CZĘŚĆ 4 — Sprzedałam synowi drogocenną gitarę, lecz następnego ranka policjanci zapukali do naszych drzwi — Alejandro pobladł

CZĘŚĆ 4

Alejandro wyrwał aspirantce telefon z ręki.

— Ona poszła do magazynu — powiedział.

— Jakiego magazynu? — zapytałam.

— Tego przy ulicy Brzozowej. Roman pokazał mi go, kiedy naprawialiśmy wózek.

Kapitan Zieliński natychmiast sięgnął po radio. Na schodach zrobiło się ciasno, ale nikt nie próbował się przepychać. Roman stał przy ścianie, ściskając klucz tak mocno, że pobielały mu knykcie.

— Ile czasu temu wyszła? — zapytała aspirantka.

— Jej matka znalazła kartkę dziesięć minut temu — odpowiedziała dyrektorka przez telefon.

— Elena nie może sama wejść do magazynu — powiedział Alejandro. — Ma słabe ręce. Jeśli wózek się przewróci…

Nie dokończył.

Zbiegliśmy po schodach. Na zewnątrz padał zimny deszcz, a chodnik lśnił jak szkło. Kapitan otworzył drzwi samochodu.

— Pani zostaje z nami.

— To mój syn.

— Właśnie dlatego.

Alejandro usiadł z tyłu między mną a aspirantką. Przez całą drogę trzymał w dłoni tę pękniętą pałeczkę do strojenia. Nie wiem, po co ją zabrał. Może dlatego, że gitara była jedyną rzeczą, która pozostała mu po tamtym wszystkim.

Magazyn firmy znajdował się za torami, w niskim budynku z blaszanym dachem. Brama była uchylona. Na mokrym betonie widniały ślady kół.

— Elena! — krzyknął Alejandro.

Z wnętrza odpowiedział metaliczny huk.

Pobiegł pierwszy.

W środku pachniało olejem, kurzem i mokrym kartonem. Pod ścianami stały łóżka rehabilitacyjne, kule i wózki przykryte folią. Na końcu hali, przy zamkniętych drzwiach zaplecza, Elena siedziała na swoim nowym wózku. Przed nią klęczał mężczyzna w eleganckim płaszczu.

Był to kierownik magazynu, pan Krawiec.

W ręku trzymał metalową tabliczkę z numerem seryjnym wózka.

— Elena, odłóż to — powiedział. — Nie masz pojęcia, w co się mieszasz.

— Mam większe pojęcie niż pan myśli — odparła dziewczynka.

Alejandro podbiegł do niej.

— Nic ci nie jest?

— Nie. Ale on chciał zabrać tabliczkę.

Krawiec spojrzał na policjantów.

— To włamanie. Ta dziewczynka i ten chłopak wtargnęli na prywatny teren.

Roman wszedł za nami i wskazał na stos folii.

— Prywatny teren? A te wózki? Przecież kazałeś mi wpisać je jako zniszczone.

Krawiec zacisnął szczękę.

— Nie rozmawiam z tobą.

— To porozmawiasz z dokumentami — odpowiedział Roman.

Wyjął z kieszeni mały notes. Okładka była popękana, a kartki zatłuszczone od smaru.

— Zapisywałem numery wszystkich urządzeń, które miałem oddać na złom. Siedemnaście sztuk przez ostatnie dwa lata. Żadnego nie zniszczono.

Kapitan wziął notes.

Krawiec ruszył w jego stronę.

— To prywatne zapiski pracownika.

— A to jest dowód, że pańskie zgłoszenie mogło być fałszywe — odparł policjant.

Krawiec obejrzał się na Elenę.

— To dziecko ukradło sprzęt. Chciałem tylko odzyskać własność.

Alejandro podniósł głowę.

— Nie chciał pan odzyskać wózka. Chciał pan, żeby nikt nie zobaczył, że sprzedawał pan części ze sprzętu, który miał zostać zniszczony.

W hali zapadła cisza.

— Skąd to wiesz? — syknął Krawiec.

— Znalazłem pańskie listy przewozowe w koszu. Były pod kartonami.

Wyjął z kieszeni złożone kartki. Papier był mokry na brzegach, ale pieczęcie nadal dało się odczytać.

Roman zamknął oczy.

— Mówiłem ci, żebyś tego nie dotykał.

— Gdybym nie dotknął, Elena straciłaby wózek — odpowiedział Alejandro.

Kapitan przejrzał dokumenty. Tym razem jego twarz stwardniała.

Krawiec cofnął się o krok.

— To nie jest tak, jak myślicie.

— Więc wyjaśni pan wszystko przy sporządzaniu protokołu — powiedziała aspirantka.

Nie było pościgu ani krzyków. Krawiec po prostu usiadł na plastikowej skrzyni, a jego elegancki płaszcz nasiąkał wodą z mokrych butów. Przegrał nie dlatego, że Alejandro miał bogatą rodzinę albo wpływowych znajomych. Przegrał, bo trzynastoletni chłopiec zauważył to, czego dorośli od lat nie chcieli widzieć.

Na zewnątrz Elena dotknęła koła swojego wózka.

— Czy oni go zabiorą? — zapytała.

Kapitan przykucnął przy niej.

— Nie. Ten wózek został naprawiony i przekazany tobie. Roman potwierdzi to podpisem, a firma będzie musiała wyjaśnić swoje rachunki.

— A Alejandro?

— Alejandro wróci z mamą do domu. I dostanie porządne kazanie za chodzenie nocą po ulicach.

Spojrzałam na syna.

— Bardzo porządne.

— Wiem — szepnął.

Kiedy wróciliśmy do mieszkania, Alejandro zatrzymał się w progu swojego pokoju. Pusty stojak pod oknem wyglądał jak wyrwane ząbko miejsce.

— Przepraszam za gitarę — powiedział.

— Nie przepraszaj za pomoc. Przeproś za to, że przez trzy tygodnie ukrywałeś przede mną wszystko i chodziłeś sam do warsztatu.

— Przepraszam.

Usiadł na podłodze. Po chwili wyciągnął z kieszeni kopertę z sali muzycznej.

— To przyszło wczoraj — powiedział. — Dostałem miejsce w przesłuchaniu do młodzieżowej orkiestry. Ale bez gitary nie mogę ćwiczyć.

Poczułam ciężar w gardle. Nie miałam pieniędzy na nowy instrument. Wiedziałam o tym. On też wiedział.

Następnego dnia zadzwoniła dyrektorka szkoły. Rodzice uczniów zebrali pieniądze na używaną gitarę. Roman zaoferował, że sam ją wyreguluje. Elena przyniosła Alejandro kartkę, na której narysowała nuty i wózek z wielkimi, prostymi kołami.

Alejandro nie chciał przyjąć pieniędzy.

— To za dużo.

— To nie jałmużna — powiedziała Elena. — To pożyczka od całej klasy. Oddasz nam piosenkami.

Tydzień później spotkaliśmy się w szkolnej sali gimnastycznej. Elena siedziała w pierwszym rzędzie. Jej koła nie skrzypiały już przy każdym ruchu. Roman stał pod ścianą, a kapitan Zieliński przyszedł bez munduru, z córką trzymającą bukiet papierowych słoneczników.

Alejandro wszedł na małą scenę z nową gitarą. Przed pierwszym akordem spojrzał na Elenę.

— Tę piosenkę napisałem dla ciebie.

— To graj — odpowiedziała. — Tylko nie za smutno.

Zagrał melodię, która zaczynała się cicho, jak koło ostrożnie pokonujące próg, a potem rosła, aż cała sala zaczęła oddychać w jej rytmie.

Po występie Elena podjechała do niego i wręczyła mu pękniętą pałeczkę do strojenia. Przez cały ten czas Alejandro nosił ją przy sobie.

— Nie jest ci już potrzebna — powiedziała.

— Skąd wiesz?

— Bo teraz masz gitarę, ale pamiętasz, dlaczego ją odzyskałeś.

Alejandro uśmiechnął się i powiesił pałeczkę na kołku obok futerału.

Wtedy z korytarza dobiegł metaliczny dźwięk nowych kół Eleny przejeżdżających przez próg.

A Alejandro zagrał pierwszy akord tak mocno, że aż zatrzęsły się szyby.

Оцените статью