CZĘŚĆ 4 — Mąż zabronił mi dotykać się publicznie, lecz gdy pojawiłam się z innym mężczyzną, jego twarz nagle stężała

CZĘŚĆ 4

Adrian obudził się po sześciu latach śpiączki.

Przez chwilę nikt się nie poruszył.

Potem Roman upuścił słuchawkę.

Nie rozbiła się. Zawisła na kablu i kołysała nad drewnianą podłogą, wydając głuche, regularne uderzenia.

— Czy on mówi? — zapytałam.

Roman przełknął ślinę.

— Lekarz powiedział, że odzyskał przytomność na kilka minut. Wymienił twoje imię.

— Jedziemy.

— Serena, klinika może być obserwowana.

— Jedziemy.

Tym razem nie próbował mnie zatrzymać.

O dwunastej pięć czarny samochód przeciął mokre ulice. Siedziałam z tyłu między Gabrielem a Anną. Roman prowadził, choć jego kierowca czekał przed hotelem. W lusterku widziałam jego twarz, napiętą i zmęczoną.

— Matteo wie? — spytałam.

— Jeszcze nie — odparł Roman.

— Skąd wiesz?

— Bo gdyby wiedział, klinika już by płonęła.

Anna ścisnęła medalik.

— On nie działa sam. Senator Graves finansował ludzi, którzy pilnowali Adriana. Cruz dostarczał ciężarówki i dokumenty. Ale Matteo podejmował decyzje.

— A ty? — zapytałam Romana. — Co robiłeś przez te sześć lat?

— Szukałem dowodu, że Matteo zlecił pożar.

— Miałeś świadka.

— Anna bała się o córkę. Gabriel został postrzelony i uznano go za zmarłego. Adrian leżał pod aparaturą. Nie miałem dowodu, który przetrwałby przesłuchanie.

— Miałeś mnie.

Jego dłonie zacisnęły się na kierownicy.

— Właśnie dlatego nic ci nie powiedziałem.

— Nie. Dlatego mnie okłamałeś.

W klinice przywitał nas lekarz o zmęczonych oczach. Była dwunasta trzydzieści dziewięć. Korytarz pachniał środkiem do dezynfekcji, a pod lampą na wózku stała miska z niedopitą herbatą.

— Stan pana Adriana jest niestabilny — powiedział lekarz. — Może odzyskać świadomość na kilka minut, może na godzinę. Proszę nie wywierać na nim presji.

— On zna mnie? — spytałam.

— Powtarzał pani imię.

Weszłam do sali sama.

Adrian był wychudzony, z siwymi włosami i cienką blizną biegnącą od skroni do szczęki. Nad jego łóżkiem pulsował zielony wykres. Kiedy mnie zobaczył, poruszył palcami.

— Serena — wyszeptał.

Pochyliłam się nad nim.

— Jestem tutaj.

— Roman… nie podpalił.

— Wiem.

— Ale ukrył… drugą stronę.

Za mną Roman wstrzymał oddech.

Adrian próbował unieść rękę. Wskazał na metalową szafkę.

— W środku… nie księga. List.

Roman otworzył szafkę. Znalazł małe pudełko po lekarstwach, a w nim złożony list i klucz do skrytki bankowej.

Adrian zacisnął palce na mojej dłoni.

— Matteo… powiedział, że jeśli przeżyję, zabije ciebie. Roman zgodził się na wszystko. Nawet na to, żebyś go nienawidziła.

— Dlaczego mnie nie obudziłeś? — spytałam Romana.

— Bo nie wiedziałem, czy mogę cię ocalić inaczej.

— Mogłeś dać mi wybór.

Adrian poruszył ustami.

— Nie ufaj… Romanowi do końca.

Roman cofnął się, jakby te słowa go uderzyły.

— Co masz na myśli? — zapytałam.

Adrian zamknął oczy.

— Skrytka… nie jest dla niego.

W szpitalnym holu otworzyliśmy list. Papier pachniał kurzem i lekami. Adrian napisał go przed pożarem, lecz ostatnie zdanie dodano później innym atramentem.

„Jeśli Roman zachowa dokumenty, przekaż je Serenie. To ona ma prawo zdecydować, co stanie się z pieniędzmi fundacji”.

Pod spodem wymieniono rachunki, nazwiska i kwotę większą, niż potrafiłam sobie wyobrazić. Roman przez sześć lat trzymał fundusz ochronny, ale nie dla siebie. Pieniądze należały do rodzin pracowników, którzy zginęli w magazynie.

Drugi zwrot czekał jednak na końcu listu.

Adrian napisał, że jego dowód przeciwko Matteo znajdował się w miejscu, którego nikt nie przeszuka: w archiwum fundacji, pod moim podpisem małżeńskim.

— Matteo odziedziczył dostęp do archiwum po ojcu — powiedział Roman. — Jeśli dowie się, że Adrian żyje, pójdzie tam przed nami.

— Nie — odpowiedziałam.

— Serena, musimy natychmiast zabezpieczyć budynek.

— Nie będziemy uciekać przed człowiekiem, który przez sześć lat budował swoje imperium na naszym strachu.

Gabriel spojrzał na mnie uważnie.

— Co chcesz zrobić?

Wiedziałam już.

— Pojechać do archiwum. Zabrać dokument. I sprawić, żeby Matteo sam pokazał wszystkim, kim jest.

O drugiej dziesięć weszliśmy do dawnej siedziby fundacji przy nabrzeżu. Roman zatrzymał się przed stalową bramą.

— Jeśli coś pójdzie źle, odejdź ode mnie — powiedział.

— Przez sześć lat właśnie tego chciałeś.

— Nie. Chciałem, żebyś przeżyła.

— To dziś będziesz musiał chcieć czegoś trudniejszego. Będziesz musiał pozwolić mi zostać.

Weszliśmy razem.

Archiwum mieściło się pod ziemią, między starymi prasami drukarskimi i kartonami z rachunkami. Na środku stał Matteo. Miał przy sobie senatora Gravesa i Harmona Cruza. Za nimi dwóch uzbrojonych ludzi pilnowało schodów.

— Roman — powiedział Matteo. — Wiedziałem, że przyjedziesz.

— Adrian się obudził — odpowiedział Roman.

Matteo uśmiechnął się krótko.

— Szkoda. Zawsze był uparty.

Poczułam, jak Roman rusza do przodu, ale zastąpiłam mu drogę.

— Gdzie jest dokument? — zapytałam.

Matteo spojrzał na mnie z rozbawieniem.

— Nadal grasz odważną żonę?

— Nie gram.

— Twój mąż kazał cię chronić, bo byłaś jego słabością. Ja od początku wiedziałem, że jesteś jego kajdanami.

— A ty od początku chciałeś czegoś więcej niż pieniędzy — powiedziałam.

Jego uśmiech zniknął.

— Chciałem tego, co należało do mnie. Fundacja, port, wpływy. Roman miał nazwisko. Ja miałem rozum.

— I dlatego podpaliłeś magazyn?

— Adrian znalazł księgi. Nie zostawił mi wyboru.

Roman zamarł.

Matteo właśnie powiedział to, czego przez sześć lat nie potrafiliśmy udowodnić.

Gabriel nacisnął przycisk ukryty w kieszeni płaszcza. Nie była to broń ani urządzenie nagrywające. W starej drukarni za ścianą czekała Anna z dziennikarzem i trzema rodzinami ofiar. Wszystko, co mówił Matteo, słyszeli przez otwarty telefon głośnomówiący podłączony do starego systemu ogłoszeń.

Matteo zrozumiał za późno.

— Co zrobiłaś? — syknął.

— Dałam ludziom, których skrzywdziłeś, możliwość usłyszenia twojego głosu.

Senator Graves odsunął się od niego.

— Powiedziałeś, że to był wypadek.

— Zamknij się — warknął Matteo.

Cruz ruszył ku wyjściu, lecz Anna pojawiła się na schodach z grupą świadków. Za nimi czekały już kamery dziennikarzy.

Roman podszedł do Matteo.

— Mogłeś odejść sześć lat temu.

— A ty mogłeś mnie zabić.

— Mogłem. Ale chciałem, żebyś żył wystarczająco długo, by usłyszeć, jak tracisz wszystko.

Roman nie uderzył go.

To było bardziej dotkliwe.

Przy świadkach odebrał mu klucze do fundacji, rachunki i pieczęć. Senator uciekł bocznym wyjściem, ale jego nazwisko było już w dokumentach. Cruz podpisał zeznanie, zanim zdążył skontaktować się ze swoim prawnikiem. Matteo został sam pośród pudeł, które przez lata uważał za swoje.

Nie potrzebowałam, żeby Roman go zranił.

Potrzebowałam, żeby przestał mnie chronić kłamstwem.

Nad ranem wróciliśmy do kliniki. Adrian spał, lecz lekarz powiedział, że jego stan się stabilizuje. Fundusz został przepisany na rodziny pracowników, zgodnie z jego wolą. Roman oddał mi pełnomocnictwo do wszystkich rachunków i po raz pierwszy nie próbował wyjaśniać, dlaczego zrobił to dla mojego dobra.

— Nie wiem, czy potrafię ci wybaczyć — powiedziałam.

— Wiem.

— Nie wiem też, czy potrafię z tobą zostać.

— Wiem.

Spojrzałam na jego dłonie. Przez sześć lat zawsze trzymał je przy sobie, jakby dotyk był dowodem winy. Teraz położył klucze do archiwum na mojej otwartej dłoni i cofnął rękę.

Nie poprosił, żebym go przyjęła.

Nie obiecał, że wszystko naprawi.

Po prostu pozwolił mi zdecydować.

O ósmej rano weszłam do sali Adriana. Jego powieki drgnęły.

— Roman? — wyszeptał.

— Jest za drzwiami.

— A ty?

Ścisnęłam jego dłoń.

— Ja zostaję tutaj, dopóki sam nie zdecyduję, dokąd pójdę.

Adrian uśmiechnął się słabo.

Na korytarzu Roman stał obok automatu z herbatą, z moim burgundowym kolczykiem w dłoni. Musiał znaleźć go po balu. Kiedy mnie zobaczył, nie podszedł.

Tym razem to ja wyciągnęłam rękę.

— Roman — powiedziałam. — Jeśli chcesz być przy mnie, nie stój za mną. Stań obok.

Położył kolczyk na mojej dłoni i zajął miejsce przy łóżku Adriana.

A kiedy mój brat otworzył oczy, pierwsze słowa, jakie usłyszał od Romana, brzmiały:

— Nie mam już przed nią żadnych tajemnic.

Przegapiłeś początek?

← Czytaj historię od pierwszej części

Оцените статью