CZĘŚĆ 4
— Pokaż mi wszystko — powiedziałem.
Daniel zaprowadził nas do gabinetu. Nie wszyscy weszli. Przy drzwiach zostali rodzice, Nora i kilka osób, które jeszcze chwilę wcześniej udawały, że chodzi tylko o niefortunną kolację.
Na biurku stał komputer z otwartą skrzynką pocztową. Obok leżał skórzany notes Daniela, ciężki od rachunków i wizytówek.
Victoria została w jadalni.
— Ona nie może tu wejść — powiedział Daniel.
— Jeśli to zrobiła, musi zobaczyć, co narobiła — odpowiedziałem.
Daniel przesunął krzesło i otworzył folder z wysłanymi wiadomościami. Pierwsza była oferta dla hotelu Saint Claire. Druga zawierała poprawiony życiorys firmy kuzyna Victorii. Trzecia była krótsza.
„Marek nie ma doświadczenia w obsłudze wydarzeń na taką skalę. Jego restauracja ma problemy kadrowe i finansowe.”
Pod wiadomością widniał podpis Daniela.
Zacisnąłem dłonie.
— To kłamstwo — powiedziałem.
— Wiem.
— Czy masz problemy finansowe?
— Nie takie, jak napisała. Miałem trudny miesiąc po awarii chłodni, ale uregulowałem wszystko trzy dni temu.
Wysunął szufladę i wyjął plik faktur. Na jednej z nich była pieczątka firmy serwisowej, na drugiej potwierdzenie przelewu. Przy każdej widniała data zapłaty.
— Mogłeś mi powiedzieć — rzuciłem.
— Mogłem.
— Nie powiedziałeś.
— Bo nie chciałem, żebyś pomyślał, że daję ci tę umowę z litości.
Roześmiałem się krótko, bez radości.
— A zamiast tego pozwoliłeś, żeby twoja żona przedstawiła mnie jako człowieka, który nie potrafi prowadzić własnej firmy.
Daniel oparł dłonie na biurku.
— Tchórzliwie próbowałem utrzymać spokój. Nie zauważyłem, że dla Ethana ten spokój oznaczał samotną kolację w garażu.
— Zauważyłeś puste miejsce przy stole — powiedziałem. — Po prostu nie zapytałeś.
Prawda zawisła między nami jak ciężki dzwon.
Wtedy Victoria weszła do gabinetu.
— Nie macie prawa przeglądać prywatnej korespondencji — powiedziała.
Daniel odwrócił monitor w jej stronę.
— To moje konto.
— Robiłam to dla nas.
— Dla nas czy dla swojej prowizji?
Jej twarz drgnęła.
— Jakiej prowizji?
Daniel otworzył załącznik do oferty. Na dole znajdowała się dodatkowa strona, której wcześniej nie zauważyłem. Firma kuzyna Victorii miała otrzymać osiemnaście procent wartości każdego wydarzenia.
— To nie jest prowizja — powiedziała. — To opłata konsultacyjna.
— Za co? — spytałem.
— Za znalezienie klienta.
— Klient był moim klientem — odparł Daniel. — Hotel przyszedł do mnie przez restaurację Marka.
Victoria spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Przez niego? Przecież on nawet nie wie, jak rozmawiać z ludźmi z dużych firm.
— Wie, jak nakarmić trzysta osób bez spóźnienia. Wie, jak osobiście dzwonić do dostawcy o czwartej rano. Wie, jak zostać do końca, kiedy wszyscy inni uciekają.
Ethan stał przy drzwiach. Wciąż miał na sobie tę samą koszulę, ale płaszcz trzymał już w dłoni.
— Tato — powiedział. — Chcę wrócić do domu.
Odwróciłem się do niego.
— Wrócimy.
Victoria zablokowała przejście.
— Naprawdę wyjdziesz przez to? Przez jedną uwagę o zapachu?
— Nie przez uwagę — odpowiedziałem. — Przez decyzję, którą podjęłaś, gdy zamknęłaś trzynastolatka w garażu, żeby osiągnąć własny cel.
— Przeprosiłam go.
Ethan popatrzył na nią.
— Nie przeprosiłaś.
— Powiedziałam, że nie chciałam, żeby tak wyszło.
— To nie jest przeproszenie.
Victoria otworzyła usta, ale chłopiec mówił dalej.
— Przeprosiny brzmią: „Kazałam ci jeść samemu, bo wstydziłam się zapachu pracy twojego taty”.
Nikt się nie odezwał.
Matka podeszła do Ethana z chusteczką w dłoni.
— Kochanie, powinnam była zaprowadzić cię do środka.
— Tak — odpowiedział spokojnie.
To jedno słowo było dla niej trudniejsze niż krzyk.
Daniel wyjął telefon.
— Zadzwonię do hotelu i powiem prawdę.
— Nie teraz — powiedziałem.
Spojrzał na mnie.
— Dlaczego?
— Bo nie chcę, żebyś ratował moją reputację jednym telefonem, a jutro znów udawał, że wszystko jest w porządku. Najpierw powiedz im, że dokument wysłano bez twojej zgody. Potem zaproponuj im uczciwe spotkanie. Bez nazwiska Victorii i bez mojego udziału, jeśli uznają, że nie chcą ryzykować.
— A jeśli wybiorą konkurencję?
— Wtedy stracisz umowę. Ale przynajmniej nie będziesz jej miał dzięki kłamstwu.
Daniel skinął głową.
Victoria chwyciła oparcie krzesła.
— Nie możecie mnie wyrzucić z własnego domu w Wigilię.
— To nie ja cię wyrzucam — powiedział Daniel. — Sama zamieniłaś rodzinne spotkanie w negocjacje.
— Daniel…
— Jutro odwołasz wszystkie wiadomości wysłane z mojego konta. Przyznasz hotelowi, że działałaś bez zgody. Oddasz im całą dokumentację. A potem wyprowadzisz się do swojej siostry, dopóki nie ustalimy, czy w ogóle mamy jeszcze o czym rozmawiać.
Victoria spojrzała na niego z gniewem.
— Chcesz zniszczyć nasze małżeństwo przez chłopaka pachnącego grillem?
Daniel odpowiedział bez podnoszenia głosu:
— Nie. Przez to, że zobaczyłaś w nim przeszkodę, a we mnie narzędzie.
W jadalni ktoś zaczął zbierać potłuczone szkło. Jeden z kieliszków przeturlał się pod kredens i zadźwięczał cicho.
Podszedłem do Ethana.
— Nadal jesteś głodny?
— Trochę.
— W domu mam ciasto czekoladowe.
— To możemy je zjeść bez eleganckich ubrań?
— Możemy je zjeść nawet w fartuchach kuchennych.
Uśmiechnął się nieśmiało.
Kiedy przechodziliśmy obok stołu, Nora pobiegła do swojego pokoju i wróciła z pomiętą kartką. Podała ją mnie.
— Nie wyrzucaj jej — powiedziała. — Chcę pamiętać, że ktoś musiał ją znaleźć.
Złożyłem kartkę i wsunąłem do kieszeni.
— Będę pamiętał.
Przy wyjściu matka zatrzymała mnie.
— Marek, nie wiem, czy potrafię to naprawić.
— Nie naprawisz tego dzisiaj.
— Co mam zrobić?
Spojrzałem na Ethana, który czekał przy samochodzie, kopiąc czubkiem buta w zmarzniętą ziemię.
— Następnym razem, gdy przy stole zabraknie dziecka, zapytaj, gdzie jest. Nawet jeśli wszyscy będą udawać, że kolacja jest ważniejsza.
Skinęła głową i rozpłakała się dopiero wtedy.
Następnego ranka Daniel zadzwonił do mnie z parkingu przed hotelem. Powiedział, że przyznał się do wszystkiego. Hotel nie zerwał rozmów, ale zażądał nowego procesu wyboru wykonawcy. Bez Victorii.
Kuzyn Victorii wycofał swoją ofertę, kiedy dowiedział się, że jego nazwisko znalazło się w dokumencie wysłanym bez zgody Daniela. Pieniądze, które obiecywał Victorii, przepadły razem z szansą na kontrakt.
Daniel nie prosił mnie, żebym przyjął zlecenie.
Zapytał tylko:
— Jeśli hotel wybierze twoją restaurację, będziesz chciał ją obsługiwać?
— Dopiero po podpisaniu umowy z nimi. Nie z tobą jako bratem.
— Rozumiem.
Tym razem naprawdę rozumiał.
Wieczorem Ethan wyjął z kieszeni papierową serwetkę z restauracji. Narysował na niej nową rozpiskę miejsc przy stole.
Na samej górze napisał: „Osoby, których nie wolno zostawić samych”.
Pod spodem umieścił trzy nazwiska: siebie, Norę i babcię.
Potem dopisał jeszcze jedno.
„Tata, jeśli znów będzie pracował”.
Przyjrzałem się tej liście i pokręciłem głową.
— Mnie nie trzeba pilnować.
Ethan wsunął serwetkę do kieszeni fartucha.
— Każdy czasem potrzebuje miejsca przy stole.
A na jego fartuchu wciąż pachniało masłem, czosnkiem i dymem z grilla.
Przegapiłeś początek?






