CZĘŚĆ 4
— Komu? — zapytałam.
Nathaniel nie odpowiedział od razu.
Stał przy stole, trzymając bankową wiadomość w jednej dłoni i rejestr doktora Hale’a w drugiej. Julian zaczął płakać, a jego głos przeciął izbę ostrzej niż dźwięk tłuczonego szkła.
Beatrice wyprostowała się.
— To nie jest twoja sprawa.
— Właśnie że jest — powiedział Nathaniel. — Widziałem moje nazwisko na rachunkach, ale nie widziałem twojego planu. Myślałaś, że przejmiesz dom, kiedy ogłoszę zaręczyny z Margaret.
— Dom był zadłużony.
— Dom był zadłużony przez ciebie.
Urzędnik z banku odchrząknął.
— Książę podpisał pełnomocnictwo sześć miesięcy temu. Pani Harrow sprzedała zachodnie skrzydło, stadninę i większość gruntów. Nabywcą jest spółka należąca do jej syna.
Beatrice zerwała się z krzesła.
— To niemożliwe. Powiedziałeś, że dokumenty są bezpieczne!
Mężczyzna z metalową skrzynką odwrócił głowę w jej stronę.
— Komu to powiedziałaś? — zapytał Nathaniel.
Beatrice zrozumiała, że właśnie sama odsłoniła ostatni fragment układanki.
Doktor Vane wyjął z kieszeni mały notes.
— Zapisałem tę rozmowę podczas naszego spotkania wczoraj wieczorem. Nie wiedziałem, czy ktoś mi uwierzy. Dlatego zabrałem ze sobą kopie rachunków i list Hale’a.
Nie była to opowieść o nagraniu. Były tam daty, kwoty i podpisy. Rzeczy, przed którymi nie dało się uciec, krzycząc głośniej.
Beatrice rzuciła się do drzwi, ale Nathaniel zagrodził jej drogę.
— Oddaj klucze do sejfu.
— Nie masz prawa mnie zatrzymywać.
— Mam prawo żądać zwrotu tego, co ukradłaś.
— Całe życie pracowałam dla tego rodu!
— Nie. Całe życie pracowałaś dla siebie.
Jej twarz stwardniała.
— A ty? Co zrobiłeś dla Eleanor? Stałeś obok, kiedy ją poniżano. Pozwoliłeś, żeby wszyscy uznali ją za bezpłodną. Nawet gdybyś mnie teraz wyrzucił, nie jesteś od niej lepszy.
Te słowa trafiły w niego mocniej niż oskarżenie o pieniądze.
Nathaniel odsunął się od drzwi.
Nie bronił się.
Podszedł do mnie, ale zatrzymał się w bezpiecznej odległości.
— Beatrice mówi prawdę — powiedział. — Nie podałem ci trucizny. Nie podpisałem fałszywego dokumentu. Ale pozwoliłem, by moje milczenie stało się narzędziem w jej rękach.
Julian płakał coraz głośniej. Spojrzałam na niego, potem na mężczyznę, którego kochałam przez sześć lat i którego przez dziesięć miesięcy próbowałam znienawidzić.
— Chcesz zabrać syna?
— Chcę zasłużyć na prawo, by go trzymać.
— To nie jest odpowiedź księcia.
— Wiem.
Wyjął z kieszeni klucz i położył go na stole.
— To klucz do pokoju dziecinnego w Blackthornne. Zamknąłem go po trzeciej stracie. Nie pozwoliłem nikomu go ruszyć.
— Nie potrzebuję pokoju.
— Nie daję ci pokoju. Daję ci wybór. Jeśli nie chcesz wrócić, sprzedam dom i kupię ci dom w Bellmere. Jeśli chcesz zostać tutaj, będę przyjeżdżał tylko wtedy, gdy mi pozwolisz. Jeśli chcesz, by Julian nosił wyłącznie twoje nazwisko, nie będę walczył.
Marta patrzyła na niego z niedowierzaniem.
— A co z nazwiskiem Blackthornne? — zapytała.
Nathaniel spojrzał na śpiące dziecko.
— Nazwisko nie jest nagrodą. Jest ciężarem. Nie dam mu go, dopóki nie będę pewien, że nie odziedziczy po mnie tchórzostwa.
Doktor Vane odłożył rejestr.
— Jest jeszcze jedna rzecz.
Wyjął z kieszeni kopertę z wytłoczonym herbem Hale’a.
— Doktor zostawił ją dla pani Eleanor. Nie dla księcia.
Otworzyłam ją drżącymi palcami. W środku znajdował się krótki list.
Hale pisał, że podczas mojej czwartej ciąży zbadał próbkę ziół i odkrył truciznę. Próbował powiedzieć Nathanielowi, lecz Beatrice zagroziła, że oskarży go o zaniedbanie. Dlatego zachował kopie recept, rachunków i stron rejestru. Chciał przemówić, ale zabrakło mu czasu.
Na końcu napisał jedno zdanie: „Pani Eleanor, pani nigdy nie była winna”.
Przeczytałam je dwa razy.
Potem trzeci.
Przez sześć lat nosiłam w sobie pytanie, czy zawiodłam własne dzieci. Jedno zdanie nie mogło zwrócić mi ich oddechu. Nie mogło wymazać pustych kołysek ani poranków, kiedy budziłam się z bólem i udawałam przed służbą, że wszystko jest w porządku.
Ale mogło odebrać winę temu, kto ją na mnie złożył.
Beatrice zaczęła mówić o pieniądzach, pełnomocnictwach i nazwisku. Nikt już jej nie słuchał. Urzędnik banku zabrał dokumenty, doktor Vane zamknął rejestr, a Nathaniel odsunął się, kiedy Julian wyciągnął ku niemu rękę.
— Możesz go dotknąć — powiedziałam.
Nathaniel spojrzał na mnie.
— Jesteś pewna?
— Nie. Ale on powinien mieć szansę poznać ojca.
Podszedł powoli. Nie uklęknął teatralnie, nie pocałował mnie w dłoń. Usiadł na podłodze przy łóżku i pozwolił, bym położyła Juliana w jego ramionach.
Chłopiec przestał płakać.
Nathaniel patrzył na czerwoną plamkę w kształcie półksiężyca na jego nadgarstku. Dotknął jej opuszkiem palca, jakby bał się, że dziecko zniknie.
— Jest podobny do ciebie — wyszeptał.
— To dobrze.
— Eleanor…
— Nie przepraszaj za wszystko jednym słowem.
— Nie zamierzałem.
Podniósł wzrok.
— Co mam zrobić?
Po raz pierwszy od wielu lat pytanie nie brzmiało jak obowiązek. Brzmiało jak prośba.
— Zacząć od prawdy — odpowiedziałam. — Jutro pojedziesz do Blackthornne i powiesz wszystkim, że Julian istnieje. Powiesz, że nie jestem bezpłodna. Powiesz, że to ty podpisałeś rozwód, nie ja. A potem oddasz Beatrice wszystko, co próbowała ukraść, i sprzedasz ten dom, jeśli naprawdę jest obciążony jej długami.
— A ty?
— Ja zostanę tutaj.
Jego twarz drgnęła.
— Na zawsze?
— Nie wiem. Nie obiecujmy sobie przyszłości, kiedy wciąż spłacamy przeszłość.
Skinął głową.
Na korytarzu Beatrice próbowała wyrwać się urzędnikowi, ale sama potknęła się o próg. Z jej kieszeni wypadł pęk kluczy. Jeden z nich potoczył się pod stół i zatrzymał przy mojej stopie.
Podniosłam go.
Był mały, mosiężny i oznaczony wybitą cyfrą trzy.
Doktor Vane spojrzał na niego z ponurą miną.
— To klucz do archiwum w Blackthornne.
— Co jest w archiwum? — zapytałam.
Nathaniel przycisnął Juliana do piersi.
— Wszystkie listy, które wysyłałem ci po rozwodzie.
Zamarłam.
— Nigdy żadnego nie dostałam.
— Wiem. Pisałem co tydzień.
Beatrice spuściła głowę.
Nie potrzebowałam czytać tych listów, żeby wiedzieć, że nie naprawią sześciu lat samotności. Ale chciałam zobaczyć, czy człowiek, który je pisał, był tym samym człowiekiem, który milczał przy stole.
Nathaniel podał mi Juliana, a sam schylił się po mosiężny klucz.
— Otworzę archiwum przy tobie — powiedział. — Każdy list przeczytasz albo spalisz. Ty zdecydujesz.
Spojrzałam na syna. Jego mała dłoń zacisnęła się na koronce przy mojej sukni, tej samej, którą Nathaniel dał mi po naszej pierwszej kłótni.
Tym razem nie była wspomnieniem miłości.
Była świadkiem wyboru, którego musiałam dokonać sama.
— Jutro przeczytamy pierwszy list — powiedziałam.
Nathaniel skinął głową, a Julian obudził się w jego ramionach i zapłakał tak głośno, że nawet Beatrice zamilkła przy schodach.
Przegapiłeś początek?






