CZĘŚĆ 4
Słowa Thomasa zawisły w piwnicy jak wilgoć.
Maria odwróciła się do niego.
— Kto był ostatnim?
Thomas oparł plecy o ścianę. Kajdanki błysnęły przy jego nadgarstkach.
— Osoba, której Anna ufała.
Pomyślałem o klapie, o wybielaczu i o świeżych rysach pod szafą. Zawołałem ratownika, który właśnie wracał z podwórza po koc dla Emily.
— Niech pan odsunie się od odpływu — powiedziałem.
Thomas zaczął się śmiać.
Maria schyliła się i dotknęła betonowej płyty końcem latarki. Dźwięk był pusty.
Pod spodem znajdowała się druga komora.
Tym razem nie było w niej człowieka. Była metalowa kaseta, owinięta folią budowlaną, oraz pudełko po butach pełne kopert, rachunków i fotografii.
Na pierwszym zdjęciu zobaczyłem Annę stojącą przed domem trzy lata wcześniej. Na drugim Emily siedziała na huśtawce. Na trzecim obie zniknęły, a obok Thomasa stał mężczyzna w granatowej kurtce.
Maria przybliżyła fotografię do światła.
— Znasz go?
Thomas przestał się uśmiechać.
— To mój brat, Adrian.
— Gdzie on jest?
Thomas odwrócił wzrok.
W kasetce znaleźliśmy nie tylko dokumenty. Była tam kopia aktu zgonu Anny, wystawiona na podstawie fałszywego zaświadczenia, oraz umowa ubezpieczeniowa opiewająca na wysoką kwotę. Beneficjentem był Thomas. Podpis lekarza został podrobiony, ale data zgadzała się z dniem, kiedy Anna została zamknięta w piwnicy.
Na dnie kasety leżał jednak jeszcze jeden papier. Krótki, odręcznie napisany list.
„Thomas, jeśli cokolwiek mi się stanie, Adrian wie, gdzie trzymasz dokumenty. Nie ufaj mu.”
Przeczytałem go dwa razy.
Thomas patrzył na kartkę, jakby zobaczył własną śmierć.
— Adrian miał pomagać w wywiezieniu jej — powiedział. — Zabrał pieniądze i zniknął.
— A ty pozwoliłeś Annie żyć w tej komorze przez trzy lata.
— Miałem ją wypuścić.
— Kiedy?
Jego usta drgnęły.
— Kiedy pieniądze wpłyną.
Nie było w tym żalu. Tylko kalkulacja, która wreszcie przestała przynosić zysk.
W szpitalu spotkałem Annę o szóstej rano. Leżała pod białym kocem, z kroplówką przy nadgarstku. Emily siedziała obok niej i trzymała pluszowego królika. Brakujące ucho zabawki było przypięte czerwoną wstążką, którą wcześniej ściskała dziewczynka.
— Mogę wejść? — zapytałem.
Anna skinęła głową.
— Czy to pan otworzył szafę?
— Tak.
— W takim razie dziękuję. Ale proszę mi nie mówić, że wszystko będzie dobrze.
— Nie powiem.
— Dobrze. Bo jeszcze nie jest.
Emily spojrzała na mnie spod opadającej grzywki.
— Czy tata wróci?
Usiadłem na krześle, tak by mieć ją na wysokości oczu.
— Nie do tego domu. I nie bez decyzji ludzi, którzy teraz dbają o wasze bezpieczeństwo.
— On mówił, że nikt mi nie uwierzy.
Anna ścisnęła jej dłoń.
— A ty mimo wszystko zadzwoniłaś.
— Bałam się — odpowiedziała Emily. — Ale pani Claire powiedziała przez telefon, żebym oddychała cicho. Wtedy pomyślałam, że skoro ktoś mnie słyszy, nie jestem sama.
Później dowiedziałem się, że Claire nie odłożyła słuchawek nawet po zerwaniu połączenia. To ona zauważyła w tle metaliczny rytm i poprosiła mnie, bym podczas wejścia zwrócił uwagę na schody. Bez tego moglibyśmy uznać „węża” za dziecięcą fantazję.
Thomas próbował jeszcze raz wykorzystać zamieszanie. Kiedy Maria prowadziła go do radiowozu, zawołał do mnie:
— Daniel! Powiedz Annie, że Adrian ma kopię wszystkiego!
— To groźba?
— To ostrzeżenie.
Następnego dnia Adrian pojawił się przed szpitalem. Nie wszedł do środka. Stał przy automacie z kawą, w tej samej granatowej kurtce ze zdjęcia. Miał w dłoni teczkę i twarz człowieka, który spodziewał się targować.
Zatrzymałem go przy wyjściu.
— Jeśli przyszedłeś po pieniądze, to nie ten adres.
— Nie chciałem, żeby Thomas ją zabił — powiedział.
— Pomogłeś mu ją zamknąć.
— Miałem długi.
— A Anna miała trzy lata w betonowej klatce.
Adrian spuścił wzrok na teczkę.
— Mam dowód, że Thomas planował ucieczkę. Bilety, rachunki, nazwiska. Mogę wam to oddać.
— Dlaczego miałbym ci wierzyć?
— Bo jeden dokument dotyczy Emily.
Podał mi kopertę. Nie była szara ani nienaznaczona. Miała zieloną pieczęć urzędu opieki nad dziećmi i datę sprzed dwóch lat.
W środku znajdowało się pismo, którego Thomas nigdy nie pokazał Annie. Szkoła zgłosiła wtedy siniaki na nadgarstkach Emily. Thomas odpowiedział, że dziecko spadło z roweru. Pracownik urzędu próbował odwiedzić dom, ale Thomas przekazał fałszywy adres.
Na dole widniał podpis osoby, która zamknęła sprawę.
To nie był Thomas.
To był jego znajomy, inspektor odpowiedzialny za wizyty domowe. Adrian powiedział, że Thomas zapłacił mu za pominięcie kontroli.
— Dlaczego przynosisz to dopiero teraz? — zapytałem.
— Bo dziś rano Thomas zadzwonił do mnie z aresztu i powiedział, że jeśli nie zniknę, powie, że to ja zamknąłem Annę.
— A zamknąłeś?
Adrian długo milczał.
— Pomogłem zbudować drzwi. Nie wiedziałem, że za nimi będzie człowiek.
To nie była pełna prawda, ale była wystarczająca, by otworzyć kolejną sprawę. Adrian oddał dokumenty, wskazał miejsce, gdzie Thomas ukrył pozostałe pieniądze, i zgodził się zeznawać. Nie zrobił tego z dobroci. Zrobił to, bo bał się własnego udziału. Jednak jego strach po raz pierwszy zaczął pracować po stronie Anny i Emily.
Thomas stracił pieniądze, ubezpieczenie, dom i możliwość kontrolowania tego, co inni wiedzieli. Najbardziej zabolało go jednak coś innego.
Podczas przesłuchania Anna odmówiła spotkania z nim. Emily także.
— Chcę, żeby mój głos został zapisany — powiedziała dziewczynka. — Nie jego wersja.
Claire pomogła jej połączyć się z dyspozytornią. Emily usiadła przed mikrofonem i odtworzyła z pamięci tamtą rozmowę.
— Co powiedziałaś, kiedy operator zapytał, czy jesteś bezpieczna? — spytała Claire.
Emily spojrzała na matkę.
— Powiedziałam, że wąż pełznie po schodach.
— A co naprawdę miałaś na myśli?
Dziewczynka zacisnęła palce na czerwonej wstążce.
— Że tata idzie po mnie.
Anna zamknęła oczy. Ja odsunąłem się od mikrofonu, żeby nie zabrać im tej chwili.
Kilka dni później wróciliśmy z Marią do domu przy Maplewood Drive po ostatnie rzeczy. Szafa została usunięta. Podłoga była rozebrana. Na ścianie pozostał prostokąt jaśniejszej farby, jak blizna po czymś, czego nie dało się już ukryć.
Emily chciała zabrać tylko królika.
Znalazła go na krześle przy wejściu. Czerwonej wstążki nie zdjęła. Sama przyszyła nią oderwane ucho, krzywo, dużymi ściegami.
— Pani Keller mówi, że mogę mieć nowy — powiedziała.
— Ten jest ważniejszy?
— Ten wie, gdzie byłam.
Na ganku czekała Anna. Była słaba, ale stała bez pomocy. W dłoni trzymała małą metalową plakietkę z numerem siedem, tę samą, którą znaleźliśmy przy zamku.
— Co pani z nią zrobi? — zapytałem.
Anna spojrzała na Emily, potem na dom.
— Oddam ją do muzeum szkoły. Dzieci powinny wiedzieć, że czasem najważniejszy dowód jest wielkości paznokcia.
Emily podeszła do niej i przytuliła się ostrożnie, jakby wciąż bała się sprawić matce ból.
Wtedy z wnętrza domu dobiegło pojedyncze stuknięcie. Stary przewód, który technicy zostawili do zabezpieczenia, osunął się z półki na beton.
Emily zesztywniała.
Anna uklękła przed nią.
— To tylko metal.
Dziewczynka spojrzała na przewód. Potem sama podniosła go z podłogi i położyła na stole, daleko od schodów.
— Wiem — powiedziała. — Wąż nie miał łusek.
Claire, która stała przy samochodzie, usłyszała te słowa przez otwarte drzwi i uśmiechnęła się ze łzami w oczach.
Emily poprawiła czerwoną wstążkę przy uchu królika, a metalowa plakietka z numerem siedem zadrżała w dłoni Anny.
— Mamo — powiedziała dziewczynka. — Tym razem to my wybieramy, gdzie idziemy.
Anna odpowiedziała bez wahania:
— Razem.
Przegapiłeś początek?






