CZĘŚĆ 4
Połączenie z numerem, z którego wysłano zdjęcie, nie odpowiadało.
Wziąłem kluczyki z półki.
— Jadę sam — powiedziałem.
— Nie — odparła Cassandra.
Jej głos był cichy, ale stanowczy.
— Właśnie tego chce Evan.
— Chce też teczki.
— W takim razie pojedziemy tak, żeby nie dostał żadnej z tych rzeczy.
Spojrzałem na nią. Na jej dłoni zaschła krew, a srebrny kompas na bransoletce poruszał się przy każdym drżeniu nadgarstka.
— Po tym wszystkim nadal chcesz mi pomagać?
— Nie wiem, czego chcę. Wiem tylko, że jeśli tam pojedziesz sam, mogę już nigdy nie usłyszeć twojego głosu.
Martin wyjął z kieszeni drugą kopertę.
— Nie musicie jechać bez ochrony. Peter przekazał mi dziś rano kopię pełnomocnictwa i instrukcję awaryjną. Jeśli do północy nie otrzymam od pana wiadomości, dokumenty trafią do banku i do zarządu Northline.
— Dlaczego nie powiedziałeś tego wcześniej? — zapytała Cassandra.
— Bo pański księgowy chciał, żeby państwo najpierw zobaczyli, jak daleko zaszła manipulacja. I dlatego, że w dokumentach jest nazwisko osoby, która umożliwiła Evanowi dostęp do rachunku.
— Czyje? — spytałem.
Martin podał mi kartkę.
Nazwisko brzmiało: Peter Vance.
Przez moment pomyślałem, że wszystko było kłamstwem. Że Peter, mój księgowy od jedenastu lat, nie został zaatakowany, lecz odegrał swoją rolę. Że Cassandra i Evan byli tylko częścią większego planu.
Potem przypomniałem sobie zdjęcie i urywany oddech kobiety.
— On pomagał Evanowi — powiedziała Cassandra.
— Albo udawał, że pomagał.
Martin skinął głową.
— Właśnie tego nie wiemy.
Nie było czasu na kolejne pytania.
Pojechaliśmy dwoma samochodami. Cassandra usiadła za kierownicą swojego srebrnego sedana, ja wsiadłem do furgonetki firmowej. Deszcz oblepiał przednią szybę, a wycieraczki przesuwały się z rytmem przypominającym metronom.
Warsztat znajdował się na końcu ulicy przemysłowej, za składem kamienia i opuszczoną stacją kolejową. O dwudziestej trzeciej trzydzieści paliła się tylko jedna lampa nad bramą.
Zatrzymałem się przed budynkiem.
Drzwi były uchylone.
Cassandra wysiadła za mną.
— Zostań w samochodzie.
— Nie będę już wykonywać poleceń, które wymyślił ktoś inny.
Weszliśmy do środka.
Uderzył mnie zapach oleju, mokrego drewna i kurzu. Nad głową wisiały wyłączone lampy, a w głębi hali świeciła pojedyncza żarówka.
Peter siedział na krześle przy stole montażowym. Miał rozcięty łuk brwiowy, ale ręce nie były związane.
— Duke — wyszeptał.
Ruszyłem ku niemu.
— Stój! — krzyknęła Cassandra.
Z ciemności wyszedł Evan.
Miał na sobie płaszcz, który widziałem na zdjęciu z hotelowego korytarza. W dłoni trzymał metalowy pręt. Za nim stał Peter, a raczej drugi mężczyzna, którego wcześniej nie zauważyłem.
— Teczka — powiedział Evan.
— Najpierw Peter.
— Peter przeżyje, jeśli przestaniesz udawać bohatera.
Cassandra stanęła przede mną.
— To koniec, Evan.
Roześmiał się.
— Ty naprawdę myślisz, że możesz ogłosić koniec?
— Mam kopie dokumentów.
— Masz kradzione pieniądze na swoim koncie i podpis męża. To ty pójdziesz na dno.
Cassandra drgnęła.
— Nie podpisywałam za niego umowy sprzedaży.
— Ale podpisałaś kredyt.
— Bo kazałeś mi.
— Nikt cię nie zmuszał.
Zamilkł, gdy tylko wypowiedział te słowa.
Peter uniósł głowę.
— Powiedz to jeszcze raz.
Evan spojrzał na niego.
— Ty mały tchórzu.
— Nie jestem tchórzem. Tylko nie zamierzam pozwolić, żebyś zrzucił wszystko na Cassandrę.
Peter wyciągnął spod stołu telefon. Jego ekran świecił czerwonym symbolem nagrywania.
Nie była to moja wiedza ani mój plan. Peter od rana rozmawiał z Evanem i celowo pozwolił mu wierzyć, że kontroluje sytuację. Nagranie nie było jedynym dowodem, ale jego słowa dopasowały się do przelewów, dat i fałszywego pełnomocnictwa.
Evan rzucił się ku niemu.
Ja chwyciłem drewnianą deskę leżącą przy pile. Uderzenie pręta trafiło w deskę, nie w moją skroń. Cassandra odciągnęła metalowy stojak, który przewrócił się z hukiem i odciął Evanowi drogę.
Drugi mężczyzna uciekł przez boczne drzwi.
Evan potknął się o przewód i upadł na kolana.
— To miała być moja firma! — wrzasnął. — Northline zabrała mi wszystko, a ten człowiek siedział na swoim warsztacie i udawał, że jest uczciwy!
— To ty ukradłeś pieniądze — powiedziałem.
— Ty nawet nie wiedziałeś, że twoja żona mnie wybrała.
Cassandra podeszła bliżej.
— Nie wybrałam ciebie. Wybrałam kłamstwo, bo bałam się przyznać, że małżeństwo dawno się skończyło.
Te słowa zraniły mnie bardziej niż jego pręt.
Nie odwróciłem wzroku.
Peter podał mi telefon.
— Dokumenty są bezpieczne. Martin wysłał je do banku.
Mój własny telefon zawibrował. Wiadomość od Martina była krótka: „Przelew zablokowany. Hipoteka nieważna do czasu wyjaśnienia podpisu”.
Evan zaczął się śmiać.
— Myślisz, że wygrałeś? Warsztat nadal jest zadłużony. Nawet jeśli mnie zatrzymają, nie odzyskasz pieniędzy Northline.
— Nie muszę ich odzyskiwać od ciebie — odpowiedziałem.
Wyjąłem z kieszeni kopię rachunków.
— Northline sprzedała roszczenia firmie, która kupiła je za bezcen. Tą firmą jest spółka należąca do twojego wspólnika. A twój wspólnik od dwóch godzin negocjuje z bankiem, bo dostał ode mnie propozycję, której nie mógł odrzucić.
Evan spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
Nie wiedziałem, czy propozycja zadziała. Kilka godzin wcześniej zadzwoniłem do właściciela tartaku, który od dawna chciał wejść w branżę meblarską. Zaoferowałem mu udziały w warsztacie, nie jego sprzedaż. W zamian miał spłacić wierzycieli Northline i zachować ludzi, których jeszcze nie zdążyłem zwolnić.
Moja firma nie miała już należeć wyłącznie do mnie.
Ale nie miała też należeć do Evana.
— Sprzedałeś połowę? — zapytała Cassandra.
— Żeby ocalić resztę.
Peter spojrzał na mnie z bólem.
— Duke, powinienem powiedzieć ci o przelewach wcześniej. Evan zapłacił za moje leczenie, kiedy moja córka zachorowała. Myślałem, że jeśli mu pomogę, spłacę dług i odzyskam kontrolę. Zamiast tego wciągnął mnie głębiej.
Nie mogłem mu wybaczyć od razu.
Ale widziałem opatrunek na jego ręce i wiedziałem, że człowiek, który naprawdę chciał mnie zniszczyć, nie zostawiłby mu szansy na rozmowę.
— Jutro złożysz pełne zeznania — powiedziałem. — Dziś zawieziesz się do lekarza.
Peter skinął głową.
Cassandra została przy stole montażowym. Jej bransoletka z kompasem zaczepiła się o wystający gwóźdź. Szarpnęła ręką i metalowy symbol odpadł, spadając między trociny.
Pochyliła się, żeby go podnieść.
— Pamiętasz, kiedy mi go dałeś? — zapytała.
— Pamiętam.
— Powiedziałeś, że człowiek może zgubić drogę, ale nie musi zgubić drugiej osoby.
— Byłem wtedy bardzo młody.
— A ja byłam pewna, że będziesz mnie ratował bez końca.
Spojrzała na mnie.
— Nie proszę, żebyś mi wybaczył.
— Dobrze.
— Proszę tylko, żebyś powiedział, co mam zrobić, żeby naprawić choć jedną rzecz.
Przez halę przejechał odległy pociąg. Szyby zadrżały, a kurz uniósł się nad stołem jak cienka mgła.
— Podpiszesz anulowanie pełnomocnictwa. Oddasz wszystkie hasła. Powiesz bankowi i właścicielowi tartaku całą prawdę. A potem wyprowadzisz się z domu, dopóki nie zdecyduję, czy chcę jeszcze z tobą rozmawiać.
Cassandra zamknęła dłoń na małym kompasie.
— Zrobię to.
— I Evan?
— Nie wiem, co z nim będzie.
— Tym razem to nie jest twoje zadanie.
Skinęła głową, ale nie zapłakała. Może dlatego, że łzy nie mogły już zmienić żadnej cyfry na rachunku ani żadnego podpisu na dokumentach.
Martin przyjechał kilka minut później. Evan został przekazany ludziom, którzy mieli zabezpieczyć dokumentację i doprowadzić do wyjaśnienia oszustwa, lecz jego utrata nie przyniosła mi satysfakcji.
Stracił to, czego pragnął najbardziej: warsztat nie był już do kupienia, a Cassandra nie stała przy nim.
Ja straciłem małżeństwo, które próbowałem ratować samotnie.
Straciłem też część firmy, którą budowałem własnymi rękami.
Ale nad ranem, kiedy Peter odjechał do szpitala, Cassandra podpisała ostatni dokument na stole montażowym. Obok leżał mój złoty prezent rocznicowy, wciąż zamknięty w pudełku.
Nie dałem jej bransoletki.
Zabrałem ją ze sobą.
Przy wyjściu Cassandra zatrzymała mnie przy pile.
— Duke?
Odwróciłem się.
— Czy naprawdę chciałeś mnie pocałować, zanim zobaczyłeś wiadomości?
Przez chwilę patrzyłem na kobietę, która była moją żoną przez siedem lat, a tej nocy stała się kimś, kogo musiałem poznać od początku.
— Chciałem — odpowiedziałem. — Ale nie chciałem poczuć na ustach twojego kochanka.
Jej twarz drgnęła.
Nie odpowiedziała.
Podniosła z trocin mały kompas, a wskazówka pod porysowanym szkłem natychmiast skierowała się na północ.
„Duke” — powiedziała cicho — „tym razem nie zgubię drogi”.






