Złamałam najważniejszy zakaz w posiadłości Romano, a kiedy Victor wszedł do biblioteki, jego twarz nagle stężała

O drugiej nad ranem obudziło mnie szuranie krzesła pod drzwiami biblioteki i cichy, urywany oddech dziecka, którego nikt w tym domu nie potrafił uspokoić.

Leżałam na wąskim łóżku w pokoju służby, wciąż ubrana w granatowy uniform. Deszcz walił w dach, a pioruny rozświetlały korytarz przez mleczne szyby. Na krześle wisiał mój fartuch z małą mosiężną agrafką w kształcie jaskółki. Matka przyszyła ją do materiału, zanim przyjęłam pracę u Romano.

Nie zdążyłam nawet założyć butów, gdy rozległ się kolejny krzyk.

Nie był głośny. Był gorszy. Brzmiał tak, jakby ktoś próbował wołać o pomoc, ale zapomniał, jak używa się głosu.

Wybiegłam na korytarz.

— Panno Brooks! — syknęła pani Higgins z końca galerii. — Proszę natychmiast wrócić do pokoju.

Stała pod lampą, ściskając pęk kluczy. Metal drżał w jej dłoni.

— To Mia.

— Wiem, czyja to jest siostra.

— Ona się boi.

— I dlatego nie wolno pani do niej iść.

Wtedy coś uderzyło w drzwi biblioteki od środka. Raz. Drugi.

Pani Higgins pobladła.

— Ochrona już jedzie — powiedziała, ale nawet ona nie uwierzyła we własne słowa.

Znałam ten ton. Przez dwa lata słyszałam go w szpitalu, gdy lekarze mówili matce, że jeszcze chwila, jeszcze jedna noc, jeszcze jeden rachunek. Słowa, które miały uspokajać, a tylko kupowały czas.

Pobiegłam.

Biblioteka była lodowata. Mia siedziała pod ciężkim dębowym biurkiem, z kolanami przyciśniętymi do piersi. Jej bose stopy były sine, a palce zaciskały się na skrawku czerwonej wstążki.

— Miuś, to ja, Hannah.

Dziewczynka spojrzała na mnie, lecz nie poruszyła ustami.

W tej samej chwili piorun zatrząsł szybami. Mia wydała z siebie zdławiony dźwięk i cofnęła się tak gwałtownie, że uderzyła głową o nogę biurka.

Miałam wezwać ochronę. Taki był rozkaz. Nikt nie mógł jej dotykać, pytać ani pocieszać.

Odpięłam radio od paska.

Potem odłożyłam je na dywan.

— Nie musisz wychodzić — powiedziałam, wsuwając się pod biurko. — Posiedzę tutaj.

— Panno Brooks! — krzyknęła pani Higgins. — Proszę natychmiast opuścić pomieszczenie!

Mia wyciągnęła rękę.

Niepewnie. Jakby sama nie wiedziała, czy ma prawo o coś prosić.

Otworzyłam ramiona.

— Tylko jeśli chcesz.

Rzuciła się na mnie.

Jej paznokcie wbiły się w mój uniform, a policzek przywarł do mojego serca. Czułam każdy jej spazm. Zaczęłam nucić melodię, którą matka śpiewała podczas zmywania naczyń.

Po czterdziestu minutach drzwi otworzyły się z hukiem.

Victor Romano stał w progu. Miał mokrą koszulę, krew na knykciu i broń przy biodrze. Za nim czekało trzech uzbrojonych mężczyzn.

Spojrzał na mnie, potem na śpiącą Mię.

— Przepraszam — wyszeptałam. — Znam regulamin, ale ona…

— Jak się nazywasz?

— Hannah Brooks.

Jego twarz zmieniła się na ułamek sekundy.

Victor uklęknął przy biurku.

— Nie budź jej — powiedział.

Kiedy ochroniarze wyszli, usiadł na skórzanym krześle i przez kilka minut patrzył na siostrę. Moja noga zdrętwiała tak mocno, że ledwie czułam stopę.

— Jak długo będziemy tak siedzieć? — zapytałam.

— Dopóki się nie obudzi.

— Moja lewa stopa umarła.

Kącik jego ust drgnął. Pierwszy raz zobaczyłam w nim coś innego niż chłód.

Wtedy na korytarzu rozległ się dźwięk telefonu.

Victor podniósł aparat. Słuchał trzy sekundy. Potem spojrzał na mnie, a cała miękkość zniknęła z jego twarzy.

— Ktoś pyta o pannę Brooks — powiedział.

— Kto?

Nie odpowiedział. Wstał, wyjął z kieszeni klucz i podszedł do zamkniętej szafki w bibliotece.

Zamek kliknął.

Victor sięgnął po cienką, czarną teczkę i zaczął ją otwierać…

CZĘŚĆ 2

Victor rozchylił teczkę, ale zanim wyjął z niej pierwszy dokument, Mia poruszyła się na mojej piersi.

Zamarliśmy oboje.

Dziewczynka zacisnęła palce na moim fartuchu i zamruczała przez sen. Czerwona wstążka wysunęła się z jej dłoni na dywan.

Victor natychmiast zamknął teczkę.

— Zabierz ją do pokoju — powiedział.

— Przed chwilą kazał mi pan jej nie budzić.

— Teraz mówię coś innego.

— A jeśli się obudzi?

Jego szczęka napięła się.

— Wtedy będę obok.

Podniosłam Mię ostrożnie. Była drobna, ale przez całe nocne czuwanie moje ramiona drżały z wysiłku. Victor wyciągnął ręce, jednak dziewczynka natychmiast wtuliła się we mnie mocniej.

— Nie chce pana — powiedziałam cicho.

W jego oczach pojawił się ból, szybko przykryty gniewem.

— Ona nie wie, czego chce.

— Wie, kogo się teraz nie boi.

Na korytarzu zapaliły się czerwone lampki alarmowe. Ich blask przesuwał się po marmurowej posadzce jak pulsująca rana.

Pani Higgins podbiegła do nas.

— Panie Romano, południowa brama została otwarta.

— Przez kogo?

— Nie wiemy.

Victor spojrzał na mnie.

— Odłóż Mię na kanapę.

— Nie.

— Hannah.

To był pierwszy raz, gdy wypowiedział moje imię. Nie zabrzmiało jak prośba.

— Jeśli ktoś wszedł do domu, nie zostawię jej samej.

— Nikt tu nie wejdzie.

— Pańska siostra też tak myślała, zanim zaczęła krzyczeć.

Pani Higgins zacisnęła usta.

— Ta dziewczyna przekracza granice.

— A pani przez jedenaście dni nie zauważyła, że Mia nie je kolacji — odpowiedziałam.

Kobieta cofnęła się, jakby ją spoliczkowałam.

Victor uniósł dłoń.

— Dość. Sprowadźcie doktora Lewisa. I przynieście listę wszystkich pracowników.

Poczułam zimno pod żebrami.

— Dlaczego listę?

— Bo ktoś znał kod bramy.

Przeniesiono nas do małego salonu przy bibliotece. Zegar wskazywał trzecią siedemnaście. Na stoliku stała filiżanka herbaty, której para pachniała gorzkimi ziołami. Mia nadal spała, a ja siedziałam z nią na sofie, podczas gdy Victor przeglądał dokumenty.

W końcu wyciągnął jedną kartkę.

— Twoja matka nazywa się Eleanor Brooks?

Moje palce zesztywniały na plecach Mii.

— Tak.

— Pracowała kiedyś w klinice świętego Rafała?

— Przez dziewięć lat. Skąd pan wie?

— Zajmowała się rozliczeniami.

— To nie jest tajemnica.

— Nie. Tajemnicą jest to, dlaczego jej nazwisko pojawia się w aktach zamachu na moją rodzinę.

Serce uderzyło mi tak mocno, że Mia poruszyła głową.

— Moja matka nie miała z tym nic wspólnego.

— Tego nie powiedziałem.

— Ale pan tak myśli.

Victor odłożył kartkę. Na jej rogu widniał ślad po zszywce i brązowa plama, której nie potrafiłam rozpoznać.

— Cztery dni przed eksplozją ktoś wypłacił jej pieniądze.

— Moja matka była wtedy w szpitalu.

— Wiem.

— To była zaliczka na leczenie. Mam rachunki.

— Wierzę ci.

Jego odpowiedź była tak spokojna, że bardziej mnie przestraszyła niż oskarżenie.

O czwartej rano doktor Lewis zbadał Mię. Dziewczynka nie obudziła się, kiedy mierzył jej puls.

— To pierwszy spokojny sen od miesięcy — powiedział lekarz.

Victor odwrócił wzrok.

Wtedy telefon na biurku zadzwonił po raz drugi. Odebrał go jeden z ochroniarzy i podał mu słuchawkę.

Victor słuchał, a potem spytał:

— Jesteś pewien, że widziałeś ją przy bramie?

Spojrzał na mnie.

— Kogo? — zapytałam.

Nie zdążył odpowiedzieć. Z korytarza dobiegł krzyk pani Higgins.

— Panie Romano! Panna Brooks nie może wyjechać z posiadłości!

Victor wstał.

— Dlaczego?

— Bo znaleźliśmy coś w jej pokoju.

Mia otworzyła oczy dokładnie w chwili, gdy do salonu wbiegł ochroniarz z małym metalowym pudełkiem w dłoni…

❤️ Dziękuję, że dotarliście aż tutaj. Ciąg dalszy czeka już w pierwszym komentarzu. 👇

Jeśli komentarz nie wyświetli się od razu, wybierzcie opcję „Pokaż wszystkie komentarze”.

Jeśli chcecie poznać dalszy ciąg, zostawcie polubienie i napiszcie w komentarzu „Tak”.

CZĘŚĆ 3

Metalowe pudełko wylądowało na stole z ciężkim stukiem.

Mia usiadła gwałtownie. Jej oczy rozszerzyły się na widok przedmiotu, a potem dziewczynka zaczęła oddychać tak szybko, że doktor Lewis podbiegł do niej.

— Schowajcie to — powiedziałem, a właściwie powiedziałam, bo głos uwiązł mi w gardle. — Natychmiast.

Victor spojrzał na ochroniarza.

— Gdzie to znaleziono?

— Pod materacem w pokoju panny Brooks.

— To kłamstwo — wyrzuciłam z siebie. — W moim pokoju nie ma żadnego pudełka.

Pani Higgins stała za nim z rękami splecionymi na brzuchu.

— W takim razie ktoś je tam włożył.

— I zostawił panią, żeby je znalazła?

— Proszę uważać.

Victor otworzył wieko.

W środku leżał mosiężny klucz, pożółkła karta dostępu do kliniki świętego Rafała i mały skrawek papieru z czterema cyframi. Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy.

Te cyfry znałam.

Były datą operacji matki.

— To nie moje — powiedziałam.

— Klucz ma wygrawerowany znak kliniki — zauważył Victor.

— Nigdy go nie widziałam.

Mia zaczęła płakać bezgłośnie. Podeszłam do niej, lecz Victor mnie zatrzymał.

— Nie dotykaj jej.

— Ona panikuje!

— Powiedziałem…

— A ja mówię, że pańskie rozkazy nie oddychają za nią!

Wtedy z korytarza dobiegł głos:

— To nie Hannah.

Wszyscy odwróciliśmy głowy.

W drzwiach stał Luca Ferri, najstarszy kierowca w domu. Miał przemoknięty płaszcz i laskę, której używał po wypadku sprzed lat. Przez jedenaście dni widywałam go tylko rano przy garażu.

Victor zrobił krok do przodu.

— Kto pozwolił ci wejść?

— Nikt. Przyszedłem, bo zobaczyłem człowieka przy południowej bramie.

— Mów.

Luca spojrzał na panią Higgins.

— To ona zaniosła pudełko do pokoju panny Brooks.

Kobieta cofnęła się.

— Kłamiesz.

— Nie. Kłamałem przez dwa lata, kiedy mówiłem, że tamtej nocy prowadziłem samochód pana Victora.

W pokoju zrobiło się tak cicho, że słyszałam kapanie wody z jego płaszcza.

Victor chwycił go za kołnierz.

— Powtórz.

— Nie prowadziłem. Samochód odjechał z posiadłości wcześniej. Pani Higgins wpuściła do niego pana Salvatore Romano.

Victor puścił jego ubranie.

— Mój stryj nie żyje.

— Ale jego rozkazy zostały. Miał rachunki, nazwiska i człowieka w klinice.

Luca wyjął z kieszeni kopertę owiniętą folią. Nie była szara ani biała, lecz żółta od wilgoci i zapisana czerwonym atramentem.

— Znalazłem ją za tapicerką samochodu. Bałem się ją oddać.

Victor wyrwał mu kopertę. W środku znajdowała się strona z księgi płatności. Przy jednej pozycji widniał podpis Salvatorego. Przy następnej — nazwisko Eleanor Brooks.

— To moja matka — powiedziałam.

— Nie — odparł Luca. — To nazwisko świadka, nie wspólniczki.

Z kieszeni wyjął drugi dokument.

— Pani Eleanor odkryła, że pieniądze przeznaczone na ochronę dzieci zostały wypłacone przed zamachem. Zabrała kopię księgi i przekazała ją człowiekowi, któremu ufała.

— Komu? — spytał Victor.

Luca spojrzał na niego.

— Pańskiemu ojcu.

Victor zbladł.

Luca mówił dalej. Eleanor nie dostała łapówki. Została zaatakowana, a rachunki medyczne były skutkiem tamtej napaści. Salvatore kazał ją uciszyć, a potem wykorzystał jej nazwisko, by odsunąć podejrzenia od siebie.

— Dlaczego matka nigdy mi nie powiedziała? — zapytałam.

— Bo zagrożono, że zabiją panią — odpowiedział Luca.

Victor podniósł wzrok znad dokumentu.

— Gdzie jest teraz Eleanor?

Mój telefon zawibrował w kieszeni.

Nieznany numer.

Odebrałam.

Przez kilka sekund słyszałam tylko czyjś oddech, a potem głos matki:

— Hannah, nie wracaj do domu. Oni już wiedzą, że znalazłaś klucz.

Połączenie się urwało.

Na stole, pod otwartym pudełkiem, leżała jeszcze jedna kartka. Victor ją podniósł. Przeczytał pierwsze zdanie i zacisnął palce tak mocno, że papier się pomarszczył.

— Co tam jest? — spytałam.

Spojrzał na mnie.

— Adres miejsca, w którym moja matka ukryła dowód. I nazwisko człowieka, który od dziesięciu lat pilnuje, żeby nikt do niego nie dotarł…

FINAŁOWA CZĘŚĆ

Jedna kartka sprawiła, że Victor musiał wybrać…

Myślałam, że najgorsza prawda już wyszła na jaw. Nie wiedziałam, że za nią ktoś wciąż ukrywał moją matkę.

Victor spojrzał na człowieka, który odebrał mu rodzinę.
„Nie dam ci tego.”
A potem opuścił zaciśniętą dłoń.

😱 POZNAJ ICH SEKRET →

👇 Finał tej historii jest już otwarty

Оцените статью