CZĘŚĆ 4
Dokument był złożony na czworo i opatrzony pieczęcią królowej Matyldy.
Edward sięgnął po niego, ale zatrzymał dłoń kilka centymetrów nad pergaminem.
— Co jeszcze ukryłaś przede mną? — zapytał.
— Nic. Nie wiedziałam, że to istnieje.
Król skinął na Agatę.
— Otwórz go.
Stara pokojowa podeszła do stołu. Jej palce drżały tak mocno, że przez chwilę nie mogła rozłamać wosku. W końcu pieczęć pękła.
Agata przeczytała pierwsze linijki i osunęła się na krzesło.
— To rozkaz przekazania dowództwa nad strażą pałacową księciu Edwardowi — powiedziała. — Królowa podpisała go trzy dni przed śmiercią.
Edward spojrzał na ojca.
— Dlaczego nigdy mi go nie pokazałeś?
Król zamknął oczy.
— Bo twoja matka uważała, że nie jesteś gotowy.
— A ty?
— Ja bałem się, że jeśli dostaniesz władzę, Oskar od razu cię zabije.
W sali nikt się nie poruszył.
Przez cały wieczór myślałam, że największym zagrożeniem jest spisek. Nagle zrozumiałam, że pałac od lat działał jak dom pełen zamkniętych pokoi, w których każdy coś ukrywał, a ja byłam jedyną osobą, która nie dostała nawet klucza.
— Południowa brama — powiedziałam. — Ilu ludzi ma Oskar?
— Około czterdziestu — odpowiedział generał Roman.
— A straż pałacowa?
— Dwudziestu dwóch.
— W takim razie nie możemy czekać na atak.
Edward popatrzył na mnie z niedowierzaniem.
— Chcesz wyjść przeciwko czterdziestu uzbrojonym ludziom po tym, jak właśnie zatańczyłaś przed całym dworem?
— Nie. Chcę, żebyś ich przekonał, że Oskar nadal dowodzi.
— To niebezpieczne.
— Wiem. Dlatego musi wyglądać wiarygodnie.
Plan ułożyliśmy na schodach prowadzących do zbrojowni. Edward miał publicznie rozkazać generałowi Romanowi odsunąć straż od południowej bramy. Ja zaś miałam przejść przez dziedziniec z Agatą i Martą, niosąc królewską skrzynkę. Oskar, który od dawna podejrzewał, że dowody są przy mnie, zrobi wszystko, by ją odzyskać.
— Jeśli cię zaatakuje, nie będę czekał na rozkaz — powiedział Edward.
— Właśnie dlatego musisz czekać.
— Izabelo.
— Jeśli chcesz być księciem, musisz przestać ratować mnie przed każdą decyzją, którą podejmuję.
Jego twarz stwardniała.
— A jeśli nie chcę być takim księciem jak mój ojciec?
— Wtedy nie zachowuj się jak człowiek, który wstydzi się własnej żony.
Te słowa trafiły celnie. Edward spuścił wzrok na moje dłonie, nadal wilgotne od potu po tańcu.
— Wstydziłem się nie ciebie — powiedział. — Wstydziłem się, że wszyscy zobaczą, jak bardzo pozwoliłem im decydować za mnie.
— To nie zmienia tego, że odszedłeś.
— Wiem.
Nie było w tym usprawiedliwienia. I właśnie dlatego po raz pierwszy mu uwierzyłam.
Przed północą wyszliśmy na dziedziniec. Powietrze pachniało mokrym kamieniem i końskim potem. Nad murami płonęły pochodnie ludzi Oskara.
— Otworzyć bramę! — krzyknął Edward.
Generał Roman udał oburzenie.
— Wasza Wysokość, to samobójstwo!
— Wykonać rozkaz!
Zgrzytnęły łańcuchy. Brama uniosła się na tyle, by do środka wszedł pierwszy oddział.
Na czele jechał kapitan Bernard, prawa ręka Oskara. Gdy zobaczył mnie ze skrzynką, uśmiechnął się.
— Księżna sama przyniosła nam kłopot — powiedział.
— A ty sam przyniosłeś mi świadka — odpowiedziałam.
Bernard zamarł.
Za mną Agata podniosła latarnię. W jej świetle widać było twarze strażników ukrytych za kolumnami. Na murze pojawił się król, a obok niego Edward z rozkazem królowej w dłoni.
— Kapitanie Bernardzie — odezwał się książę. — Czy nadal wykonujesz rozkazy lorda Oskara?
Bernard spojrzał w stronę wieży. Oskar stał tam między strażnikami, lecz nie miał już na sobie pierścienia dowódcy. Generał Roman zdjął go z jego palca wcześniej, podczas zamieszania w sali.
— Lord Oskar obiecał nam podwójny żołd — powiedział Bernard.
— Z pieniędzy skradzionych z królewskich magazynów — odparł Edward. — A jutro chciał wysłać was na wojnę, której nie da się wygrać.
— Kłamstwo! — krzyknął Oskar z wieży. — Nie słuchajcie młodego głupca! Jego żona jest zwykłą oszustką, która uwiodła go i teraz chce przejąć koronę!
Słowa zawisły nad dziedzińcem.
Poczułam, jak dawny wstyd próbuje wrócić, ciężki jak mokra peleryna. Bernard spojrzał na moje ciało, na szeroką spódnicę i twarz rozgrzaną tańcem.
Wtedy Marta wyszła przede mnie.
— To ona uratowała mojego brata — powiedziała. — Zapłaciła za lekarstwa, kiedy lord Oskar kazał zamknąć magazyn dla biednych.
Agata stanęła obok niej.
— To ona odnalazła mnie, choć wszyscy mówili, że jestem szalona.
Generał Roman uniósł rozkaz królowej.
— A to jest podpis prawowitej władczyni. Kto chce służyć Oskarowi, ten występuje przeciwko własnemu królowi.
Jeden z żołnierzy opuścił włócznię.
Potem drugi.
Bernard zeskoczył z konia i uklęknął przed królem.
— Nie będę walczył za człowieka, który zatruwa własnego pana.
Reszta oddziału poszła za nim.
Oskar nie próbował już krzyczeć. Patrzył na swoich ludzi, którzy odkładali broń, jakby byli rzeczami należącymi do niego i nagle przestały być.
Król kazał zamknąć go w północnej wieży, ale nie rozpoczął publicznego procesu. Następnego dnia odebrano mu majątki, tytuły i wszystkie prawa do doradzania koronie. Pieniądze z jego portowych rachunków przeznaczono na odbudowę magazynów zboża. Agata otrzymała królewską pensję, a Marta została mianowana przełożoną pałacowych służb.
Najtrudniejsza rozmowa czekała mnie jednak nie z Oskarem, lecz z Edwardem.
Odbyła się w pustej sali bankietowej, nad ranem. Na podłodze wciąż leżał jeden odłamek rozbitego pucharu. Muzycy zwinęli instrumenty, ale w powietrzu pozostał zapach wosku i lilii.
Edward stanął przede mną bez korony.
— Przepraszam — powiedział.
— Za co?
— Za to, że pozwoliłem im śmiać się z ciebie. Za to, że próbowałem wyjść, zamiast zostać obok ciebie. Za to, że myślałem, iż dobry książę musi wyglądać jak obraz, a nie zachowywać się jak człowiek.
Milczałam.
— Nie proszę, żebyś od razu mi wybaczyła — dodał. — Proszę tylko, żebyś powiedziała, czy chcesz jeszcze być moją żoną.
Spojrzałam na mosiężną broszę leżącą na stole. Kłos, który ją zdobił, był lekko wygięty od tańca.
— Chcę być twoją żoną, ale nie ozdobą twojego tronu.
— Zgoda.
— Nie będę już ukrywać tego, co robię.
— Zgoda.
— A jeśli ktoś będzie się ze mnie śmiał?
Edward podszedł do środka sali i wyciągnął rękę.
— Wtedy zatańczymy oboje.
Zaśmiałam się cicho, choć oczy miałam pełne łez.
— Nie umiesz tego tańca.
— Nauczysz mnie?
Muzycy byli już przy drzwiach, ale na mój znak wrócili. Skrzypek podniósł instrument. Edward położył dłoń na moim ramieniu, niezgrabnie i zbyt ostrożnie.
— Nie patrz na ich twarze — powiedziałam.
— Patrzę na twoje stopy.
— To jeszcze gorzej.
Pierwszy krok zrobiłam sama. Drugi wykonał on. Przy trzecim prawie się potknął, a zza drzwi dobiegł stłumiony śmiech Marty.
Edward również się roześmiał.
Tym razem nikt nie próbował opuszczać sali.
Kiedy muzyka przyspieszyła, moja wygięta brosza odbiła blask porannego światła. Nie była już tylko ozdobą sukni. Przypominała mi o kluczu, o zamkniętej skrytce i o chwili, w której cała sala przestała widzieć we mnie ciężar.
Edward obrócił się za późno, nadepnął na własny płaszcz i wylądował na kolanach.
Spojrzał na mnie z podłogi.
— Tylko nikomu nie mów, że książę nie potrafi tańczyć.
Podałam mu rękę.
— Całe królestwo już wie.
Przegapiłeś początek?






