CZĘŚĆ 4 — Teściowa kupiła prezenty wszystkim wnukom oprócz mojej córki, a potem zażądała kluczyków do mojego samochodu — jej uśmiech zniknął

CZĘŚĆ 4

— Jakiego nowego właściciela? — zapytałam.

Mężczyzna po drugiej stronie przedstawił się jako Marek Wrona, właściciel komisu samochodowego. Powiedział, że Ludmiła Pietrowna tydzień wcześniej zostawiła u niego mój samochód jako przedmiot sprzedaży i podpisała oświadczenie, że ma zgodę właścicielki.

— Samochód stoi na naszym placu — wyjaśnił. — Jutro rano miał go odebrać kupujący. Nie wiedziałem, że dokument może być sfałszowany.

Spojrzałam na teściową.

Jej parasol wysunął się z dłoni i z głuchym stukiem upadł na podłogę.

— Gdzie jest mój samochód? — zapytałam.

— Przy ulicy Przemysłowej, w komisie „Wrona”.

— Jadę tam.

— Pani Katarzyno, proszę zabrać dowód własności i nie przyjeżdżać sama. Dokumenty, które otrzymałem, wyglądają oficjalnie.

— Nie będę sama.

Rozłączyłam się.

Andriej wstał tak gwałtownie, że krzesło uderzyło o ścianę.

— Mamo, oddałaś samochód do komisu?

— Chciałam tylko pożyczyć pieniądze.

— Za naszym samochodem?

— Za jej samochodem — poprawiła go Oksana.

Ludmiła Pietrowna spojrzała na nią z nienawiścią.

— Ty niewdzięczna dziewczyno. Gdyby nie ja, twoje dzieci nie miałyby niczego.

— Miałyby matkę, która nie uczyłaby ich kłamać.

Nie spodziewałam się, że Oksana to powie. Przez cały rok usprawiedliwiała matkę, bo bała się, że bez jej pomocy nie poradzi sobie z dziećmi. Teraz jednak jej głos był spokojny.

Paweł wyjął telefon.

— Dzwonię do wierzyciela.

— Nie waż się! — krzyknęła Ludmiła.

To był jej błąd.

Wszyscy spojrzeli na nią.

— Skoro nie zrobiłaś niczego złego, dlaczego tak się boisz? — zapytał Andriej.

— Bo wy nic nie rozumiecie! — wyrzuciła z siebie. — Chcieli zabrać mieszkanie. Co miałam zrobić? Patrzeć, jak Paweł trafia na bruk z dzieckiem?

Paweł spuścił głowę.

— Mamo, dług jest mój. Powinienem go spłacić.

— Jesteś moim synem.

— A Masza jest twoją wnuczką.

To zdanie zawisło nad stołem ciężej niż wszystkie oskarżenia.

Pojechaliśmy do komisu w troje: ja, Andriej i Oksana. Paweł został z matką, żeby nie uciekła przed rozmową z wierzycielem. W samochodzie Masza siedziała obok mnie, bo Andriej zadzwonił po nią do domu.

— Mamo, czy odzyskamy samochód? — zapytała.

— Zrobimy wszystko, żeby tak było.

— A babcia pójdzie do więzienia?

Spojrzałam w lusterko. Masza patrzyła na mnie z prawdziwym lękiem, nie z ciekawością.

— Nie wiem, co zdecydują dorośli. Ale wiem, że nie będziesz już musiała zasługiwać na czyjąś miłość.

Komis znajdował się za stacją kolejową. Na placu stały dziesiątki samochodów, a na bramie wisiała tablica z odłażącą farbą. Marek Wrona czekał przy biurze, trzymając teczkę pod pachą.

— To ten samochód — powiedział.

Zobaczyłam go za siatką. Na tylnej szybie wciąż wisiała papierowa zawieszka, którą Masza zrobiła na konkurs plastyczny. Narysowała na niej żółtego lisa w czerwonym szaliku. Papier był pomięty, ale nadal przyklejony taśmą.

Marek podał mi dokumenty.

— Podpis jest bardzo podobny do pani podpisu. Dlatego nie zauważyłem problemu.

— Moja teściowa miała dostęp do dowodu rejestracyjnego?

— Przyniosła go razem z kopią umowy darowizny. Twierdziła, że jest pani siostrą i działa w jej imieniu.

Andriej zacisnął szczękę.

— Powiedziała, że jest jej matką.

— Tym bardziej — odparł Marek. — Uznałem, że wszystko jest w rodzinie uzgodnione.

Właściciel komisu oddał mi kluczyki dopiero po sprawdzeniu dokumentów i wykonaniu kilku telefonów. Kiedy wsunęłam je do kieszeni, poczułam ciężar nie metalu, lecz wszystkiego, co przez lata pozwalałam nazywać „rodzinnym”.

W tym samym czasie Paweł zadzwonił.

— Mama zgodziła się pokazać, gdzie są pieniądze.

— Jakie pieniądze?

— Te z tabletek. Kupiła je za gotówkę, a potem zwróciła część zamówienia. Dostała zwrot na konto, ale nie powiedziała nikomu. Właśnie z tych pieniędzy chciała spłacić odsetki.

Andriej zamknął oczy.

— Czyli tablety mogła kupić Maszy.

— Mogła — odpowiedział Paweł.

Kiedy wróciliśmy do domu Ludmiły Pietrownej, na stole leżało pięć pudełek. Trzy otwarte, dwa zamknięte. Jedno z nich miało naklejkę z imieniem Maszy.

Dziewczynka stanęła w progu i wstrzymała oddech.

— To dla mnie?

Ludmiła Pietrowna siedziała przy stole. Wyglądała na mniejszą niż rano. Bez makijażu, z włosami związanymi gumką, trzymała w dłoni rachunek z komisu.

— Tak — powiedziała.

Masza nie podeszła.

— Dlaczego wcześniej powiedziałaś, że nie potrzebuję?

Teściowa przełknęła ślinę.

— Bo byłam zła na twoją mamę.

— To dlaczego ukarałaś mnie?

Ludmiła Pietrowna spojrzała na mnie, ale tym razem nie znalazła za mną żadnej zasłony. Nie było już Andrieja, który mógłby złagodzić słowa. Nie było Oksany, która mogłaby zmienić temat. Była tylko Masza, stojąca w skarpetkach na zimnej podłodze.

— Bałam się — powiedziała teściowa. — Bałam się, że wszyscy ode mnie odejdziecie, kiedy przestanę być wam potrzebna.

— Więc próbowałaś zatrzymać nas pieniędzmi? — zapytał Andriej.

— Nie chciałam nikogo skrzywdzić.

— A jednak skrzywdziłaś — odpowiedziałam. — Moją córkę, mnie, Pawła i samą siebie.

Ludmiła Pietrowna przesunęła pudełko w stronę Maszy.

— Możesz je wziąć.

Masza spojrzała na mnie.

— Nie musisz, jeśli nie chcesz — powiedziałam.

— Chcę rysować na większym ekranie — odparła po chwili. — Ale nie chcę, żeby to było za karę dla mamy.

Teściowa zadrżała.

— To nie jest kara dla mnie — powiedziała Masza. — To mój prezent.

Andriej podszedł do matki.

— Sprzedasz mieszkanie?

— Nie.

— Więc ustalimy raty. Ja pokryję część, Oksana część, Paweł resztę. Ale samochód zostaje u Katarzyny. I nigdy więcej nie podpiszesz niczego w jej imieniu.

— A jeśli odmówię?

— Wtedy każdy z nas będzie musiał chronić siebie osobno.

Ludmiła Pietrowna popatrzyła na niego długo.

— Wszyscy mnie zostawicie?

— Nie — powiedziałam. — Ale pomoc nie oznacza zgody na kłamstwo.

To był jedyny układ, na jaki mogłam się zgodzić. Paweł przepisał na siebie umowę długu. Oksana zaczęła pracę w godzinach, kiedy dzieci były w szkole. Andriej przestał tłumaczyć zachowanie matki i po raz pierwszy sam złożył pisemne oświadczenie, że samochód należy wyłącznie do mnie.

Marek Wrona anulował sprzedaż i zachował kopie wszystkich dokumentów. Powiedział, że jeśli Ludmiła Pietrowna spróbuje jeszcze raz użyć mojego nazwiska, przekaże sprawę odpowiednim służbom. Nie chciałam wojny, ale nie zamierzałam też udawać, że nic się nie stało.

Najtrudniejsza była rozmowa między Maszą a babcią.

Odbyła się tydzień później w pracowni plastycznej. Masza siedziała przy stole i rysowała żółtego lisa. Ludmiła Pietrowna stała obok, trzymając tablet, który kupiła dla niej kilka dni wcześniej.

— Mogę zostać? — zapytała.

Masza nie podniosła głowy.

— Możesz, jeśli nie będziesz mówiła, że jestem mniej potrzebna.

— Nie powiem.

— I nie będziesz zabierała rzeczy mamy.

— Nie będę.

— I nie będziesz kupowała prezentów wszystkim oprócz mnie, żeby mama się zdenerwowała.

Ludmiła Pietrowna zacisnęła usta.

— Nie będę.

Masza podała jej tablet.

— W takim razie usiądź. Pokażę ci, jak się rysuje lisa.

Teściowa usiadła obok niej. Nie dotknęła córki, nie próbowała od razu przepraszać ani odzyskiwać dawnego miejsca. Po prostu patrzyła, jak Masza przesuwa palcem po ekranie.

Po kilku minutach na białym tle pojawił się żółty lis w czerwonym szaliku. Taki sam jak na papierowej zawieszce w samochodzie.

— Teraz babcia — powiedziała Masza i podała jej rysik.

Ludmiła Pietrowna wzięła go ostrożnie.

— A co mam narysować?

Masza pomyślała chwilę.

— Samochód, który wrócił do właścicielki.

Ludmiła Pietrowna spojrzała na mnie. Tym razem nie było w tym spojrzeniu roszczenia. Była prośba o zgodę, której nie musiałam już udzielać automatycznie.

Skinęłam głową.

Na ekranie pojawiły się cztery nierówne koła i krzywa czerwona linia nad dachem. Masza roześmiała się cicho.

— Babciu, to nie jest samochód.

— Wiem — odpowiedziała Ludmiła Pietrowna. — Ale przynajmniej tym razem narysowałam go własnoręcznie.

Masza podała jej rysik z powrotem.

— To popraw.

A ja patrzyłam, jak obie pochylają się nad ekranem, podczas gdy w kieszeni mojej kurtki spoczywały kluczyki do samochodu z żółtym lisem na szybie.

Оцените статью