przed ósmą. Kupujący odwołał spotkanie, gdy dowiedział się, że pełnomocnictwo jest nieważne. Bank przyjął zawiadomienie o nieautoryzowanych przelewach. Marta podpisała oświadczenie, że Aleksiej wprowadził ją w błąd i użył jej firmy jako przykrywki.

Nie wiedziałam, czy kiedyś jej podziękuję.

Nie musiałam tego rozstrzygać tego dnia.

Aleksiej spakował się do tej samej sportowej torby, z którą wyszedł rzekomo do matki. Została w niej jedna koszula, ładowarka i list babci, którego nie pozwoliłam mu zabrać.

Przy progu zatrzymał się.

— Nina.

— Co?

— Naprawdę myślałem, że zdążę wszystko naprawić.

— Wiem.

— To najgorsze?

Spojrzałam na porysowany brelok w swojej dłoni.

— Najgorsze było to, że przez chwilę ci uwierzyłam.

Wyszedł z torbą, która nie należała już do żadnej historii o nocowaniu u matki.

A ja wróciłam do piwnicy, podniosłam karton z napisem „Dla Niny” i przyczepiłam do niego klucz.

Na metalowej zawieszce dopisałam tylko: „Nie dla niego”.

Оцените статью