Po rozwodzie książę usłyszał o swoim synu, lecz gdy zobaczył matkę dziecka, jego twarz nagle pobladła

W dniu, w którym podpisywałam akt rozwodowy, mój mąż przysiągł, że nigdy więcej nie pozwoli mi zbliżyć się do Blackthornne House.

Dziesięć miesięcy później stałam w małej izbie nad piekarnią w miasteczku Bellmere, z noworodkiem przy piersi i listem od Nathaniela zmiętym w dłoni. Dziecko spało, oddychając cicho przez lekko rozchylone usta. Na jego prawym nadgarstku widniała maleńka czerwona plamka w kształcie półksiężyca.

To była jedyna rzecz, po której Nathaniel mógłby go rozpoznać.

— Nie możesz wiecznie ukrywać chłopca — powiedziała Marta, położna, stawiając na stole miskę gorącej wody.

— Mogę — odpowiedziałam.

— Książę ma prawo wiedzieć.

Spojrzałam na dziecko. Mój syn zacisnął palce na koronce przy mojej sukni. Koronka była jedyną rzeczą, jaką zabrałam z domu podczas rozwodu. Nathaniel kupił ją kiedyś w Yorku, po naszej pierwszej kłótni, i wsunął mi do kieszeni bez słowa. Przez sześć lat przechowywałam ją jak dowód, że między nami istniało coś więcej niż obowiązek.

— Nathaniel miał prawo wiedzieć, że jego żona cierpi — powiedziałam. — Miał prawo wiedzieć, dlaczego kolejne dzieci umierały. Zamiast tego uwierzył ludziom, którzy chcieli się mnie pozbyć.

Marta odwróciła wzrok.

— A jeśli nie uwierzył?

— To dlaczego podpisał rozwód?

Nie odpowiedziała.

Wspomnienie tamtej nocy wróciło z taką siłą, że aż ścisnęłam dziecko mocniej. Cztery lata wcześniej Nathaniel powiedział mi, że kolejna ciąża może mnie zabić. Powiedział to w gabinecie, pod lampą naftową, z twarzą białą jak popiół.

Potem zaczął mnie unikać.

Kiedy odkryłam, że jestem w ciąży po raz czwarty, nie zdążyłam mu powiedzieć. Beatrice Harrow, jego kuzynka, pojawiła się w moim domu z papierami rozwodowymi i zimnym uśmiechem.

— Książę nie chce już żyć z kobietą, która nie może dać mu dziedzica — oznajmiła.

— Gdzie jest Nathaniel?

— W Londynie. Przygotowuje się do przyszłości.

Podpisałam dokumenty, bo nie miałam siły walczyć, a przede wszystkim dlatego, że bałam się o dziecko. Następnego ranka wyjechałam do Bellmere pod panieńskim nazwiskiem.

Nathaniel nie napisał ani razu.

O dziewiątej wieczorem Marta wróciła z poczty. W ręce trzymała gazetę, a jej twarz była napięta.

— Co się stało? — zapytałam.

— Książę przyjechał dziś do Blackthornne.

— Po co?

— Beatrice urządza przyjęcie. Podobno ma ogłosić jego zaręczyny.

Dziecko poruszyło się przy mojej piersi. Na ulicy zatrzymał się powóz. Koła zgrzytnęły po mokrych kamieniach.

Marta podeszła do okna.

— Eleanor… ten powóz ma herb Blackthornne.

Krew odpłynęła mi z twarzy.

Ktoś wysiadł i wszedł po schodach. Ciężkie kroki zbliżały się do naszej izby. Dłoń zatrzymała się na klamce, a ja przycisnęłam syna do serca, kiedy za drzwiami rozległ się głos Nathaniela…

CZĘŚĆ 2

— Eleanor, otwórz. Wiem, że tam jesteś.

Marta chwyciła pogrzebacz i stanęła między mną a drzwiami. Ja siedziałam nieruchomo na łóżku, z synem owiniętym w koc. Serce waliło mi tak mocno, że miałam wrażenie, iż Nathaniel słyszy je przez deski.

— Nie powinieneś tu przyjeżdżać — powiedziałam.

— Wiem.

— Więc odejdź.

— Nie odejdę, dopóki nie zobaczę dziecka.

Jego głos był niższy niż zapamiętałam. Zmęczony. Nie rozkazujący.

— Nie masz dziecka.

Za drzwiami zapadła cisza.

— Powtórz to.

— Podpisałeś rozwód. Zrzekłeś się wszystkiego, co było między nami.

— Nie zrzekłem się syna.

Marta spojrzała na mnie z przerażeniem.

— Skąd on wie? — szepnęła.

Nie wiedziałam. Przez dziesięć miesięcy ukrywałam ciążę przed wszystkimi, którzy mogli donieść do Blackthornne. Zmieniłam nazwisko, wynajęłam pokój przez pośrednika i nigdy nie pozwalałam miejscowemu lekarzowi przychodzić bez Marty. Nawet akt urodzenia zapisano na nazwisko Whitmore, bez wzmianki o ojcu.

— Otwórz — powiedział Nathaniel. — Proszę.

To jedno słowo bolało bardziej niż rozkaz.

Podeszłam do drzwi, ale nie odsunęłam zasuwy.

— Kto ci powiedział?

— Doktor Hale.

Zamarłam.

Doktor Hale był lekarzem, który opiekował się mną podczas trzeciej ciąży. To on miał powiedzieć Nathanielowi, że kolejna może mnie zabić. To jego nazwisko widniało na dokumencie, który Beatrice przyniosła mi przed rozwodem.

— Doktor Hale nie żyje — powiedziałam.

— Zmarł trzy dni temu.

— Więc jak mógł ci powiedzieć?

— Nie powiedział mi osobiście. Zostawił list u swojego brata. Otrzymałem go dziś rano.

Palce zacisnęły mi się na koronce przy sukni.

— Co było w liście?

— Że przez cztery lata żyłem w kłamstwie.

Za drzwiami coś ciężko uderzyło o ścianę. Nathaniel musiał oprzeć się o framugę.

— Eleanor, otwórz. Beatrice jest w Blackthornne. Ogłosiła, że poślubię lady Margaret i że wiosną zamieszkają tam moje przyszłe dzieci.

— To nie moja sprawa.

— Powiedziała wszystkim, że to ty odrzuciłaś leczenie. Że ukryłaś przede mną kolejną ciążę, bo chciałaś zemścić się za rozwód.

Roześmiałam się krótko. Ten śmiech zabrzmiał jak pękające szkło.

— A ty jej uwierzyłeś?

— Uwierzyłem dokumentowi z podpisem Hale’a.

— Widziałeś go?

— Tak.

— Czytałeś go?

— Każde słowo.

— A zapytałeś mnie choć raz?

Nie odpowiedział od razu.

— Bałem się, że cię stracę.

— Straciłeś mnie właśnie dlatego, że milczałeś.

Dziecko zaczęło płakać. Nathaniel usłyszał ten dźwięk i nagle odsunął się od drzwi, jakby uderzyła go fala.

— Ma moje oczy? — zapytał.

— Nie wiem. Nigdy cię przy nim nie było.

— Pozwól mi go zobaczyć.

Marta położyła dłoń na moim ramieniu.

— Jeśli wyjdziecie, nie wrócisz tu sama.

Wiedziałam o tym. Gdybym pokazała dziecko, Nathaniel mógł zabrać je do Blackthornne. Mógł też odkryć, że przez cały ten czas posiadałam coś ważniejszego niż jego nazwisko — dowód, że jego rodzina zniszczyła nasze małżeństwo.

W końcu odsunęłam zasuwę.

Nathaniel stał na korytarzu bez płaszcza, z przemoczonymi włosami i kopertą w dłoni. Kiedy zobaczył dziecko, jego twarz zmieniła się tak gwałtownie, że aż cofnęłam się o krok.

— To mój syn — wyszeptał.

— Tak.

— Jak ma na imię?

— Julian.

Wyciągnął rękę, ale jej nie dotknął.

— Chcę ci pokazać coś jeszcze — powiedział. — List Hale’a nie był jedynym dokumentem, jaki zostawił.

— Co masz?

Nathaniel spojrzał na Martę, potem na mnie.

— Rejestr z kliniki. Zapisano w nim nazwisko kobiety, która zapłaciła za sfałszowanie mojego małżeństwa.

W tej samej chwili na ulicy rozległ się tętent koni. Nathaniel wyjrzał przez okno, a jego palce zacisnęły się na kopercie.

— Beatrice dowiedziała się, że tu jesteśmy — powiedział. — I przywiozła ze sobą człowieka, który ma zabrać Juliana…

CZĘŚĆ 3

— Nie oddam jej dziecka — powiedział Nathaniel.

Wypowiedział te słowa tak spokojnie, że właśnie wtedy uwierzyłam, iż naprawdę się boi.

Na dole zatrzasnęły się drzwi wejściowe. Beatrice weszła do kamienicy w granatowej pelerynie, a za nią pojawił się wysoki mężczyzna z metalową skrzynką lekarską. Rozpoznałam go od razu. To był doktor Vane, dawny asystent Hale’a.

— Książę — zawołała Beatrice. — Nie utrudniajmy tego bardziej, niż trzeba.

Nathaniel stanął przed drzwiami izby.

— Odejdź.

— Przyjechałam po dziecko, które zgodnie z prawem należy do rodziny Blackthornne.

— Nie masz żadnego prawa.

— Mam prawo chronić przyszłość rodu.

Wysunęłam się zza jego ramienia.

— Przyszłość rodu zaczęła się od trzech pogrzebów, Beatrice.

Jej uśmiech zniknął.

Doktor Vane spuścił wzrok. Trzymał skrzynkę tak mocno, że pobielały mu knykcie.

Nathaniel wyjął z koperty pożółkłą kartę.

— Powiedz jej, co znalazłeś w rejestrze, doktorze.

— Nie mam nic do powiedzenia.

— Masz — odpowiedział Nathaniel. — Bo twoje nazwisko widnieje przy poprawce z czternastego marca.

Mężczyzna przełknął ślinę.

— To był rozkaz pani Harrow.

Beatrice syknęła:

— Kłamiesz.

— Nie kłamie — powiedziałam. — Widziałam tę poprawkę. Tyle że wtedy myślałam, iż podpisał ją Hale.

Doktor Vane otworzył skrzynkę. Zamiast lekarstw wyjął oprawiony rejestr i położył go na stole. Brązowa skóra była popękana, a metalowe rogi starte od częstego używania.

— Hale zapisał prawdę o każdej z trzech ciąż — powiedział. — Pani Whitmore nie była bezpłodna. Dzieci umierały z powodu zatrucia sporyszem w mieszankach ziołowych.

Zrobiło mi się zimno.

— Co to znaczy?

— Ktoś zamawiał dla pani preparaty z apteki. Każda recepta była podpisana nazwiskiem Hale’a, ale podpisy były fałszywe. W mieszankach znajdowała się trucizna, która wywoływała krwawienie.

Marta zakryła usta dłonią.

Nathaniel patrzył na Beatrice.

— To ty?

— Nie masz dowodu.

— Mam rachunki — odpowiedział doktor Vane. — Płatności za zioła trafiały na konto kancelarii, która obsługiwała panią Harrow.

Beatrice cofnęła się o krok.

— Zrobiłam to dla niego — powiedziała, wskazując Nathaniela. — Chciałam, żeby przestał żyć w żałobie. Chciałam dać mu rodzinę.

— Odebrałaś ją — powiedział Nathaniel.

— To Eleanor ci ją odebrała! Gdyby była zdrowa, miałbyś dziedzica wiele lat temu.

Doktor Vane pokręcił głową.

— To nie wszystko. Oświadczenie o zagrożeniu życia pani Whitmore również zostało zmienione. Hale napisał, że kolejna ciąża wymaga opieki i odpoczynku. Ktoś dopisał słowa o śmierci.

Nathaniel zamknął oczy.

— A ja uwierzyłem.

— Bo chciałaś, żeby uwierzył — powiedziałam do Beatrice.

— Chciałam, żeby cię zostawił, zanim urodzisz kolejne dziecko i przejmiesz całe jego życie.

— Nie chciałaś dziedzica — wyszeptał Nathaniel. — Chciałaś, żeby mój majątek trafił do twojego syna.

Beatrice milczała.

To milczenie było odpowiedzią.

Nathaniel podszedł do stołu i otworzył drugą stronę rejestru. W środku znajdował się list Hale’a, podpisany własnoręcznie.

— Napisał, że odkrył wszystko dopiero po moim rozwodzie — powiedział. — I że dziecko urodzone przez ciebie może uratować nie tylko nasze nazwisko, ale też majątek, który Beatrice próbowała przejąć.

Wtedy ktoś zapukał do drzwi wejściowych.

Nie był to jednak człowiek Beatrice.

Był to młody urzędnik z kopertą opatrzoną pieczęcią banku Blackthornne.

— Wasza Miłość — powiedział do Nathaniela. — Przynoszę wiadomość, której nie wolno było dostarczyć nikomu poza księciem.

Nathaniel rozerwał pieczęć. Przeczytał pierwszą linijkę i zbladł.

— Co tam jest? — zapytałam.

Spojrzał na mnie, jakby nagle zobaczył przepaść pod własnymi stopami.

— Beatrice nie próbowała tylko przejąć mojego majątku — powiedział. — Ona już sprzedała Blackthornne House…

CZĘŚĆ FINAŁOWA

Ostatni klucz otworzył archiwum pełne listów…

Myślałam, że znam już wszystkie jego kłamstwa. Finał pokazał mi, jak wiele prawdy zostało przede mną ukryte.

Kiedy Nathaniel podał mi klucz, powiedział:
„Ty zdecydujesz, co stanie się z każdym listem”.
Położyłam dłoń na koronce przy sukni.

😱 ODKRYJ, CO UKRYWALI →

👇 Finał historii jest już otwarty

Оцените статью