Brat odmówił przyjęcia córeczki chwilę po porodzie, a gdy zapytałam dlaczego, jego twarz nagle straciła kolor

Rajen trzymał noworodka zaledwie kilka sekund, zanim odsunął ją od piersi i powiedział, że nie może jej zabrać.

Leżałam na łóżku w sali porodowej, spocona, wyczerpana i wciąż oszołomiona bólem. Za oknem szpitala w Krakowie zapadał styczniowy wieczór, a szyba drżała od wiatru. Na stoliku obok leżała różowa opaska z imieniem dziecka, którą położna przewiesiła przez metalową tackę.

— Co ty mówisz? — wyszeptałam.

Rajen nie odpowiedział. Patrzył na dziewczynkę, jakby trzymał w ramionach coś, czego panicznie się bał.

Melisa stała przy jego boku. Jeszcze chwilę wcześniej płakała ze szczęścia. Gładziła maleńką główkę i powtarzała, że ich córeczka jest najpiękniejsza na świecie. Teraz jednak jej palce zacisnęły się na pasku torebki tak mocno, że pobielały.

— Rajen, połóż ją do nosidełka — powiedziała cicho.

— Nie.

Jedno słowo uderzyło we mnie mocniej niż skurcz.

— To wasza córka — powiedziałam, próbując unieść się na łokciach. — Przeszłam przez całą ciążę dla was. Zrobiliśmy badania. Widzieliście ją na obrazie. Kupiliście łóżeczko.

— Wiem — odparł, ale jego głos drżał. — Wiem, Anno.

— Więc dlaczego ją odrzucasz?

Rajen spojrzał na mnie. Był moim bratem bliźniakiem, człowiekiem, który jako pierwszy przyjechał po mnie, gdy urodziłam syna. To on siedział obok mnie podczas rozwodu. To on naprawił kaloryfer w moim mieszkaniu o drugiej w nocy. Znałam każdą zmarszczkę przy jego oczach.

Nigdy wcześniej nie widziałam w nich takiego przerażenia.

Położna, pani Wanda, poprawiła kocyk na dziecku. Wtedy zauważyłam drobny szczegół: pod lewym uchem dziewczynki znajdowała się maleńka, jasna plamka w kształcie przecinka. Nie wyglądała jak siniak ani znamię. Przypominała cienki ślad po ołówku.

Rajen również ją zobaczył.

Jego ręka drgnęła.

— Kto ją badał? — zapytał.

— Lekarz dyżurny — odpowiedziała położna. — Dziecko jest zdrowe. Wyniki są prawidłowe.

— Nie pytam o wyniki.

Melisa chwyciła go za ramię.

— Rajen, przestań. Musimy stąd wyjść.

— Wyjść? — powtórzyłam. — Dokąd chcecie wyjść bez niej?

Melisa odwróciła wzrok.

Zrobiło mi się zimno, choć w sali było duszno. W głowie kołatała jedna myśl: coś wydarzyło się przed moim porodem, a oni oboje ukrywali to przede mną.

— Powiedz mi prawdę — zażądałam. — Natychmiast.

Rajen położył dziecko z powrotem na łóżku, ale nie odsunął się od niego. Z kieszeni płaszcza wyjął mały, brązowy notes. Nigdy go nie widziałam. Otworzył go na stronie złożonej na pół i spojrzał na zapisane tam zdanie.

— Nie mogę jej zabrać — powtórzył. — Nie po tym, co znalazłem.

— Co znalazłeś?

W drzwiach pojawił się mężczyzna w granatowym fartuchu. Nie był lekarzem, którego widywałam podczas ciąży. W ręku trzymał cienką, czarną teczkę i zatrzymał się, gdy zobaczył Rajena.

— Panie Rajenie — powiedział. — Musimy porozmawiać, zanim podpisze pan dokumenty.

— Jakie dokumenty? — spytałam.

Mężczyzna spojrzał najpierw na mnie, potem na dziecko.

Rajen zacisnął szczękę.

— Anno, proszę cię, nie pytaj o to przy Melisie.

— Właśnie że zapytam.

Mężczyzna podszedł do stolika i położył teczkę obok różowej opaski. Zamek błysnął w świetle lampy. Jego palce znalazły metalowy suwak i zaczęły go powoli przesuwać…

CZĘŚĆ 2

…suwak zatrzymał się w połowie, jakby mężczyzna nagle stracił odwagę.

Rajen rzucił się do teczki i przycisnął ją dłonią.

— Nie tutaj — powiedział.

— To moja córka leży na tym łóżku! — krzyknęłam. — Jeśli przyniosłeś dokumenty dotyczące tego dziecka, mam prawo je zobaczyć.

Mężczyzna przełknął ślinę.

— Nazywam się doktor Borys. Jestem kierownikiem laboratorium embriologicznego, w którym przechowywano zarodki państwa Wysockich.

Melisa zrobiła krok do tyłu.

— Nie powinien pan tu przychodzić — syknęła.

— Powinienem był przyjść trzy dni temu.

W sali zapadła ciężka cisza. Słychać było tylko jednostajne piknięcie urządzenia stojącego przy łóżku i szuranie kół wózka na korytarzu.

Rajen patrzył na doktora z wściekłością.

— Powiedziałem, że zajmę się tym sam.

— Nie zająłeś się. Próbowałeś podpisać zgodę na przyjęcie dziecka, wiedząc, że numer zarodka się nie zgadza.

Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy.

— Jaki numer zarodka?

Melisa zakryła usta dłonią.

— Anno, to nie jest takie proste — powiedział Rajen.

— Dla mnie jest bardzo proste. Urodziłam dziecko, a wy mówicie o numerach, laboratorium i dokumentach. Chcę wiedzieć, czy to dziecko jest wasze.

Doktor Borys spojrzał na niego.

— Powiedz jej.

Rajen zacisnął palce na krawędzi teczki. Jako dzieci zawsze robił tak przed trudną rozmową. Pamiętałam, jak siedział w kuchni, kiedy nasz ojciec wyrzucił z domu jego rower. Te same knykcie, ta sama napięta dłoń.

— W dniu transferu — zaczął — laboratorium miało podać ci zarodek oznaczony numerem czterysta siedemnaście.

— Zarodek Melisy i twój?

— Tak.

— Więc co podano?

Doktor Borys nie odpowiedział od razu. Melisa zaczęła płakać, ale jej łzy nie wyglądały jak te z wcześniejszej radości. Były zimne i bezgłośne.

— Nie wiemy — powiedział w końcu.

— Nie wiecie? — zaśmiałam się krótko, choć wcale nie było mi do śmiechu. — Przez dziewięć miesięcy nosiłam dziecko, którego pochodzenia nie znacie?

— Dokumentacja została zmieniona — powiedział doktor. — Ktoś przepisał numer na karcie transferowej. Oryginalna karta zniknęła.

— Kto?

Rajen odwrócił wzrok.

I wtedy zrozumiałam, że on znał odpowiedź.

— Dlaczego odmówiłeś przyjęcia małej? — spytałam. — Nie dlatego, że numer się nie zgadza. To tylko papier. Dlaczego spojrzałeś na nią i zrobiłeś się biały?

Rajen podszedł do łóżka. Dotknął policzkiem maleńkiej dłoni, ale natychmiast się cofnął.

— Bo poznałem znak.

— Jaki znak?

— Ten pod jej uchem. Widziałem go wcześniej.

Doktor Borys otworzył teczkę. W środku znajdowała się koperta z przezroczystą folią, a pod nią kilka kart laboratoryjnych. Na jednej z nich zobaczyłam swoje nazwisko.

— To niemożliwe — powiedziałam.

— Pani Anno — odezwał się doktor — zanim państwo przyjechali do kliniki, w naszym magazynie znajdował się jeszcze jeden zarodek. Przechowywany od sześciu lat. Należał do pani.

Ziemia usunęła mi się spod stóp.

— Ja nigdy nie miałam zarodka.

Rajen zamknął oczy.

— Miałaś. Tylko o tym nie wiedziałaś.

Melisa odwróciła się do niego gwałtownie.

— Miałeś jej nie mówić.

— Przestań, Meliso.

— Obiecałeś, że nikt się nie dowie.

Spojrzałam na brata.

— Co to znaczy?

W tej samej chwili na korytarzu rozległ się szybki stukot obcasów. Do sali weszła starsza kobieta z białą teczką. Doktor Borys pobladł na jej widok.

— To ona — powiedział.

Kobieta spojrzała na dziecko i zacisnęła dłoń na teczce.

— Jeśli powie jej pan prawdę — wyszeptała — Rajen straci wszystko…

CZĘŚĆ 3

…kobieta nie zdążyła dokończyć, bo Rajen wyrwał jej teczkę z rąk.

— Wyjdź stąd, Heleno.

— Nie możesz dłużej udawać, że to był przypadek — odpowiedziała.

Na korytarzu ktoś zatrzymał wózek. Pani Wanda zamknęła drzwi sali, a doktor Borys oparł się plecami o ścianę. Ja patrzyłam na Rajena, trzymającego białą teczkę tak mocno, że papier zagiął się pod jego palcami.

— Powiedzcie mi wszystko — zażądałam. — Albo sama zadzwonię po dyrektora szpitala.

Helena usiadła na krześle przy oknie. Miała poplamione atramentem dłonie i twarz osoby, która od dawna nie spała.

— Sześć lat temu przeszła pani leczenie niepłodności z ówczesnym mężem — powiedziała. — Pobrano komórki jajowe i utworzono dwa zarodki. Jeden wykorzystano, drugi zamrożono.

— Mój syn urodził się bez leczenia.

— W dokumentach kliniki zapisano co innego. Pani mąż podpisał zgodę na przechowywanie zarodka, a później na przekazanie go do badań. Podpis był podrobiony.

Poczułam pieczenie pod żebrami.

— Kto go podrobił?

Helena spojrzała na Rajena.

— On.

Nie od razu zrozumiałam. Mój brat spuścił głowę.

— To prawda — powiedział. — Twój były mąż chciał sprzedać dokumenty klinice. Znalazłem je i próbowałem je unieważnić. Zrobiłem to bez twojej wiedzy, bo bałem się, że zabierze ci także zarodek.

— Więc dlaczego zarodek pozostał?

Doktor Borys otworzył teczkę i wyciągnął kartę z sześcioma podpisami.

— Został przechowany pod błędnym nazwiskiem. Kiedy Rajen i Melisa rozpoczęli leczenie, ktoś zauważył, że ich zarodek był uszkodzony i nie nadawał się do transferu.

— Ktoś? — spytałam.

Helena zacisnęła usta.

— Ojciec Melisy zapłacił za przygotowanie innego zarodka. Powiedział, że jego córka musi mieć dziecko, którego geny będą „bez zarzutu”.

Melisa wybuchnęła płaczem.

— Nie wiedziałam, że chodzi o zarodek Anny.

— Wiedziałaś, że to nie był wasz? — zapytał Rajen.

— Wiedziałam, że laboratorium dokonało zamiany. Powiedziano mi, że to zarodek anonimowej dawczyni. Twój ojciec przekonał mnie, że jeśli odmówimy, Rajen odejdzie.

— A ty mu uwierzyłeś? — zwróciłam się do brata.

Rajen podszedł bliżej.

— Dowiedziałem się dwa tygodnie temu. Znalazłem kartę z twoim nazwiskiem. Plamka pod uchem jest taka sama jak u ciebie i u twojego syna. Zrobiłem badanie porównawcze bez zgody kliniki. To twoje dziecko, Anno.

Spojrzałam na niemowlę. Maleńka dłoń zacisnęła się na brzegu kocyka.

— Moje?

— Genetycznie tak. Zarodek powstał z twojej komórki i nasienia twojego byłego męża. Nie wiedziałaś, że przechowywano go przez sześć lat. Melisa nie jest jej matką biologiczną. Ja też nie jestem jej ojcem.

W sali rozległ się płacz dziecka.

Rajen wyciągnął ręce, ale się zatrzymał.

— Odmówiłem jej, bo bałem się, że Melisa ją skrzywdzi, kiedy dowie się prawdy. I bałem się, że jeśli ją przyjmiemy, ty stracisz własną córkę po raz drugi.

— Mogłeś mi powiedzieć.

— Wiem.

— Zamiast tego pozwoliłeś mi pomyśleć, że odrzucasz dziecko.

Jego twarz załamała się.

— Chciałem kupić czas.

Doktor Borys nagle sięgnął po telefon.

— Mamy większy problem. Ojciec Melisy dowiedział się, że dokumenty istnieją. Przed chwilą ktoś próbował wejść do magazynu zarodków. I właśnie dostałem wiadomość, że pani były mąż jest już w drodze do szpitala…

FINAŁOWA CZĘŚĆ

Rajen usłyszał, kto naprawdę podpisał dokumenty…

Myślałam, że znam już całą prawdę. Ostatnie dokumenty pokazały jednak, że ktoś próbował kupić nie tylko dziecko, lecz także nasze milczenie.

Wtedy padło nazwisko z dokumentu.
„To pani zarodek, Anno.”
Rajen opuścił głowę.

😱 ODKRYJ, CO UKRYWALI →

👇 Finał tej historii jest już dostępny.

Оцените статью