CZĘŚĆ 4 — Przyjechałam po męża na lotnisko, a jego sekretarka rzuciła mu się w ramiona — wtedy jego twarz nagle stężała

CZĘŚĆ 4

Był nim mój ojciec.

Nie zmarł.

Od dziesięciu lat mieszkał w Guadalajarze, prowadząc mały warsztat naprawy instrumentów. Po rozwodzie moich rodziców zerwaliśmy kontakt, a Alejandro zawsze powtarzał, że ojciec nie chce mnie znać.

Teresa podała mi telefon.

— Twój tata dzwonił do mnie wczoraj — powiedziała. — To on przechowuje drugą kopię umowy spółki.

— Dlaczego nic mi nie powiedział?

— Bo Alejandro skontaktował się z nim wcześniej.

Alejandro cofnął się od stołu.

— To nie ma znaczenia.

— Ma — odparłam. — Jeśli mój ojciec ma oryginał, jego podpis potwierdzi, że pakiet większościowy należy do mnie.

Alejandro zacisnął szczękę.

Przez wszystkie lata małżeństwa myślałam, że posiadamy firmę po równo. Tak mi powtarzał. Kiedy założyliśmy przedsiębiorstwo, mój ojciec pożyczył nam pieniądze na pierwszy hotel. W zamian zabezpieczył pożyczkę udziałami, które miały przejść na mnie po jej spłacie.

Alejandro spłacił pożyczkę, ale nigdy nie złożył dokumentów w rejestrze.

Chciał zatrzymać udziały na swoim nazwisku.

Chciał również sprzedać sieć hoteli zagranicznemu funduszowi, a pieniądze wyprowadzić przez spółkę Renaty. Rozwód miał mu dać czas i ochronę przed moimi roszczeniami.

Uścisk na lotnisku był tylko pierwszym ruchem.

— Nie możesz tego udowodnić — powiedział.

— Już udowodniłam przelewy.

— Zarząd zatwierdzi sprzedaż.

— Zarząd nie może zatwierdzić sprzedaży bez mojego głosu.

O dwunastej w sali konferencyjnej zebrało się siedem osób. Przez szybę widziałam pracowników stojących przy swoich biurkach. Nie wiedzieli, czy za godzinę nadal będą mieli pracę.

Notariusz otworzył spotkanie, a Alejandro natychmiast przejął głos.

— Moja żona znajduje się w stanie emocjonalnym, który uniemożliwia jej podejmowanie decyzji — oznajmił. — Proponuję, aby zarząd zatwierdził tymczasowe pełnomocnictwo.

— Tymczasowe? — spytałam.

— Do czasu zakończenia rozwodu.

— Czyli do czasu, aż sprzedasz wszystko.

Renata stała pod ścianą. Nie miała już idealnej fryzury. Jedno pasmo włosów opadło jej na policzek, a dłonie drżały przy każdym oddechu.

Alejandro położył przed notariuszem kopię pełnomocnictwa.

— Oto podpis Mariany.

Teresa wysunęła oryginalny raport informatyczny.

— Podpis został wstawiony cyfrowo po północy, z urządzenia należącego do pani Renaty.

— Nie masz prawa używać tych danych — syknął Alejandro.

— A ty nie miałeś prawa kraść pieniędzy firmy — odpowiedziała.

Jeden z członków zarządu podniósł wzrok.

— Panie Alejandro, czy te przelewy są prawdziwe?

— To inwestycje.

— Na spółkę należącą do Renaty Robles?

— To osoba zaufana.

Renata zrobiła krok naprzód.

— Powiedziałeś, że pieniądze są zaliczką dla sprzedających hotele.

— Nie teraz.

— Powiedziałeś też, że po podpisaniu rozwodu wyjedziemy do Hiszpanii.

W sali zapadło poruszenie.

Alejandro odwrócił się do niej z taką wściekłością, że cofnęła się aż do stołu.

— Nie obiecywałem ci niczego.

— Obiecywałeś wszystko.

— Byłaś tylko sekretarką.

Te słowa zakończyły jego walkę skuteczniej niż jakikolwiek dokument.

Renata wyciągnęła z torebki mały nośnik danych i położyła go przed Teresą.

— Tu są kopie wiadomości, zleceń i haseł, które mi przekazał. Nie chcę już pieniędzy. Chcę, żeby mój brat mógł spłacić dług i żeby Alejandro przestał mnie szantażować.

— Zdradzasz mnie? — wyszeptał.

— Nie. Przestaję kłamać za ciebie.

Alejandro spojrzał na mnie.

— Mariano, możemy to jeszcze naprawić. Jesteś moją żoną.

— Byłam twoją wspólniczką, dopóki nie próbowałeś zrobić ze mnie przeszkody.

— Siedem lat nic dla ciebie nie znaczy?

— Znaczy. Dlatego tak długo nie zauważałam, że od dawna jesteś po drugiej stronie.

Wtedy otworzyły się drzwi sali.

Wszedł mój ojciec.

Miał na sobie granatową kamizelkę poplamioną olejem do drewna i trzymał skórzaną tubę. Alejandro patrzył na niego, jakby zobaczył człowieka z grobu.

— Witaj, córko — powiedział ojciec.

Nie potrafiłam odpowiedzieć. Przez dziesięć lat nosiłam w sobie przekonanie, że mnie porzucił. Alejandro wiedział o tym i użył tej rany, żeby odciąć mnie od jedynej osoby, która mogła zatrzymać jego plan.

Ojciec wyjął z tuby oryginalną umowę.

— Podpisałem ją własną ręką — powiedział. — Udziały miały należeć do Mariany po spłacie pożyczki. Alejandro znał ten warunek.

Notariusz porównał podpisy, daty i pieczęcie. Potem unieważnił przygotowane pełnomocnictwo. Bank otrzymał natychmiastowe polecenie zamrożenia wszystkich przelewów ze spółki Przystań Pacyfiku, a sprzedaż hoteli została wstrzymana.

Alejandro stracił nie tylko pieniądze.

Stracił kontrolę nad firmą, swoje stanowisko i możliwość ukrycia wszystkiego za moim nazwiskiem.

Renata podpisała zeznanie dotyczące fałszywego wpisu i włamania na konto. Zwróciła część pieniędzy, które jeszcze znajdowały się na jej rachunku. Resztę miała spłacać przez lata. Nie usprawiedliwiłam jej, ale też nie pozwoliłam Alejandro zrobić z niej jedynej winnej.

Kiedy wychodziłam z sali, Alejandro dogonił mnie na korytarzu.

— Mariano, zatrzymaj się.

Nie zatrzymałam się.

— Chcę ci coś powiedzieć.

Odwróciłam się dopiero przy recepcji.

— Powiedz.

— Ten pierwszy hotel bez ciebie by nie powstał.

— Wiem.

— Nigdy nie chciałem cię zniszczyć.

— Chciałeś, żebym sama podpisała własną stratę. To gorsze.

Przyjął te słowa bez odpowiedzi.

Tego wieczoru usunęłam fałszywy wpis z konta, ale wcześniej opublikowałam skan raportu Teresy i wyjaśnienie, że to nie ja byłam jego autorką. Nie opisałam każdego szczegółu małżeństwa. Nie musiałam. Dokumenty mówiły wystarczająco dużo.

Ojciec czekał na mnie przed budynkiem.

— Możesz mi wybaczyć? — zapytał.

— Nie dziś.

Skinął głową.

— To uczciwe.

— Ale możesz jutro przyjść do hotelu. Chcę zobaczyć wszystkie umowy od początku.

Po raz pierwszy od wielu lat nie musiałam wybierać między prawdą a kimś, kogo kochałam. Prawda zabrała mi męża, lecz oddała mi nazwisko, firmę i ojca, którego opłakiwałam, choć wciąż żył.

Kilka dni później weszłam do recepcji naszego pierwszego hotelu. Na ścianie nadal wisiało zdjęcie z otwarcia. Alejandro stał na nim przede mną, zasłaniając połowę mojego projektu.

Zdjęłam fotografię.

Na jej odwrocie, pod warstwą kurzu, znalazłam starą mosiężną spinkę, którą kiedyś przypięłam do planów budynku. Musiała odpaść przed laty i zostać tam przez cały ten czas.

Ojciec spojrzał na nią i uśmiechnął się smutno.

— Nadal ją nosisz?

— Już nie.

Położyłam spinkę na stole, między umowami a planem nowego hotelu.

— Teraz będzie trzymała coś ważniejszego.

Przypięłam nią pierwszą stronę dokumentu, na której widniało moje nazwisko.

A potem powiedziałam ojcu:

— Zacznijmy od miejsca, które próbował mi odebrać.

Оцените статью