CZĘŚĆ 4
W jadalni zrobiło się tak cicho, że usłyszałam, jak kropla wody spada z kranu do metalowego zlewu.
— Co pani powiedziała? — zapytałam.
Matka Tylera zaczęła się tłumaczyć, ale jej głos rwał się oddechem.
— To nie miało tak wyglądać. Nina chciała tylko przestraszyć Kubę. Nie wiedziała, że on wyśle zdjęcie dalej.
Emma patrzyła na telefon, jakby trzymała w dłoni coś gorącego.
— To Nina wysłała zdjęcie Kubie?
Tyler zakrył twarz.
— Tak.
— A ty powiedziałeś, że zrobiłeś je sam.
— Bo to ja je zrobiłem.
— Ale ona je rozpowszechniła.
— Nie wiedziałem, co z nim zrobi.
Paweł odebrał telefon Tylerowi i włączył głośnik.
— Proszę pani, chcę usłyszeć dokładnie, co się wydarzyło.
— Nina jest młodsza — odpowiedziała kobieta. — Ma trzynaście lat. Tyler powiedział jej, że Emma powinna się zmienić, bo inaczej chłopcy będą się z niej śmiali. Nina uznała, że pomoże bratu. Wysłała zdjęcie do Kuby i dwóch dziewczyn z klasy.
Emma otarła policzek rękawem.
— Pomogła mu mnie upokorzyć.
— Przepraszam — powiedziała matka Tylera. — Naprawdę przepraszam.
— Nie pani ma przepraszać — odparła Emma. — To oni zrobili zdjęcie.
Tyler wpatrywał się w blat.
— Ja przepraszam.
— Nie teraz — powiedziałam. — Najpierw naprawisz to, co zrobiłeś.
Paweł położył przed nim kartkę i długopis.
— Napiszesz do grupy, że zdjęcie zostało zrobione bez zgody Emmy, że namówiłeś ją do golenia z powodu zakładu i że każdy, kto je ma, ma je natychmiast usunąć. Bez słowa „żart”. Bez przerzucania winy na Kubę.
Tyler spojrzał na niego z przerażeniem.
— Jeśli to wyślę, wszyscy będą wiedzieli.
— Już wiedzą. Pytanie brzmi, czy dowiedzą się także, że próbujesz ukryć własny udział.
Chłopak wziął długopis. Dłoń trzęsła mu się tak mocno, że pierwsze zdanie napisał krzywo. Emma stała obok i czytała każdy wers.
— Usuń „nie chciałem” — powiedziała.
— Ale to prawda.
— To nie zmienia tego, co zrobiłeś.
Usunął słowa.
Potem wysłał wiadomość.
Telefon zawibrował niemal natychmiast. Najpierw odpowiedział Kuba: „Ty serio odwalasz takie przedstawienie?”. Potem ktoś napisał: „Mam zdjęcie, ale już kasuję”. Jeszcze ktoś inny: „Myślałam, że Emma się zgodziła”.
Emma przełknęła ślinę.
— Nie zgodziłam się.
— Wiem — powiedział Tyler.
— Nie. Teraz dopiero wiesz.
Matka Tylera odezwała się z głośnika:
— Przyjadę po niego.
— Niech przyjedzie sama — powiedział Paweł. — Tyler zostanie jeszcze chwilę. Ma coś do zrobienia.
— Co?
— Ma napisać do każdej osoby, której wysłał zdjęcie, i poprosić o potwierdzenie usunięcia. A potem ma powiedzieć Ninie, że nie wolno nazywać upokorzenia pomocą.
Tyler zacisnął usta.
— Zrobię to.
Emma odsunęła krzesło.
— Ja nie będę przy tym siedzieć.
Wyszła do przedpokoju. Znalazłam ją przy wieszaku, z ręką na klamce szafy, choć nie zamierzała wychodzić. Wzięła głęboki oddech.
— Mamo, czy ja naprawdę wyglądam dziwnie?
To pytanie było najtrudniejsze ze wszystkich.
— Wyglądasz jak Emma. I właśnie dlatego nie musisz wyglądać według jego instrukcji.
— A jeśli jutro wszyscy będą patrzeć?
— Mogą patrzeć. Ty zdecydujesz, czy ich spojrzenia będą miały prawo mówić ci, kim jesteś.
— Łatwo ci powiedzieć.
— Masz rację. Mnie też kiedyś ktoś powiedział, że nie powinnam nosić krótkich rękawów, bo mam bliznę po oparzeniu. Przez całe lato zakładałam koszule pod szyję.
Emma spojrzała na moje ramię.
— Nigdy mi nie mówiłaś.
— Bo myślałam, że jeśli o tym nie mówię, to nie ma znaczenia. Myliłam się.
Za naszymi plecami Paweł powiedział cicho:
— Tyler skończył.
Emma wróciła do stołu. Chłopak stał przy krześle, z telefonem w dłoni. Wyglądał młodziej niż godzinę wcześniej.
— Usunęli — powiedział. — Kuba jeszcze nie. Ale jego matka zabrała mu telefon i obiecała, że rano sama przyjdzie do szkoły.
— Nie potrzebuję, żebyś obiecywał za innych — odparła Emma. — Potrzebuję, żebyś przestał mówić o mnie tak, jakbym była rzeczą.
— Rozumiem.
— Nie. Jeszcze nie rozumiesz. Ale możesz zacząć, jeśli przez najbliższy czas przestaniesz się usprawiedliwiać.
Tyler skinął głową.
Kiedy jego matka przyjechała, nie weszła od razu do domu. Stała na chodniku w cienkiej kurtce, ściskając pasek torebki. Tyler wyszedł do niej, a po chwili usłyszeliśmy przez uchylone okno jej pytanie:
— Dlaczego zrobiłeś coś takiego?
— Bo bałem się, że chłopcy będą się ze mnie śmiać, jeśli będę z dziewczyną, która nie wygląda tak, jak chcą.
— A ty czego chciałeś?
Tyler długo nie odpowiadał.
— Chciałem, żeby Emma wybrała mnie.
Emma stała obok mnie i słuchała.
— Ktoś, kto żąda ode mnie zmiany, nie wybiera mnie — powiedziała.
Tyler odwrócił się ku niej.
— Wiem.
— Nie wrócę do ciebie.
— Wiem.
— Ale jeśli naprawdę żałujesz, nie rób z tego historii o tym, że straciłeś dziewczynę. To historia o tym, że próbowałeś odebrać jej prawo do własnego ciała.
Chłopak spuścił wzrok, po czym wyjął z kieszeni telefon.
— Jutro powiem to przy całej grupie.
Paweł wyszedł na próg.
— Nie po to, żeby zrobić z siebie bohatera.
— Wiem.
— Tylko dlatego, że ona nie powinna sama dźwigać skutków twojej decyzji.
Tyler spojrzał na Emmę.
— Przepraszam.
Nie odpowiedziała. Nie musiała.
W poniedziałek rano Emma zeszła na śniadanie w krótkiej koszulce. Zatrzymała się przy stole, jakby czekała na mój komentarz.
— Dobrze wyglądasz — powiedziałam.
— Nie pytam, czy dobrze wyglądam.
Uśmiechnęłam się.
— Masz rację.
Paweł postawił przed nią talerz tostów.
— Masz dziś prezentację z biologii.
— Wiem.
— O czym?
Emma zerknęła na kartkę leżącą przy kubku.
— O tym, dlaczego ludzkie ciało nie ma jednej obowiązkowej wersji.
Wieczorem przyniosła ze szkoły tę kartkę. Na odwrocie ktoś napisał ołówkiem: „Dzięki, że powiedziałaś to na głos. Też bałam się założyć krótkie rękawy”.
Emma długo patrzyła na zdanie, a potem włożyła kartkę do swojego zeszytu.
Nie dlatego, że nagle przestało ją boleć.
Dlatego, że ból nie był już jedyną rzeczą, jaką po tym zdarzeniu posiadała.
Tydzień później zadzwoniła matka Tylera. Powiedziała, że jej syn sam usunął wszystkie wiadomości, przeprosił dziewczyny, którym Nina wysłała zdjęcie, i oddał pieniądze z zakładu. Nie chciał ich zatrzymać.
Emma słuchała rozmowy, siedząc przy stole.
— Czy on nadal pyta o mnie? — zapytała.
— Nie — odpowiedziała kobieta. — Powiedział, że nie ma prawa tego robić.
Emma skinęła głową.
— To dobrze.
Nie powiedziała, że mu wybacza. Nie powiedziała, że go nienawidzi. Wybrała coś trudniejszego: zostawiła jego winę tam, gdzie powstała.
A potem wzięła porcelanowego jeża z solą, postawiła go na środku stołu i przyczepiła do niego małą kartkę z napisem, który przygotowała na szkolną prezentację:
„Nie wszystko, co można zmierzyć, wolno oceniać”.
Paweł przeczytał i pokiwał głową.
— To jest twoje najlepsze zdanie.
Emma dotknęła drewnianego koralika na bransoletce.
— Nie. Najlepsze będzie to, które powiem jutro.
Nazajutrz stanęła przed klasą z uniesionymi rękami, bez rękawów zasłaniających skórę.
A kiedy ktoś z ostatniej ławki zaśmiał się nerwowo, Emma nie opuściła ramion.
Powiedziała tylko:
— To moje ciało. Nie wasz zakład.
Przegapiłeś początek?






