CZĘŚĆ 4
…Rozłączyłem się, zanim głos zdążył powiedzieć coś jeszcze.
Przez kilka sekund nikt się nie poruszył.
Mia wtuliła twarz w mój płaszcz. Jej małe palce zacisnęły się na materiale tak mocno, że poczułem ból przez skórę.
— Do przystani — powiedziałem.
— Sam — przypomniał Luca.
— Nie.
Podniosłem wzrok.
— Pojadę z tobą.
Luca spojrzał na zegarek.
— Jeśli Stefano naprawdę żyje, chce właśnie tego. Ciebie, mnie i dowodu, który może zniszczyć jego układ.
— Nie jedziesz jako mój ochroniarz.
— Wiem.
— Jedziesz jako świadek.
Jego twarz stwardniała.
— A jeśli odmówię?
— Teresa ma kopię rejestru. Tomasz zna całą historię. Jeśli nie wrócę, wszystko trafi do ludzi, których przez lata oszukiwałeś.
Tomasz podniósł głowę.
— Nie musisz wracać do tej przystani.
— Właśnie dlatego muszę.
O dziewiątej wieczorem wyruszyliśmy trzema samochodami. Nie pojechałem sam. Zabrałem Teresę, Tomasza i czterech strażników, którzy nie mieli nic wspólnego z Lucą. Mia siedziała obok mnie w foteliku, a jej królik leżał na kolanach.
Srebrny zegarek trzymałem w kieszeni.
Droga nad rzekę była prawie pusta. Reflektory przecinały mgłę, a drzewa przy poboczu wyglądały jak czarne, pochylone postacie.
W połowie drogi Luca odezwał się z tylnego siedzenia.
— Twój ojciec chciał ci powiedzieć prawdę.
— Kiedy?
— Tej nocy. Miał dokumenty dotyczące przelewów Stefano. Chciał oddać firmę tobie i rozwiązać całą sieć ochrony.
— A ty mu przeszkodziłeś.
— Bałem się.
— O siebie?
— O syna.
Milczałem.
— Stefano miał ludzi wszędzie — ciągnął Luca. — Powiedział, że jeśli pomogę mu ukryć śmierć Anthony’ego, mój syn przeżyje. Jeśli nie, znajdę go w kawałkach.
— I przez dwadzieścia dwa lata pracowałeś dla człowieka, który ci groził?
— Przez dwadzieścia dwa lata próbowałem znaleźć Elenę i dowody przeciwko niemu.
— Mogłeś powiedzieć mnie.
— Miałeś siedemnaście lat. Byłeś wściekły, samotny i gotowy podpalić pół Pensylwanii. Stefano czekał tylko na to, żebyś popełnił błąd.
Spojrzałem na jego odbicie w lusterku.
— A Mia?
— Znalazłem ją przez Tomasza. Elena ukrywała ją przed ludźmi Stefano. Kiedy zrozumiała, że ją śledzą, wysłała dziewczynkę do jedynego człowieka, którego nazwisko pamiętała z opowieści ojca.
— Do mnie?
— Do ciebie.
Zacisnąłem dłoń na kierownicy.
Nie byłem pewien, co bolało bardziej: świadomość, że siostra żyła, czy że przez całe życie byłem dla niej tylko imieniem powtarzanym w ucieczce.
Przystań wyłoniła się z mgły o dziesiątej czterdzieści. Drewniany budynek stał nad wodą, tak samo jak tamtej nocy. W oknie paliła się pojedyncza lampa.
Mia obudziła się.
— Nie chcę tam — powiedziała.
— Nie wejdziesz ze mną.
— Mama czeka.
— Przyprowadzę ją.
Pocałowałem ją w czoło. Pachniała cytrynowym mydłem.
— Obiecujesz?
— Obiecuję.
Zostawiłem ją z Teresą w samochodzie. Do przystani wszedłem z Lucą i Tomaszem. Drzwi były otwarte. W środku pachniało wilgotnym drewnem i olejem napędowym.
Na środku pomieszczenia stał mężczyzna w granatowym płaszczu.
Był starszy, niż zapamiętałem ze zdjęć, ale miał tę samą bliznę przy lewym uchu.
Stefano Romano.
Mój stryj.
Obok niego, na krześle, siedziała Elena. Miała rozcięty łuk brwiowy i ręce związane szorstkim sznurem, lecz kiedy mnie zobaczyła, nie odwróciła wzroku.
— Damian — powiedziała.
To jedno słowo przeszło przeze mnie jak uderzenie.
— Eleno.
Stefano uśmiechnął się.
— Rodzina w komplecie. Jak za dawnych czasów.
Luca uniósł broń, lecz Stefano przycisnął pistolet do skroni Eleny.
— Nie rób tego — powiedziałem.
— Zegarek.
Wyjąłem go z kieszeni i położyłem na stole.
Stefano sięgnął po niego, lecz Tomasz zablokował mu drogę laską.
— Nie dotykaj go — powiedział starzec.
Stefano roześmiał się.
— Wciąż żyjesz? Anthony naprawdę miał słabość do niepotrzebnych ludzi.
— A ty wciąż mylisz strach z lojalnością — odpowiedział Tomasz.
Stefano uderzył go rękojeścią pistoletu. Tomasz upadł na kolano.
Luca ruszył, ale ja wyciągnąłem rękę.
— Nie.
Stefano spojrzał na mnie z satysfakcją.
— Widzisz? Nadal jesteś synem Anthony’ego. Zawsze musisz udawać, że kontrolujesz sytuację.
— Nie przyszedłem tu po kontrolę.
— Po co więc?
— Po siostrę.
Jego uśmiech zniknął.
W tej chwili z zewnątrz dobiegł huk silników. Nie moich samochodów. Ciężarówki zatrzymały się przy nabrzeżu, a z niej wysiedli ludzie Stefano.
— Myślałeś, że przyprowadzisz czterech strażników i zakończysz wszystko? — zapytał. — Twoja firma jest moja. Rachunki, kontrakty, ludzie. Nawet twoi ochroniarze pracują dla mnie.
Teresa wyszła z drugiego samochodu, trzymając teczkę.
— Nie wszyscy — powiedziała.
Stefano odwrócił głowę.
— Co to ma znaczyć?
— Trzy godziny temu wysłałam dokumenty do wszystkich klientów Romano — odpowiedziała. — Dołączyłam kopię księgi straży, przelewy i zeznanie Tomasza. Umowy zostały zamrożone.
Stefano spojrzał na mnie.
— Blefujesz.
— Nie — powiedziałem. — Firma, o którą zabijałeś, już nie należy do ciebie.
— Należy do ciebie?
— Nie.
Wyjąłem z kieszeni drugi dokument, który Teresa przygotowała w samochodzie.
— Przekazałem wszystkie aktywa funduszowi ochrony świadków i rodzin, które ty wykorzystywałeś. Nie możesz ich sprzedać. Nie możesz ich odziedziczyć. Nie możesz nawet wejść do budynków, które przez lata finansowały twoje interesy.
Stefano przycisnął broń mocniej do głowy Eleny.
— Myślisz, że pieniądze mnie obchodzą?
— Nie. Obchodzi cię, żeby wszyscy nadal bali się twojego nazwiska.
— I będą.
— Nie, jeśli usłyszą, dlaczego uciekłeś.
Wskazałem na Lucę.
— Powiedz mu.
Luca patrzył na stryja z twarzą człowieka, który przez pół życia nosił kamień pod językiem.
— Anthony nie błagał o życie — powiedział. — Stał przy łodzi i patrzył ci w oczy. Powiedział, że prędzej umrze, niż pozwoli ci skrzywdzić Elenę. A potem powiedział mi, żebym zaopiekował się jego synem.
Stefano syknął:
— Ty niewdzięczny psie.
— Nie — odparł Luca. — Byłem tchórzem. To gorsze.
W jego głosie nie było prośby o przebaczenie. Była decyzja.
Zrobił krok w bok, zasłaniając Tomasza własnym ciałem.
Stefano strzelił.
Kula trafiła Lucę w ramię. Elena kopnęła stół, zegarek spadł na podłogę, a ja rzuciłem się na Stefano. Uderzyliśmy o ścianę. Poczułem zapach oleju, drewno pod plecami i metal jego broni między naszymi dłońmi.
— To za mojego ojca — powiedziałem.
— Twój ojciec był słaby.
— Nie. To ty bałeś się człowieka, który nie chciał być tobą.
Wyrwałem mu pistolet. Strażnicy obezwładnili ludzi przy nabrzeżu, zanim zdążyli wejść do środka. Elena czołgała się w stronę Tomasza, a Luca klęczał przy drzwiach, przyciskając ranę.
Stefano patrzył na mnie z niedowierzaniem.
— Co zrobisz? Zabijesz mnie?
Spojrzałem na zegarek leżący między deskami. Wskazówki nadal stały na drugiej siedemnaście.
— Nie — powiedziałem. — Będziesz żył wystarczająco długo, żeby każdy człowiek, którego skrzywdziłeś, poznał twoje nazwisko i twoją rolę.
Nie oddałem go w ręce ludzi z ulicy. Wezwałem ratowników dla Luki i Eleny, a dokumenty przekazałem tym, którzy prowadzili śledztwo przeciwko sieci Stefano. Nie potrzebowałem zemsty, która wyglądałaby jak jego własne metody.
W szpitalu Elena zasnęła dopiero nad ranem. Mia siedziała przy jej łóżku, trzymając królika bez guzika.
— To moja mama? — zapytała.
— Tak.
— A ty jesteś panem z zegarkiem?
Spojrzałem na srebrną kopertę. Oddałem ją Elenie.
— Jestem twoim wujkiem.
Dziewczynka zmarszczyła nos.
— Wujek też jest ciepły?
Elena otworzyła oczy. Była blada, ale się uśmiechnęła.
— Twój dziadek tak mówił — wyszeptała.
— Znałaś go?
— Każdego dnia. Przez dwadzieścia dwa lata nosiłam jego ostatnią wiadomość.
Dotknęła palcem zatrzymanych wskazówek.
— Chciał, żebyś wiedział, że nie umarł samotnie. Bał się tylko, że ty zostaniesz sam.
Mia podała mi królika.
— Naprawisz mu oko?
Wziąłem zabawkę, lecz nie obiecałem, że przywrócę jej dawny wygląd. Przyszyłem guzik z kieszeni własnej koszuli, ten, który odpadł podczas szarpaniny w przystani.
Kiedy skończyłem, Mia przyłożyła królika do piersi Eleny.
— Teraz już nie musi uciekać — powiedziała.
Za oknem korytarza pielęgniarka przesuwała wózek z lekami. Luca przeżył i został pod nadzorem, a jego zeznania otworzyły drogę do odnalezienia ludzi, których Stefano ukrywał przez lata. Teresa przejęła firmę, ale nie zachowała jej dawnego kształtu. Każdy kontrakt związany z przemocą został zerwany.
Nie odzyskałem ojca.
Nie odzyskałem dzieciństwa.
Odzyskałem siostrę.
A kiedy Mia zasnęła na krześle, ściskając naprawionego królika, Elena nakręciła zegarek. Wskazówki drgnęły po raz pierwszy od tamtej nocy.
Zatrzymały się na drugiej osiemnaście.
— Wujku Damianie — mruknęła Mia przez sen. — Już idziemy do domu?
Spojrzałem na Elenę, a potem na zegarek, który przez dwadzieścia dwa lata odmierzał tylko winę.
— Tak — odpowiedziałem. — Ale tym razem wszyscy razem.
Przegapiłeś początek?






