CZĘŚĆ 4
…Nico nie zapytał, skąd wiem, że Daniel jest dzieckiem Paula. Przeczytał pytanie z mojej twarzy.
— Paul miał syna — powiedział. — Nikt o nim nie wiedział poza mną i pani Pace. Chłopiec trafił do domu dziecka po śmierci matki. Paul chciał go zabrać, ale nie zdążył.
— A Whittaker?
— Dowiedział się, że chłopiec istnieje. Wiedział, że to jedyna rzecz, za którą oddam księgę.
Za latarnią rozległ się trzask żwiru. Samochody podjechały bliżej.
Dom wyciągnął broń.
— Zostawiamy tu Eliasa.
— Nie — powiedziałam. — On zna drogę do domu dziecka.
Nico spojrzał na mnie tak, jakby właśnie po raz pierwszy zobaczył we mnie nie przestraszoną księgową, lecz kogoś, kto może podjąć decyzję.
— Pani Lind, jeśli zabiorą Junie…
— Nie zabiorą.
Mój głos drżał, ale nie ustąpił.
Kapsułka wyjęta z wieloryba leżała w mojej kieszeni. Wpadłam na pomysł, zanim zdążyłam się go przestraszyć.
— Nadajnik nie jest już podłączony do zabawki. Możemy go zostawić w księdze.
Dom zrozumiał pierwszy.
— A oni pójdą za sygnałem.
— Dokładnie.
Nico wyjął księgę z torby. Przez chwilę trzymał ją przy piersi. Była jedynym śladem, jaki pozostał po jego bracie, a jednak podał mi ją bez słowa.
Owinęłam ją w płaszcz Eliasa i wsunęłam nadajnik między strony.
— Co pani robi? — zapytał Elias.
— Księgowy ukrywa liczby. Nie dowody.
Na schodach rozległy się kroki.
Dom zgasił lampę. Nico i ja pobiegliśmy tylnym wyjściem, podczas gdy Elias i Dom ruszyli w przeciwną stronę. Pierwszy napastnik wpadł do środka, gdy fałszywa księga leżała już w starej skrzyni pod wieżą.
Usłyszeliśmy krzyk:
— Jest tutaj!
Potem trzy strzały.
Zbiegliśmy do samochodu zaparkowanego za latarnią. Junie siedziała na kolanach pani Pace, a wieloryb leżał przy jej stopach.
— Mamo, czemu panowie są źli?
— Bo ktoś powiedział im coś, co nie jest prawdą.
— To trzeba powiedzieć prawdę głośno.
Pani Pace spojrzała na mnie.
— Dziecko ma rację.
Pojechaliśmy do domu dziecka, korzystając z bocznej drogi przez las. Elias znał każdy zakręt. O wpół do jedenastej dotarliśmy do budynku z czerwonej cegły, w którym paliła się tylko jedna lampa.
Dyrektorka, pani Merritt, otworzyła nam drzwi. Kiedy Nico wymienił nazwisko Daniela, jej twarz natychmiast stężała.
— Agent Whittaker był tu godzinę temu — powiedziała. — Pokazał dokumenty i zabrał chłopca.
— Dokąd?
— Powiedział, że do rodziny zastępczej. Ale zostawił ten papier.
Podała mi formularz. Podpis był krzywy, lecz pieczęć prawdziwa. Na dole widniał numer samochodu.
Rozpoznałam go. Należał do jednego z aut stojących przy latarni.
Nico zacisnął palce na lasce.
— Mamy czterdzieści minut, zanim dotrą do przystani.
— Skąd pan wie?
— Whittaker nie ucieknie drogą. Na morzu nie ma świadków.
Pobiegliśmy do samochodu.
W porcie zastaliśmy łódź kołyszącą się przy drewnianym pomoście. Na pokładzie stał Whittaker. Jedną ręką trzymał Daniela, drugą celował w Domа. Dziecko miało na sobie czerwoną kamizelkę i patrzyło nieruchomo na fale.
— Tessa! — zawołał agent. — Przynieś księgę!
— Nie mam jej.
— Wiesz, że to nieprawda.
— Mam coś lepszego.
Wyjęłam z kieszeni kartkę Paula.
Whittaker uśmiechnął się krótko.
— To nic nie znaczy.
— Dla ciebie może nie. Dla Daniela znaczy wszystko.
Wskazałam chłopca.
— Powiedz mu, kim był jego ojciec.
Whittaker przycisnął lufę do ramienia Daniela.
— Nie próbuj grać bohaterki.
Nico zrobił krok.
— Zostaw mojego bratanka.
— Twój brat nie był bohaterem, Barone. Był zdrajcą.
— Nie — powiedziałam. — Zdrajcą byłeś ty.
Whittaker odwrócił głowę.
To wystarczyło. Dom rzucił w niego metalową latarnię. Huk, krzyk i upadek wydarzyły się w tej samej sekundzie. Daniel wyrwał się z jego uścisku, a Nico chwycił chłopca i osłonił go własnym ciałem.
Whittaker pobiegł w stronę łodzi. Na pomoście zatrzymał go Elias.
— Pamiętasz mnie? — zapytał.
Agent zbladł.
— Ty nie żyjesz.
— Tak miało być.
Whittaker cofnął się, lecz za plecami miał już Domа. Tym razem nie było strzału. Dom zabrał mu broń i skuł ręce paskiem od torby.
Nico nie patrzył na agenta. Patrzył na Daniela.
Chłopiec trzymał się jego kardiganu.
— Czy pan znał mojego tatę? — zapytał.
Nico uklęknął z trudem.
— Był moim bratem.
— Czy był dobry?
Nico długo patrzył na wodę. Potem podał mu mały mosiężny kompas wyjęty z kieszeni.
— Był człowiekiem, który próbował naprawić to, co wcześniej zepsuł. To czasem najtrudniejszy rodzaj odwagi.
Daniel zamknął kompas w dłoni.
Później wszystko potoczyło się szybko, ale nie tak, jak chciał Whittaker. Jego własne podpisy, księgi Paula i zeznania Eliasa wystarczyły, by rozbić układ między nim a Doyle’em. Proces Doyle’a został odroczony, bo śledztwo objęło także ludzi z biura federalnego. Pani Merritt potwierdziła porwanie Daniela. Pani Pace zeznała, że od lat ukrywała list Paula, ponieważ bała się, że Nico zabije niewłaściwego człowieka.
Nico nie zaprzeczył niczemu.
Powiedział prawdę o swoich interesach, o broni, o ludziach, których chronił, i o tych, których nie zdołał ochronić. Nie próbował stać się niewinny. Chciał tylko, by Daniel nie odziedziczył po nim kłamstwa.
Ja również zapłaciłam cenę. Przez wiele tygodni nie mogłam wrócić do Dorchester. Mój dom sprzedano, zanim zdążyłam do niego wejść, a rachunki, które prowadziłam dla Doyle’a, stały się dowodem przeciwko mnie. Została mi Junie, kilka ubrań i pluszowy wieloryb z krzywym szwem.
Nadajnik oddałam agentom jako pierwszy dowód zdrady Whittakera.
Kapsułkę z zabawki zatrzymała Junie.
— On już nie musi mówić — oznajmiła, chowając ją do kieszeni.
Wiosną Nico zabrał dzieci do przystani. Daniel stał przy odrestaurowanej łodzi Paula i trzymał kompas. Junie siedziała obok niego z papierem ściernym, wydając polecenia starszym od siebie ludziom.
— Nie tam — powiedziała. — Wzdłuż słojów.
Daniel spojrzał na Nico.
— Czy mogę nazwać łódź imieniem taty?
Nico przełknął ślinę.
— Możesz zrobić coś lepszego. Sam wybierz nazwę.
Chłopiec przykucnął przy kadłubie. Na drewnie wciąż widniała stara, zatarta farba. Wziął kredę i napisał jedno słowo.
Junie odczytała je na głos:
— „Prawda”.
Nico uśmiechnął się smutno.
— To trudna nazwa dla łodzi.
— Ale dobrze pływa — odpowiedział Daniel.
Morze podniosło łódź, zanim zdążyliśmy odsunąć ją od pomostu. Woda uderzyła o mahoniowy kadłub, a mały mosiężny kompas w dłoni Daniela błysnął jak iskra.
Junie przyłożyła wieloryba do ucha i zmarszczyła nos.
— Mamo?
— Co słyszysz?
— Już nic.
Po chwili dodała:
— Chyba że morze zaczęło mówić własnym głosem.
Przegapiłeś początek?






