CZĘŚĆ 4
…W kancelarii zapadło zamieszanie.
Marek poderwał się z krzesła.
— To niemożliwe.
— Co jest niemożliwe? — zapytała Julia.
Nie odpowiedział jej. Wyrwał telefon z kieszeni i wybrał numer.
— Camille, gdzie jesteś?
Dziewczyna spojrzała na niego z mokrymi policzkami.
— Tutaj.
— Twoja siostra. Élise. Gdzie ona jest?
— Nie mam siostry.
Marek zamarł z telefonem przy uchu. Wtedy zrozumiałam, że nazwisko kobiety nie było dla niego przypadkowe. Nie chodziło wyłącznie o hipotekę. Kłamstwo miało więcej pięter, niż widzieliśmy.
Élise zadzwoniła ponownie po kilku minutach. Pan Dobre włączył głośnik.
— Jestem na dworcu w Tuluzie — powiedziała. — Widzę mężczyznę, który zabrał dokumenty z biura. To księgowy współpracujący z Markiem.
— Co jest w tych dokumentach? — zapytałam.
— Przelewy. Przez sześć lat Marek pobierał pieniądze z konta, które założyliście wspólnie na remont domu. Część wysyłał Camille. Ale większa część trafiała do spółki o nazwie Laurent Rénovation.
Michel drgnął.
— To moja firma.
— Wiem — odpowiedziała Élise. — Tyle że od dwóch lat właścicielem jest ktoś inny.
Michel spojrzał na Marka.
— Kto?
— Marek Kowal. Został wpisany jako wspólnik bez pańskiej wiedzy. Wykorzystywał nazwę firmy, żeby pobierać zaliczki od klientów.
Michel oparł dłonie na skrzynce z narzędziami. Biała farba na jego kciuku zaczęła się kruszyć.
— Przez dwa lata ludzie myśleli, że to ja ich oszukuję — powiedział cicho.
Marek rzucił się do drzwi.
— Muszę wyjechać.
Natalia stanęła przed nim.
— Nie.
— Zejdź mi z drogi.
— Całe życie wychodziłeś, kiedy robiło się trudno. Tym razem zostaniesz i odpowiesz na pytania.
— Nie masz pojęcia, o czym mówisz.
— Mam. Mama zapisywała każdą złotówkę i każde euro, które ci wysyłała. Ty zapisywałeś tylko to, co chciałeś zabrać.
Marek spojrzał na mnie, jakby oczekiwał ratunku. Przez lata wystarczało, że robił taką minę. Przypominał wtedy człowieka, który zgubił drogę, a nie tego, który sam podpalił drogowskazy.
Tym razem nie podeszłam.
— Oddaj klucze do domu — powiedziałam.
— Nie oddam niczego.
Pan Dobre wyjął z szuflady formularz i położył go przed nim.
— Jako współwłaścicielka może pani zabezpieczyć nieruchomość. Pański dostęp do konta został już zablokowany przez bank po zgłoszeniu nieprawidłowości. Samochód również jest finansowany z majątku wspólnego.
Marek spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
— Ty to zrobiłaś?
— Nie. Zrobiły to dokumenty, które przez lata uważałeś za nieważne.
Camille wstała. Jej twarz nie miała już nic z pewnego siebie uśmiechu ze zdjęcia.
— Oddaj mi moje pieniądze — powiedziała.
— Camille, posłuchaj…
— Nie mów do mnie tak, jakbyśmy byli rodziną.
— Przecież cię kocham.
— Kochałeś moje konto. I własną wersję historii, w której byłeś mężczyzną zaczynającym życie od nowa.
Wzięła płaszcz z oparcia krzesła i wyszła. Nie trzasnęła drzwiami. To było gorsze. Po prostu przestała uważać, że warto się odwracać.
Marek opadł na krzesło.
— Anno, nie możesz mnie zostawić bez niczego.
— Nie zostawiam cię bez niczego. Masz dom, który wspólnie zbudowaliśmy, jeśli spłacisz prawdziwe zobowiązania. Masz córki, jeśli kiedyś nauczysz się mówić do nich bez żądania pieniędzy. Masz własne konsekwencje.
— A ty? Czego chcesz?
To pytanie zabrzmiało niemal uczciwie.
Spojrzałam na czerwony notes leżący na stole. Przez lata był moją tajną księgą cierpliwości. Teraz stał się dowodem, że pamiętałam więcej, niż chciałabym pamiętać.
— Chcę sprzedać dom we Francji — powiedziałam. — Spłacić Michela i ludzi, których oszukałeś. Resztę podzielimy zgodnie z prawem.
— A ty gdzie będziesz mieszkać?
— W domu moich rodziców już nie ma miejsca dla dawnych problemów. Jest za to mój własny pokój na poddaszu, który córki odnowiły zeszłego lata.
Natalia złapała mnie za rękę.
— Mamo, możesz zostać ze mną.
— Wiem.
Julia wyjęła z teczki ostatni dokument.
— Élise przesłała skan. Jest tam jeszcze coś.
Przeczytałam pismo. Marek przeniósł część udziałów w spółce na nazwisko Camille, ale zrobił to warunkowo. Jeśli nie spłaci długu w ciągu trzydziestu dni, udziały przejdą na konto powiernicze należące do… Natalii.
Córka zbladła.
— Co?
— Podpisał to, kiedy próbował zabezpieczyć pożyczkę — wyjaśnił pan Dobre. — Pani Natalia była wskazana jako osoba uprawniona, bo Marek chciał uniknąć opodatkowania. Nie wiedziała o tym.
Marek zerwał się z krzesła.
— To miało być dla niej!
— Nie — odpowiedziałam. — To miało być narzędzie, które pozwoliłoby ci ukryć pieniądze. Nie udawaj teraz ojca.
Natalia patrzyła na dokument, jakby ważył więcej niż całe jej dzieciństwo.
— Nie chcę tej firmy — powiedziała.
Michel spojrzał na nią.
— Możesz ją zamknąć. Możesz oddać pracownikom. Możesz zrobić z nią coś, czego twój ojciec nie potrafił.
Natalia otarła policzek.
— Nie chcę prowadzić firmy po nim. Ale nie pozwolę, żeby ludzie stracili pracę przez jego kłamstwa.
To był moment, w którym Marek naprawdę się załamał. Nie dlatego, że stracił pieniądze. Dlatego, że jego córka zamierzała naprawić skutki jego czynów, choć nie miała wobec niego żadnego długu.
Następnego ranka Élise przyjechała do Rumunii z walizką pełną dokumentów. Okazało się, że przez lata próbowała ostrzegać Marka przed kolejnymi oszustwami. Kiedy odmówiła podpisania fałszywego pełnomocnictwa, zwolnił ją i zagroził, że zniszczy jej opinię zawodową.
Marek nie zaprzeczył.
Nie musiał.
Dokumenty mówiły za niego.
Sprawa trafiła do odpowiednich instytucji, ale nie pozwoliłam, żeby moje życie stało się wyłącznie opowieścią o jego winie. Podpisałam zgodę na sprzedaż domu we Francji. Michel otrzymał zaległe pieniądze. Pracownicy firmy zachowali zatrudnienie, bo Natalia przejęła zarządzanie tymczasowo, tylko po to, by uporządkować rachunki i wypłacić ludziom pensje.
Marek zamieszkał w małym wynajętym pokoju nad warsztatem. Nie miał już samochodu ani dostępu do wspólnych pieniędzy. Camille nie wróciła. Julia przestała odbierać jego nocne telefony, dopóki nie zaczął pisać listów bez próśb i wymówek.
Pierwszy list przyniósł kurier po tygodniu.
Nie otworzyłam go od razu.
Położyłam go obok czerwonego notesu i długo patrzyłam na jego podpis. Krzywy, pochylony, zupełnie inny od tego, który podrobił pod hipoteką.
W końcu podałam list Natalii.
— To ty zdecyduj, czy chcesz go przeczytać.
— A ty?
— Ja już przeczytałam całe jego życie między wierszami.
Natalia otworzyła kopertę. Czytała powoli, a potem złożyła kartkę na cztery części.
— Pisze, że żałuje.
— Żal to dopiero początek rachunku.
— Chcesz, żebym mu odpisała?
Pomyślałam o domu we Francji, o dwóch małych dziewczynkach stojących przy świeżo pomalowanej ścianie, o pieniądzach wysyłanych z Rumunii i o mężczyźnie, który przez lata nazywał kradzież wspólnym życiem.
— Odpisz mu — powiedziałam. — Ale nie o przebaczeniu. Napisz, co ma oddać.
Natalia skinęła głową i sięgnęła po długopis.
Na pierwszej stronie czerwonego notesu dopisałam ostatnią kwotę: pieniądze zwrócone Michelowi.
Potem zamknęłam notes i oddałam go córce.
— Zachowaj go — powiedziałam. — Nie jako dowód przeciwko niemu. Jako dowód, że żadna z nas nie była niewidzialna.
Za oknem ciężarówka zabierała z podwórza ostatnie meble z naszego francuskiego domu. Wśród nich była pęknięta filiżanka z Lyonu.
Nie pozwoliłam jej wyrzucić.
Michel zapakował ją do drewnianej skrzynki z narzędziami i powiedział, że naprawi ucho podczas następnej wizyty.
A Natalia, pochylona nad rachunkami firmy, napisała do ojca pierwsze zdanie:
— Nie pytaj, co ci zostanie. Napisz, co zamierzasz naprawić.
Przegapiłeś początek?






