CZĘŚĆ 4 — Złamałam najważniejszy zakaz w posiadłości Romano, a kiedy Victor wszedł do biblioteki, jego twarz nagle stężała

CZĘŚĆ 4

Nazwisko brzmiało: doktor Adrian Vale.

Znałam je.

Nie z gazet ani z rozmów w posiadłości. Z rachunków matki.

To on leczył Eleanor po napaści. To on podpisywał kolejne zgody na zabiegi, które zadłużyły ją na lata. To jego klinika co miesiąc wysyłała nam nowe wezwania do zapłaty.

— On nadal pracuje? — zapytałam.

— W prywatnym ośrodku na północy — odpowiedział Luca. — Od dawna pod zmienionym nazwiskiem.

Victor odwrócił się do pani Higgins.

— Ile mu płaciłaś?

Kobieta nie odpowiedziała.

Mia siedziała na sofie, ściskając czerwoną wstążkę. Jej twarz była mokra od łez, ale patrzyła już nie na pudełko, tylko na Victora.

— Pytam ostatni raz — powiedział Victor.

Pani Higgins podniosła brodę.

— Twój stryj obiecał mi, że jeśli pomogę zabezpieczyć rodzinę, dostanę dożywotnią rentę.

— Zabezpieczyć rodzinę?

— Miałeś zginąć razem z rodzicami. Mia przeżyła przypadkiem. Potem trzeba było pilnować, żebyś nie odkrył, kto wydał rozkaz.

— A zamach zniszczył moją rodzinę.

— Salvatore uważał, że rodzina bez kontroli jest słabością.

Victor zbliżył się do niej.

— I dlatego przez dwa lata patrzyłaś, jak moja siostra nie mówi, nie śpi i krzyczy przy każdym grzmocie?

— To nie ja podłożyłam bombę.

— Ale zamknęłaś ją w strachu.

Pani Higgins nagle sięgnęła po nóż do papieru leżący obok pudełka.

Zrobiła to szybko, lecz nie dość szybko.

Luca uderzył laską w jej nadgarstek. Nóż spadł na dywan, a Victor przycisnął kobietę do stołu. Mia krzyknęła.

Przyciągnęłam ją do siebie.

— Spójrz na mnie — szepnęłam. — Oddychaj razem ze mną.

— Hannah! — zawołał Victor.

— Nie ruszaj się!

Moje słowa zabrzmiały ostrzej, niż zamierzałam. Victor zatrzymał się. Pani Higgins leżała z policzkiem przyciśniętym do drewna, a ochroniarze weszli do pokoju dopiero wtedy, gdy Luca wskazał im nóż.

Nie wezwano od razu policji.

Victor kazał zamknąć panią Higgins w starej piwnicy na wino, gdzie czekał na nią jego własny prawnik i człowiek od wewnętrznych rozliczeń. Nie chciał, żeby dokumenty zniknęły, zanim ujawni prawdę całej rodzinie.

Potem spojrzał na mnie.

— Jedziemy po twoją matkę.

— Jeśli to pułapka?

— Jest.

— To po co jedziesz?

— Bo tym razem ktoś zastawił ją na mnie.

Przed wyjazdem musiałam zająć się Mią. Dziewczynka nie chciała zostać z żadnym ochroniarzem. Kiedy próbowałam oddać ją Victorowi, wbiła palce w mój rękaw.

— Chcesz jechać z nami? — spytałam.

Mia skinęła głową.

Victor natychmiast zaprzeczył.

— Nie.

Dziewczynka spojrzała na niego i po raz pierwszy od dwóch lat przemówiła.

— Hannah.

Jedno słowo.

Victor cofnął się, jakby ktoś uderzył go w pierś.

Jechaliśmy trzema samochodami. Świt był jeszcze blady, gdy dotarliśmy do opuszczonej przędzalni przy rzece. Wewnątrz pachniało rdzą, mokrym drewnem i olejem maszynowym.

Eleanor siedziała w małym biurze na piętrze. Była chudsza, niż zapamiętałam, ale trzymała w dłoni ten sam kubek z pękniętym uchem, który zabierała do szpitala.

— Mamo.

Wstała tak gwałtownie, że krzesło przewróciło się za nią.

— Hannah, nie powinnaś tu być.

— Ty też nie powinnaś być sama.

Przytuliłam ją. Przez materiał płaszcza czułam drżenie jej ramion.

Victor pozostał przy schodach.

— Pani Brooks — powiedział.

Matka odsunęła mnie za siebie.

— Nie zbliżaj się do niej.

— Nie przyjechałem jej skrzywdzić.

— Twoja rodzina już ją skrzywdziła.

— Wiem.

To krótkie słowo zatrzymało wszystkie kolejne oskarżenia.

Matka wyjęła z szuflady grubą kopertę z ciemnozieloną pieczęcią. W środku znajdowała się księga rachunkowa, podpisana przez Salvatorego, oraz list ojca Victora. Z listu wynikało, że wiedział o planowanym zamachu. Chciał ujawnić brata, lecz zginął, zanim zdążył przekazać dowody.

Victor przeczytał list dwa razy.

— Mój ojciec próbował ich powstrzymać — powiedział.

— Próbował — odparła Eleanor. — Ale zabrakło mu odwagi, by wcześniej wyrzucić Salvatorego z interesu.

Victor przyjął to bez obrony.

Wtedy rozległ się huk na dole.

Doktor Vale wszedł do przędzalni z dwoma ludźmi. Nie miał już białego fartucha. W dłoni trzymał zapalniczkę.

— Oddaj księgę — powiedział.

Victor stanął przed matką i siostrą.

— Spóźniłeś się o dziesięć lat.

— Wystarczy mi dziesięć minut.

Uniósł płomień do starej beczki z rozpuszczalnikiem.

Luca rzucił się na niego z boku. Zapalniczka upadła, ale jeden z mężczyzn uderzył Lucę metalowym prętem. Victor odpowiedział ciosem, a ja chwyciłam matkę za rękę i pociągnęłam ją w stronę schodów.

Mia została przy samochodzie z ochroniarzem. Nagle usłyszałam jej krzyk.

Nie był to krzyk strachu.

Był rozkazem.

— Hannah!

Odwróciłam się. Doktor Vale trzymał ją przed sobą, a jej małe palce ściskały czerwoną wstążkę.

Victor zatrzymał się kilka metrów dalej.

— Puść ją.

— Rzuć księgę.

Victor spojrzał na mnie.

Nie na dokument. Na mnie.

— Rzuć ją — powiedziałam.

— Hannah…

— Rzuć.

Upuścił księgę na beton.

Vale uśmiechnął się i schylił po nią.

Wtedy Mia ugryzła go w dłoń.

Mężczyzna wrzasnął. Dziewczynka wyrwała się i pobiegła do mnie. Victor dopadł Vale’a, lecz nie uderzył go. Złapał go za nadgarstek i przycisnął do maski samochodu, dokładnie tak, jak wcześniej panią Higgins.

— Mogę skończyć to teraz — powiedział.

— I wtedy będziesz taki jak oni.

Victor patrzył na twarz człowieka, który odebrał mu rodziców, dzieciństwo i siostrę.

Jego dłoń drżała.

— Nie — powiedział. — Nie dam ci tego.

Przyjechała ochrona z dokumentami, a później ludzie, którzy od lat czekali na możliwość ujawnienia sprawy. Vale został zabrany, a księga trafiła do rąk niezależnych śledczych. Pani Higgins przyznała się do przekazywania informacji. Jej renta przepadła, a majątek Salvatorego przeznaczono na leczenie ofiar zamachu i pomoc rodzinie Eleanor.

Victor nie próbował zatrzymać pieniędzy dla siebie.

Sprzedał klub, który odziedziczył po stryju, i przekazał cały dochód klinice, ale pod jednym warunkiem: żaden pacjent nie miał już być zadłużany za leczenie, które ukrywało cudze przestępstwa.

Moja matka otrzymała pełną opiekę bez konieczności podpisywania kolejnych zobowiązań.

A ja nie zostałam w posiadłości jako pokojówka.

Victor zaproponował mi pracę przy fundacji, lecz uprzedziłam go, że nie będę wykonywać rozkazów bez pytań.

— Tego właśnie potrzebuję — odpowiedział.

Mia zaczęła mówić powoli. Najpierw moje imię. Potem imię brata. Później całe zdanie o burzy.

Victor nadal bał się piorunów bardziej niż ona.

Pewnego wieczoru siedzieliśmy w bibliotece przy tym samym dębowym biurku. Na dywanie leżała mosiężna agrafka w kształcie jaskółki, którą znalazłam zerwaną z uniformu tamtej nocy.

Mia wzięła ją do ręki.

— To ptak? — spytała.

— Jaskółka — odpowiedziałam.

Victor położył obok niej mały kawałek czerwonej wstążki.

— A to jest dowód, że potrafisz wrócić — powiedział do siostry.

Mia spojrzała na niego.

— Ty też?

Victor długo milczał, a potem skinął głową.

— Ja też.

Za oknem znów zagrzmiało. Mia ścisnęła moją dłoń, lecz nie schowała się pod biurkiem.

Victor nie sięgnął po broń.

Sięgnął po kartkę i napisał pierwsze słowa nowej księgi: nazwiska wszystkich ludzi, których jego rodzina skrzywdziła.

Mia pochyliła się nad nim i dodała pod spodem krzywe litery.

„Hannah była pierwsza.”

Оцените статью