CZĘŚĆ 4
…Telefon w dłoni Romana zamilkł, lecz nikt nie ruszył się ze swojego miejsca.
Na korytarzu kapała woda. Każda kropla uderzała o metalową tacę stojącą pod nieszczelnym sufitem.
— Kto znalazł? — zapytałam.
Roman patrzył na ekran, jakby wyświetlone słowa mogły się jeszcze zmienić.
— Księgowa z firmy — odpowiedział w końcu. — Znalazła kasetkę w piwnicy.
— Co w niej jest?
— Dokumenty.
— Jakie?
Roman podniósł wzrok.
— Te, których Wiktor nie zdążył zniszczyć.
Lidia podeszła do niego tak szybko, że aż cofnął się pod ścianę. Jej srebrna agrafka błysnęła w żółtym świetle.
— Gdzie jest mój brat? — zapytała.
— Tu.
— Nie o Nazara pytam. Gdzie jest Wiktor?
Roman nie odpowiedział.
Nazar próbował wstać. Zachwiał się, więc oparłam go o ramę łóżka. Był lżejszy, niż powinien być dorosły mężczyzna. Przez sześć lat żył w tym opuszczonym budynku, karmiony strachem i cudzymi resztkami.
— Magazyn numer siedem — powiedział. — Przy starym nabrzeżu. Wiktor miał tam pojechać, kiedy Roman dowiedział się o kasetce.
— Jedziemy — oznajmiłam.
Roman zaśmiał się nerwowo.
— Ty naprawdę sądzisz, że możesz tam wejść i wszystko naprawić?
— Nie chcę niczego naprawiać. Chcę usłyszeć prawdę od człowieka, którego pochowałam.
— Natalia…
— Nie wypowiadaj mojego imienia tak, jakbyś miał do niego prawo.
Na dole rozległ się dźwięk telefonu Lidi. Kobieta odebrała. Przez kilka sekund słuchała w milczeniu, a potem spojrzała na mnie.
— Twoja sąsiadka dzwoni. Ola zniknęła z podwórka.
Świat nagle zwęził się do jednego zdania.
— Co znaczy „zniknęła”?
— Pani Irena widziała ją przy bramie. Dziewczynka poszła za mężczyzną, który powiedział, że jest przyjacielem taty.
Spojrzałam na Romana.
Jego twarz stężała.
— To nie ja — powiedział.
— Ale wiesz, kto to zrobił.
Przez chwilę trwał między nami ciężki, lepki bezruch. Potem Roman szepnął:
— Wiktor.
— Dlaczego miałby zabrać własną córkę?
— Bo wie, że jeśli ją zobaczysz, nie pojedziesz za nim.
Pobiegliśmy do samochodu. Nazar został z Lidią, która zadzwoniła po pomoc medyczną i przekazała adres sanatorium. Roman usiadł za kierownicą, ale wyjął kluczyk dopiero po moim ostrym spojrzeniu.
— Jeśli spróbujesz mnie wywieźć gdzie indziej, wyskoczę przy pierwszym zakręcie.
— Wiem.
Droga do portu ciągnęła się przez przemysłową część miasta. Była dziewiąta trzydzieści, gdy zatrzymaliśmy się przy magazynie numer siedem. Nad bramą wisiała rozbita lampa. Wiatr pchał po betonie puste puszki.
W środku paliła się jedna żarówka.
— Ola! — zawołałam.
— Mamo! — odpowiedziała z głębi hali.
Ruszyłam biegiem.
Wiktor stał przy stosie drewnianych skrzyń. Trzymał Olę za ramię, ale nie ściskał jej mocno. Dziewczynka płakała, a na jej głowie wciąż tkwiła papierowa korona ze świetlicy.
Kiedy mnie zobaczył, jego twarz zmieniła się tak gwałtownie, że poczułam mdłości. Nie był widmem ani obcym człowiekiem. Był Wiktorem. Miał tę samą krzywą linię ust, tę samą bliznę na brodzie, którą całowałam przed snem.
Tylko oczy należały do kogoś, kto od dawna żył bez nadziei.
— Puść ją — powiedziałam.
— Natalia, posłuchaj mnie.
— Puść. Moją. Córkę.
Ola wyrwała rękę i podbiegła do mnie. Wtuliła twarz w mój płaszcz.
— On powiedział, że zabierze mnie do taty — wyszlochała.
Poczułam, jak coś we mnie pęka, lecz nie pozwoliłam sobie upaść.
— Jestem twoim ojcem — powiedział Wiktor.
— Ojciec nie każe dziecku iść za obcym mężczyzną.
Roman wszedł do hali i zamknął za sobą ciężką bramę.
— Wystarczy tego — rzucił. — Oddaj mi dokumenty, Wiktor.
Wiktor odwrócił się do niego.
— Już ich nie mam.
— Kłamiesz.
— Kasetkę znalazła księgowa. Dokumenty są u niej.
Roman zrobił krok naprzód.
— Wiesz, co się stanie, jeśli je przekaże?
— Tak. Dlatego zabrałem Natalię tutaj.
Spojrzałam na Wiktora.
— Chciałeś mnie szantażować córką?
— Chciałem, żebyś mnie wysłuchała.
— Sześć lat rozmawiałam z kamieniem, na którym było twoje nazwisko.
— Nie mogłem wrócić.
— Mogłeś. Codziennie.
Wiktor zacisnął dłonie.
— Roman miał ludzi, którym był winien pieniądze. Kiedy Nazar przeżył, musieliśmy go ukryć. Wziąłem jego dokumenty, bo Roman powiedział, że inaczej zabije ciebie i Olę. Potem dostałem pieniądze z polisy. Chciałem spłacić dług i odebrać wam bezpieczeństwo, ale Roman przejął wszystko.
— A ty uciekłeś.
— Bałem się.
— Ja też się bałam. Tylko nie miałam dokąd uciec.
Roman rzucił się na niego. Zderzyli się przy skrzyniach, a żarówka zakołysała się nad naszymi głowami. Wiktor przewrócił Romana na ziemię, lecz sam dostał łokciem w ranę na boku. Upadł na kolano.
Ola krzyknęła.
— Mamo!
Przyciągnęłam ją do siebie. W tej samej chwili przez boczne wejście wbiegła Lidia z dwoma ratownikami i kobietą w granatowym płaszczu. To była księgowa Romana, pani Elżbieta. Trzymała metalową kasetkę przy piersi.
— Wszystko jest tutaj — powiedziała. — Przelewy, kopie polis, umowa z zakładem pogrzebowym i podpis Wiktora.
Roman podniósł się z podłogi.
— Nie macie prawa!
— Mam prawo oddać dokumenty osobie, którą okradłeś — odparła Elżbieta.
— Natalia niczego nie dostanie. Nie wiedziała, że pieniądze były brudne.
— Nie musiała wiedzieć — powiedziałem, a potem poprawiłam się w myślach, bo po tylu latach pierwszy raz mówiłam do niego jak do obcego człowieka. — Wystarczy, że to były pieniądze przeznaczone dla mnie i Oli.
Roman spojrzał na Wiktora.
— Powiedz jej, że to ty podpisałeś zgodę na wypłatę. Powiedz, że oszukałeś ją tak samo jak ja.
Wiktor zamknął oczy.
— Podpisałem.
Ola ścisnęła moją dłoń.
— Mamo, czy on pójdzie do więzienia?
Nie odpowiedziałam od razu.
W sprawę weszli urzędnicy, bo Elżbieta jeszcze tego samego wieczoru przekazała dokumenty wraz z księgami rachunkowymi. Roman został zatrzymany nie za jedną rzecz, lecz za cały system: fałszywe dokumenty, wyłudzenie pieniędzy i przetrzymywanie Nazara. Wiktor nie uciekł. Został, podpisał zeznania i oddał wszystko, co miał.
Nie zrobił tego z miłości.
Zrobił to, bo po raz pierwszy zrozumiał, że jego strach zniszczył więcej niż groźby Romana.
Nazar trafił do szpitala. Lidia siedziała przy nim przez całą noc, a rano przyniosła mu herbatę w kubku z namalowanym żółtym ptakiem. Kiedy mnie zobaczyła, objęła mnie bez pytania.
— Przepraszam — powiedziała.
— Za co?
— Za to, że prawda przyszła tak późno.
— To nie pani ją zatrzymała.
Wiktor spłacił dług wobec mnie i Oli, sprzedając mieszkanie oraz samochód. Pieniądze z polisy odzyskano częściowo z rachunków Romana. Resztę wypłacono nam po sprawdzeniu dokumentów, ale żadne pieniądze nie mogły oddać sześciu lat.
Wniosłam o rozwód.
Wiktor podpisał papiery bez sprzeciwu. Podczas ostatniego spotkania w ośrodku mediacyjnym zapytał:
— Czy kiedyś pozwolisz mi porozmawiać z Olą?
— Jeśli ona sama będzie tego chciała.
— A ty?
— Ja już z tobą rozmawiałam. Przez sześć lat.
Ola nie chciała od razu spotkania. Najpierw pytała o niego przy kolacji, potem przestała. Po pewnym czasie poprosiła, żeby pokazać jej zdjęcie, na którym Wiktor trzyma ją jako niemowlę. Obejrzała je długo i powiedziała:
— To mój tata, ale nie mój dom.
Nie poprawiłam jej.
Lidia została w naszym życiu. Razem odwiedziłyśmy Nazara, kiedy mógł już chodzić. Nadal nosił srebrny ząb i bliznę pod uchem. Gdy zobaczył mój nagrobek Wiktora, poprosił, żeby usunąć fotografię.
Nie zrobiłam tego od razu.
Najpierw zamówiłam nową tablicę. Nie z imieniem człowieka, który tam nie leżał, lecz z prawdą o Nazarze, aby jego rodzina przestała szukać go w cudzych opowieściach. Przy kamieniu Wiktora zostawiłam chryzantemy, tak jak każdego roku, ale nie mówiłam już do niego.
Na metalowej ławce obok siedziała Lidia. Trzymała swoją małą torebkę z wyszytym czerwonym ptakiem.
— Myślisz, że żałuje? — zapytała.
Spojrzałam na świeżo wyryte litery.
— Może żałuje. Ale żal nie oddaje dzieciństwa córce ani sześciu lat żonie.
— A ty?
— Ja uczę się pamiętać, nie wracać.
Wtedy Ola podeszła do grobu z kartką w dłoni. Była to nowa praca plastyczna ze świetlicy: trzy osoby stojące przy rzece, a obok nich mały czerwony ptak.
— Mamo — powiedziała — pani kazała podpisać, kto jest rodziną.
Podała mi kredkę.
Na obrazku narysowała siebie, mnie, Lidię i Nazara. Wiktora nie było, lecz w rogu kartki pojawiła się ciemna kreska, przypominająca zamkniętą bramę.
— Co mam napisać? — spytała.
Spojrzałam na Lidię. Ta uśmiechnęła się przez łzy.
— Napisz prawdę — odpowiedziałam.
Ola pochyliła się nad kartką i powoli wykreśliła słowo „tata”. Potem pod spodem napisała: „Ludzie, którzy zostali”.
A srebrna agrafka na chuście Lidii odbiła światło dokładnie tam, gdzie pod kamieniem po raz pierwszy odzyskano imię Nazara.
Przegapiłeś początek?






