CZĘŚĆ 4
— Kto ją znalazł? — zapytałam.
Matteo podniósł telefon do ucha, lecz przez chwilę nie był w stanie odpowiedzieć. W gabinecie pachniało kurzem i lawendą. Nico trzymał mnie za palec tak mocno, jakby bał się, że następna osoba zniknie przed jego oczami.
— Ratownicy — powiedział w końcu. — Jest przytomna. Lekarz mówi, że trzeba ją natychmiast przewieźć do szpitala.
Teresa odwróciła się do Oskara.
— To nie ja.
— Nikt cię nie pytał — odpowiedział.
Jej twarz stężała.
Matteo zwrócił się do ochroniarza.
— Przygotuj samochód. Lena jedzie ze mną.
— A Nico? — spytałam.
— Pojedzie z nami.
— Nie rozdzielaj mnie od niego — powiedział Nico nagle.
Matteo spojrzał na syna. W jego oczach pojawiło się coś, czego wcześniej tam nie widziałam: nie strach o własne życie, ale strach przed tym, że chłopiec już nigdy nie zaufa dorosłemu.
— Nie rozdzielę was — obiecał.
Teresa zrobiła krok w stronę drzwi.
— Matteo, zanim wyjdziesz, zapytaj Lenę, co Margot trzymała pod materacem przez ostatnie dwa lata.
Odwróciłam się.
— Skąd pani wie, co babcia ma pod materacem?
— Bo sama jej to tam włożyłam.
Wtedy wszystko połączyło się w jedną, brudną całość. Teresa nie sprowadziła mnie do domu tylko po to, żeby znaleźć list. Chciała mieć pewność, że jeśli coś stanie się Margot, ja pobiegnę po wyjaśnienia do Matteo. Potrzebowała mnie jako klucza do ludzi, których nie mogła już kontrolować.
Matteo podszedł do Teresy.
— Co jej włożyłaś?
— List Alessandry. I zdjęcie twojego ojca z człowiekiem, który zginął w pożarze magazynu.
Matteo zesztywniał.
— Mój ojciec nie miał z tym nic wspólnego.
— Właśnie dlatego Alessandra chciała, żebyś zobaczył dokumenty. Twój ojciec rozpoczął interesy, które później odziedziczyłeś. Ty nie zabiłeś brata Alessandry, ale przez lata pozwalałeś, żeby jego nazwisko chroniło ludzi, którzy to zrobili.
Matteo spuścił wzrok.
Nico przysunął się do mnie.
— Tata, czy mama bała się ciebie?
To pytanie uderzyło mocniej niż wszystkie oskarżenia Teresy.
Matteo uklęknął przed synem. Przez chwilę milczał, ale tym razem nie było w tym dumy. Była ostrożność człowieka, który wie, że jedno kłamstwo może zranić bardziej niż prawda.
— Bała się świata, który stworzyłem — powiedział. — I miała prawo się bać. Nie skrzywdziłem jej, ale zbyt długo udawałem, że jeśli nie pytam, co robią inni, pozostaję niewinny.
Nico patrzył na niego szeroko otwartymi oczami.
— To dlaczego pozwoliłeś Teresie mówić, że mama spadła?
Matteo zamknął oczy.
— Bo uwierzyłem, że tak będzie łatwiej dla ciebie.
— Nie było łatwiej.
— Wiem.
Teresę wyprowadzono z gabinetu, ale nie przez ochroniarzy. Oskar stanął przy niej i podał jej płaszcz.
— Nie dotykaj mnie — syknęła.
— Przez dwa lata bałem się twojego głosu — odpowiedział. — Dziś boję się tylko tego, że znów komuś go odbierzesz.
W samochodzie do szpitala Nico siedział obok mnie, a Matteo naprzeciwko. Żadne z nas nie odezwało się przez pierwsze kilka minut. Mijaliśmy magazyny, zamknięte restauracje i mokre od nocnej mgły skrzyżowania.
— Lena — powiedział Matteo.
— Słucham.
— Jeśli chcesz odejść, zapłacę ci za każdy dzień pracy. Bez żadnych warunków.
— Nie chcę pieniędzy za milczenie.
— Nie proponuję milczenia.
— A czego?
— Świadka. Kogoś, kto powie, co widział i czego nie widział. Kogoś, kto nie pozwoli mi wygładzić historii tylko dlatego, że noszę nazwisko Duca.
Spojrzałam na Nico. Spał z głową opartą o moje ramię, a na jego policzku została biała smuga mąki.
— Nie jestem częścią pańskiej rodziny — powiedziałam.
— Wiem. Dlatego mogę ci ufać bardziej niż ludziom, którzy są nią od lat.
W szpitalu znaleźliśmy Margot na oddziale ratunkowym. Miała tlen pod nosem, rozcięty łuk brwiowy i dłoń zaciśniętą na kawałku papieru. Kiedy mnie zobaczyła, spróbowała usiąść.
— Babciu, co się stało?
— Teresa przyszła po dokumenty — wyszeptała. — Powiedziała, że jeśli ich nie oddam, zabierze cię z tego domu.
— Dlaczego nigdy mi nie powiedziałaś o Alessandrze?
Margot spojrzała na Matteo.
— Bo obiecałam jej, że ochronię dziecko. A potem zabrakło mi odwagi.
— Co jest w teczce? — zapytał Matteo.
Margot podała mi klucz, mniejszy niż ten z kuchni. Był owinięty kawałkiem kremowej wstążki, na której ktoś wyszył trzy czerwone gwiazdki.
— Alessandra dała mi ją na dzień przed śmiercią. Nie chciała, żeby Matteo otworzył ją sam.
Matteo odsunął się.
— Dlaczego?
— Bo wiedziała, że będziesz chciał chronić nazwisko ojca. A prawda miała uratować Nico, nie ciebie.
Wróciliśmy do rezydencji nad ranem. Teresa była już zabrana przez ludzi, których Matteo wezwał, zanim opuściliśmy gabinet. Nie pozwolił, by ktokolwiek z jego własnej organizacji zajął się sprawą. Dokumenty trafiły do prokuratury, rachunki zostały zamrożone, a pieniądze z konta „Morski Ogród” przeznaczono na leczenie syna Oskara i fundusz dla pracowników, których Teresa okradała.
Nie był to gest bohatera.
Był rachunkiem za lata udawania, że nie widzi.
W gabinecie Margot otworzyła drugą teczkę. W środku znajdowały się kopie przelewów, list Alessandry oraz akt własności małej piekarni w dzielnicy, w której dorastałam.
— To dla ciebie — powiedziała Margot.
— Dla mnie?
— Alessandra chciała, żebyś ją dostała, jeśli kiedyś będziesz musiała utrzymać siebie i mnie. Wiedziała, że Teresa użyje twoich długów przeciwko tobie.
Patrzyłam na dokument, nie mogąc wydobyć słowa.
Matteo przeczytał ostatni list. Alessandra napisała, że jeśli coś jej się stanie, chce, aby Nico dorastał przy ludziach, którzy nie boją się śmiechu, błędów i pytań. Nie prosiła o zemstę. Prosiła, żeby nikt nie wychowywał jej syna w strachu.
Nico podszedł do biurka.
— Mogę coś napisać?
Podałam mu ołówek. Usiadł na podłodze i narysował bułeczkę z ogromnymi ramionami. Pod spodem napisał krzywo: „Dla mamy”.
Matteo odwrócił głowę.
— Chcesz, żebym sprzedał ten dom? — spytał.
Nico spojrzał na niego.
— Chcę, żebyśmy nie udawali, że nic się nie stało.
Matteo skinął głową.
— Zostawimy dom otwarty dla ludzi, których skrzywdziła nasza rodzina. A potem zdecydujemy, gdzie będziemy mieszkać.
Spojrzałam na niego.
— A Teresa?
— Odpowie za to, co zrobiła. Bez układów i bez ludzi, którzy będą ją zasłaniać.
Oskar wszedł do gabinetu z ostatnim pudełkiem po herbacie. W środku była fotografia Alessandry stojącej przy kuchennej wyspie. Na zdjęciu trzymała drewnianą łyżkę i śmiała się dokładnie tak, jak Nico śmiał się pod stołem.
Na odwrocie widniał napis: „Nie pozwólcie, żeby ta kuchnia znowu ucichła”.
Wieczorem wróciłam do kuchni. Na marmurze wciąż leżała odrobina mąki, której nikt nie zdążył zetrzeć. Nico postawił na środku stołu miskę i wsypał do niej cukier. Matteo, wciąż w czarnej koszuli, próbował wyrabiać ciasto tak nieporadnie, że połowa przykleiła mu się do dłoni.
— Tato — powiedział Nico — Lena mówiła, że bułeczka potrzebuje piosenki.
Matteo spojrzał na mnie.
— Nie znam żadnej.
— W tym domu wszyscy czegoś nie znają — odpowiedziałam. — Można zacząć od próbowania.
Nico podał mu drewnianą łyżkę.
Matteo chwycił ją jak człowiek, który całe życie trzymał broń, lecz nigdy nie trzymał przedmiotu służącego do śmiechu.
Potem zaczął śpiewać fałszywie.
Nico wybuchnął śmiechem.
A ja zobaczyłam, jak nad stołem, obok listu Alessandry i klucza z mosiądzu, rośnie pierwsza bułeczka cynamonowa, której nikt już nie musiał chować przed Teresą.
Przegapiłeś początek?






