CZĘŚĆ 4
Wiadomość od zarządcy pojawiła się na ekranie, zanim zdążyłam odsunąć telefon od ucha.
Daniel rzucił się w moją stronę.
— Daj mi to.
Odsunęłam rękę.
— Olivia jest w apartamencie.
— Nie wiesz, co czytasz.
— Zarządca twierdzi, że próbujesz ją wyrzucić.
— Bo zwariowała!
Nora zabrała mi telefon i przeczytała wiadomość jeszcze raz. Marta zamknęła drzwi archiwum, a Helena cofnęła się pod ścianę.
— Panie Cross — powiedziała Nora — od tej chwili nie zbliży się pan do Emmy.
— To moja żona.
— Nie. To kobieta, której podpis próbował pan podrobić.
Daniel spojrzał na mnie, jakby dopiero teraz zrozumiał, że stracił kontrolę nad rozmową.
— Emma, posłuchaj mnie. Olivia nie miała tam zostać na stałe.
— Wynająłeś dla niej apartament.
— Potrzebowałem miejsca, gdzie mógłbym zacząć od nowa.
— Ze mną czy bez mnie?
Nie odpowiedział.
To wystarczyło.
Marta zadzwoniła do zarządcy budynku. Włączyła głośnik. Po drugiej stronie odezwał się mężczyzna o zdenerwowanym głosie.
— Pan Cross jest tutaj od rana. Próbował odebrać ciężarnej kobiecie klucze i zabrać jej dokumenty. Twierdzi, że lokal należy do niego.
— Czy kobieta jest bezpieczna? — zapytałam.
— Zamknęła się w sypialni. Jest z nią pracownica ochrony.
— Proszę nie wpuszczać Daniela do środka — powiedziała Nora. — Wyślemy kogoś z dokumentami.
Daniel uderzył dłonią w metalową szafkę.
— Nie możecie mi odebrać własnego mieszkania!
— To mieszkanie nie jest twoje — odparłam. — A Olivia nie jest twoją wspólniczką.
Odwrócił się do mnie.
— Co jej powiedziałaś?
— Nic. Sama znalazła prawdę.
Wtedy wykonał ruch, którego nikt się nie spodziewał. Wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił do Olivii na głośniku.
— Olivia, posłuchaj. Emma chce zniszczyć nas wszystkich. Jeśli wyjdziesz z apartamentu, zabiorę cię do hotelu.
— Nie chcę jechać z tobą — odpowiedziała Olivia. Jej głos był słaby, lecz wyraźny. — Chcę wiedzieć, dlaczego podpisałeś za mnie umowę.
Daniel spojrzał na mnie.
— Bo nie mogłaś podpisać. Byłaś w szpitalu.
— Nie byłam w żadnym szpitalu.
Na korytarzu zrobiło się zupełnie cicho.
Olivia odezwała się ponownie.
— I dlaczego powiedziałeś mi, że Emma jest bezpłodna, więc nie macie dzieci, a później znalazłam w jego szufladzie akt urodzenia dziewczynki?
Poczułam, że ziemia usuwa mi się spod stóp.
— Jakiej dziewczynki? — zapytałam.
Daniel ruszył ku drzwiom.
— To nie ma nic wspólnego z tobą.
Nora zastąpiła mu drogę.
— Ma. Jeśli dokument dotyczy dziecka, które zostało wpisane jako beneficjentka spadku po matce Emmy, ma bardzo wiele wspólnego z tą sprawą.
Olivia zapłakała.
— Emma, znalazłam też kopertę z adresem kliniki. Daniel miał tam zawieźć mnie jutro. Powiedział, że chodzi o badania prenatalne, ale w dokumentach jest nazwisko innej kobiety.
Spojrzałam na Daniela.
— Kogo chciałeś tam zawieźć?
Nie odpowiedział. Tym razem nie milczał z dumy ani z opanowania. Wyglądał jak człowiek, który zobaczył własny plan rozbity na kawałki i nie potrafił już udawać, że to przypadek.
Marta otworzyła teczkę z dokumentami.
— Emma, jest jeszcze jeden przelew. Nie na Miami. Na konto kliniki reprodukcyjnej w New Jersey.
— Co?
Nora sprawdziła numer rachunku.
— Daniel finansował procedurę dla innej osoby. Z pieniędzy pochodzących ze spadku.
Daniel zacisnął pięści.
— To była inwestycja.
— W czyje życie? — zapytałam.
Olivia zaczęła krzyczeć przez telefon.
— Powiedz jej prawdę!
Daniel zamknął oczy.
— Chciałem mieć dziecko. Emma nie mogła mi go dać.
Słowa uderzyły we mnie mocniej niż zdrada. Przez lata leczyłam się po operacji, po której lekarze powiedzieli, że ciąża będzie niemal niemożliwa. Daniel trzymał mnie wtedy za rękę i zapewniał, że jestem dla niego wystarczająca.
Okłamał mnie nie tylko o Toronto.
Okłamał mnie o tym, czego pragnął.
— Czy Olivia jest w ciąży z twoim dzieckiem? — zapytałam.
— Tak.
— A druga kobieta?
Daniel spojrzał na podłogę.
— Dawczyni komórki jajowej. Procedura miała być przeprowadzona po narodzinach dziecka. Chciałem, żebyś podpisała zgodę na wykorzystanie części spadku jako funduszu rodzinnego.
Roześmiałam się cicho.
— Chciałeś, żebym finansowała dziecko twojej kochanki i wychowywała je jako swoją rodzinę?
— Chciałem, żebyśmy mieli dziecko.
— Nie. Chciałeś mieć dziecko bez ponoszenia kosztów własnej prawdy.
Marta odsunęła od siebie dokumenty.
— Pani Emma, konto jest zabezpieczone. Podrabiana dyspozycja została anulowana, a bank przekazuje całą dokumentację Norze.
— A dom po mojej matce?
— Pośrednik anulował pełnomocnictwo po weryfikacji podpisu. Nie doszło do sprzedaży.
Poczułam, że kolana drżą mi pod stołem. Dom ocalał. Pieniądze ocalały. Lecz jedenastu lat nie dało się odłożyć z powrotem na właściwe miejsce.
Tego samego wieczoru pojechałam z Norą do Miami. Nie dlatego, że Daniel na to zasługiwał. Pojechałam po Olivię.
Apartament był jasny, zimny i niemal pusty. Na marmurowym blacie stały dwa kieliszki, a obok nich leżała różowa teczka z dokumentami medycznymi.
Olivia siedziała na kanapie i trzymała dłonie na brzuchu. Ochroniarz stał przy wejściu. Daniel czekał kilka metrów dalej, bez walizki, bez paszportu, bez tej pewności siebie, z którą rano żegnał mnie na lotnisku.
— Nie wiedziałam o pieniądzach — powiedziała Olivia.
— Wiem.
— Powiedział, że jesteś jego byłą żoną, która zgodziła się na rozstanie. Powiedział, że ten apartament kupił za własne pieniądze.
— Wynajął go za moje.
Olivia zamknęła oczy.
— Chciałam tylko, żeby moje dziecko miało ojca.
— Ja też kiedyś chciałam, żeby mój mąż miał odwagę być ze mną szczery.
Daniel zrobił krok do przodu.
— Emma, możemy to jeszcze naprawić.
— Nie.
— Przecież pieniądze zostały. Dom też. Niczego ci nie zabrałem.
— Zabrałeś mi możliwość podejmowania własnych decyzji.
Nora położyła na stole przygotowane dokumenty.
— Tu jest oświadczenie o wycofaniu pełnomocnictw, zamknięcie wspólnych rachunków i ugoda dotycząca rozwodu. Nie żądamy od ciebie apartamentu. Nie żądamy pieniędzy Olivii. Żądamy tylko zwrotu kwoty, którą próbowałeś przejąć, oraz podpisu pod prawdą.
Daniel przeczytał pierwszą stronę.
— A jeśli nie podpiszę?
— Wtedy dokumenty trafią tam, gdzie powinny — odpowiedziała Nora.
Olivia podniosła głowę.
— Podpisz, Daniel.
Odwrócił się do niej.
— Ty też przeciwko mnie?
— Nie przeciwko tobie. Przeciwko kłamstwom.
To ona podała mu długopis.
Daniel patrzył na niego długo. Potem podpisał pierwszą stronę, drugą i trzecią. Przy ostatniej zatrzymał rękę.
— Emma, przepraszam.
— Nie przepraszaj mnie za to, że chciałeś dziecka. Przeproś za to, że próbowałeś uczynić ze mnie jego bank i opiekunkę, nie pytając mnie o zgodę.
Podpisał.
Nie poczułam ulgi. Poczułam zmęczenie, które nosiłam pod skórą od dnia, gdy zobaczyłam nazwisko Olivii na umowie.
Później Olivia oddała mi różową teczkę.
— Nie chcę, żeby twoje pieniądze były związane z moim dzieckiem — powiedziała. — Ale chcę, żebyś wiedziała, że jeśli kiedyś będziesz musiała potwierdzić, co zrobił, powiem prawdę.
— To wystarczy.
Wyszłam z apartamentu z Norą, a Daniel został przy stole, obok podpisanych dokumentów i rachunku za życie, które próbował kupić cudzym kosztem.
Następnego ranka przelałam pieniądze z zabezpieczonego rachunku na fundusz nazwany imieniem mojej matki. Nie dla zemsty. Po prostu nie chciałam już, żeby choć jeden dolar nosił ślad jego planu.
Potem zadzwoniłam do Marty.
— Helena zachowała kopię notatki — powiedziała. — Dzięki niej bank zmienił procedury. Chce pani wiedzieć, co napisała na dole formularza?
— Co?
Marta przeczytała:
— „Nie ufaj podpisowi, który wygląda zbyt podobnie”.
Odłożyłam słuchawkę i spojrzałam na dokument rozwodowy. Przy moim nazwisku nie było już jego nazwiska. Było moje panieńskie nazwisko, dokładnie takie, jakie widniało na akcie własności domu po matce.
Złożyłam kartkę i wsunęłam ją do granatowej teczki.
Na lotnisku Daniel machał mi przez łzy, wierząc, że odprowadza żonę, która nadal go kocha.
Nie widział, że trzymałam wtedy w kieszeni klucz do jego skrytki.
A kiedy zamknęłam teczkę, usłyszałam w pamięci głos Olivii:
— Powiedz jej prawdę.
Tym razem prawda nie miała już dokąd odlecieć.
Przegapiłeś początek?






